Donos za donosem. Nawet z powodu lądującego do dziecka pogotowia lotniczego!

W Kowalowicach na Opolszczyźnie kilka lat temu rozgorzał spór, w który dziś włączona jest niemal cała wieś. Wszystko przez piszącą skargi i donosy rodzinę S. Jej głównym celem jest sąsiad z naprzeciwka. Doszło do tego, że kiedy wnuczka pana Kazimierza pogryzł pies i LPR lądowało na działce pani S., ta zapowiedziała walkę o odszkodowanie za zniszczoną przez śmigłowiec… koniczynę.

Pan Kazimierz jest rolnikiem i prowadzi sklep w Kowalowicach. Mężczyzna i jego rodzina od kilku lat twierdzą, że są nękani ciągłymi donosami przez mieszkających naprzeciwko państwa S. Wszystko zaczęło się od budowy kanalizacji.

- To nie spodobało się mojej sąsiadce, bo zostaliśmy podłączeni z tej samej studzienki i musieli trzy razy przekopywać kanalizację. Odbyła się sesja rady gminy, były komisje, które przyjeżdżały i od tego zaczęły się ciągłe donosy, ciągłe nękania, ciągłe pisma. A nasiliło się to dwa, trzy lata temu, kiedy zagrodziła tu drogę, utrudniając nam i sąsiadom wyjazd z posesji – opowiada Kazimierz Błaszków, który czuje się nękany przez sąsiadów.

- Może się okazać, że to jest samowolne zajęcie pasa drogowego. Dwóch geodetów wskazało, że ona się myli. Musimy poczekać na wyrok sądu – mówi Julian Kruszyński, burmistrz Namysłowa.

Zagrodzenie drogi to tylko jeden z problemów. Przez donosy państwa S. w sklepie pana Kazimierza są ciągłe kontrole. W sprawę zaangażowane są wszystkie możliwe instytucje.

- Wiem o wpłynięciu ponad 22 pism do różnych instytucji szczebla centralnego: CBA, CBŚ, różnych ministerstw – mówi Julian Kruszyński, burmistrz Namysłowa.

- Kilka lat temu byłem na interwencji w Kowalowicach, która dotyczyła tego, że jeden z mieszkańców zanieczyszczał ich posesję. Pamiętam, że rodzina była niezadowolona z przebiegu interwencji, że sprawca nie został zatrzymany ani osadzony w zakładzie karnym – wspomina Paweł Chmielewski z policji w Namysłowie.

- Skargi dotyczyły tego, że właściciel, ten przedsiębiorca, nie posiada parkingu, prowadzi sprzedaż alkoholu bez koncesji, nie posiada zaplecza odbioru towarów, albo że otrzymał pozwolenie na lokal gastronomiczny na szambie – wylicza Urszula Modrak z Powiatowej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej w Namysłowie.

I chociaż zarzuty dotyczące prowadzenia sklepu przez pana Kazimierza się nie potwierdzają, państwo S. piszą dalej. W sprawę zaangażowana jest już cała wieś.

- W sobotę mieliśmy dożynki, większość była na nich. O pierwszej był donos na policję, że jest za głośno. Innym razem był donos, że kostka brukowa wokół krzyża jest nielegalnie położona. Pan Kazimierz z mieszkańcami kilkanaście lat temu w czynie społecznym ją położył – mówi Tomasz Wiciak, radny Namysłowa.

Mieszkańcy skarżą się także na ciągłe nagrywanie i robienie zdjęć przez państwa S. My także zostaliśmy nagrani. Państwo S. nie chcieli jednak stanąć przed naszą kamerą.

Kulminacja konfliktu nastąpiła w maju tego roku. Przed sklepem pana Kazimierza rozegrały się dramatyczne sceny. Pies pogryzł jego pięcioletniego wnuka.

- Kiedy przyleciało pogotowie lotnicze, wylądowało na ich skoszonej koniczynie. Wówczas  zażądali od policjantów spisania protokołu i żądali odszkodowania. To jest już podłe – ocenia pan Kazimierz Błaszków.

- To ludzie bez serca, którzy nie mają w sobie żadnych uczuć. Nawet gdybym była kogokolwiek wrogiem, nigdy bym nie zabroniła lądować helikopterowi, żeby ratował życie – dodaje Grażyna Błaszków.

Po kolejnym donosie państwo Błaszkowie powiedzieli: dość. Oddali sprawę do sądu. Ale ten uznał, że pani S. nie naruszyła dóbr osobistych pana Kazimierza.

- Prawnik poradził nam odpuścić sobie, bo nasze zdrowie, dzieci, wnuki są ważniejsze i tak żeśmy zrobili. Ale ci państwo nie odpuszczają, po naszej tragedii z pogryzieniem, pani inspektor w sanepidzie przekazuje mi następne dwie teczki donosów, ja już ręce załamuję – kwituje Kazimierz Błaszków.

Reporter: Paulina Bąk

pbak@polsat.com.pl