Ciągły ból i niegojąca się rana. Pan Kazimierz szuka ratunku

Ciągły ból i cierpienie to od ponad roku przykra rzeczywistość 62-letniego pana Kazimierza Kołodzieja ze wsi Rakowice Wielkie w województwie dolnośląskim. Jego syn Łukasz przysłał do naszej redakcji błagalny list z prośbą o pomoc w znalezieniu lekarza, który mógłby ulżyć w cierpieniu jego ojca. A wszystko zaczęło się w 2012 roku od małej zmiany na czole pana Kazimierza.

- Miałem taka małą, czerwoną plamkę i chodziłem do dermatologa. Kazał mi wycinek zrobić. Przyszedł obraz niejasny i tak mnie leczył chyba od lipca do grudnia. Później mi wypisał skierowanie do Wrocławia, do przychodni dermatologicznej. Tam prawie 4 lata mnie leczyli antybiotykami, bo nie wiedzieli, co to jest – wspomina Kazimierz Kołodziej.

Pan Kazimierz został skierowany na konsultację do Szpitala Onkologicznego we Wrocławiu. Został przyjęty na oddział i czekał na diagnozę.

- W tamtym roku dopiero w kwietniu przyszły wyniki. Okazało się, że to chłoniak – mówi Kazimierz Kołodziej.

- Lekarze zadecydowali,  że będzie to usunięte promieniami radioterapii – dodaje Łukasz Kołodziej, syn pana Kazimierza.
Niestety, później pojawiły się komplikacje.

- Po tych pierwszych naświetlaniach skóra była cała na głowie, już ładnie zaczęło się goić i zaczęły się za 3, 4 dni drugie naświetlania. Po tych 18 naświetlaniach, jak mnie puścili do domu, już nie mogłem wytrzymać. Wodę kupiłem i polewałem, cały czas moczyłem, bo tak mnie paliło, tak gorące było. Później zaczęło mi skóry brakować, kawałek po kawałku i taki płat się zrobił 10 na 10, że mi brakuje – opowiada pan Kołodziej.

Choroba pana Kazimierza to nie jedyne nieszczęście, jakie dotknęło tę rodzinę. Kilka lat temu 33-letni pan Łukasz przeżył wypadek motocyklowy. Niestety, lekarze nie pozostawili złudzeń, że kiedykolwiek stanie na własne nogi.

- Ja się już przyzwyczaiłem do siedzenia w zamknięciu i bardziej mi zależy na tacie, żeby tacie pomóc – mówi pan Łukasz.
 
- Kiedy bym nie odwiedził rodziców, to wiecznie patrzę, jak ojciec cierpi. Za każdym razem  jesteśmy odtrącani przez placówki. Z jednej do drugiej i następna kieruje nas do jeszcze innej, tak że ciężko sobie z tym poradzić – kwituje Marcin Kołodziej, młodszy syn pana Kazimierza.

Pojechaliśmy razem z panem Kazimierzem do Kliniki Dermatologicznej we Wrocławiu poprosić o pilną konsultację lekarską. Przerażony mężczyzna nie jest już bowiem w stanie znieść bólu i nie wie, co ma robić dalej.

Reporter: Panie Kazimierzu, co dzisiaj się udało, co pan więcej wie?
Pan Kazimierz: Pani doktor zadzwoniła w parę miejsc i załatwiła mi, że na jutro mam na ul. Borowską do szpitala jechać do kliniki. Neurochirurg mnie zobaczy i oczyszczą ten ropień między czaszką a mózgiem.

- Powiedziano panu, dlaczego to jest tak pilne, żeby pan był skonsultowany u neurochirurga?

- Tak, powiedziano mi, że tam błona oddziela mózg od tego ropnia i jak ropień przeżrę tę błonę, to ropień mi mózg zaleje. Dojdzie do zapalenia mózgu i śmierci.

Z ogromną nadzieją i radością pan Kazimierz następnego dnia poszedł do szpitala. Niestety, radość nie trwała długo. Syn pana Kazimierza przysłał nam nagranie , w którym błaga o pomoc dla ojca.

- Okazało się bowiem, że poradnia neurochirurgiczna na Borowskiej odmówiła przyjęcia taty na oddział, tłumacząc się tym, że nie prowadzi tak skomplikowanych zabiegów i kieruje tatę do Centrum Onkologii w Gliwicach. Jeżeli jakaś klinika podejmie się leczenia taty, byłbym bardzo wdzięczny, bardzo proszę o pomoc, gdyż inne kliniki są bezradne – apeluje pan Łukasz.*

* skrót materiału

Reporter: Małgorzata Frydrych

mfrydrych@polsat.com.pl