Oferowali grzejniki, kusili ceną. Poszkodowanych może być ponad 100 osób

Nawet ponad sto osób w całej Polsce mogło zostać oszukanych przez firmę z podkrakowskich Przebieczan. Spółka oferowała za pośrednictwem internetu grzejniki po atrakcyjnych cenach. Skuszeni klienci zamawiali towar i płacili od kilkuset do kilku tysięcy złotych, ale towaru nie otrzymali.

Państwa Permusów poznajemy w ważnym momencie życia. Para jest 15 lat po ślubie, ma troje dzieci i właśnie spełnia największe marzenie o przeprowadzce do własnego domu. To właśnie wyposażając swój wymarzony dom, ci ludzie dali się oszukać.

- Pokój naszych dzieci czeka na kaloryfery, które nie dojechały. Dokupiliśmy kaloryfery z sieciówki, bo firma lokalna nas oszukała – mówi Emilia Permus.

Żona pana Jarosława z Bielska-Białej jest w 9. miesiącu ciąży. Małżeństwo padło ofiarą tej samej firmy, co państwo Permusowie.

- Straciłem kilka tysięcy złotych. Póki co wierzę, że je odzyskam. Robimy remont domu, bo spodziewamy się dziecka – tłumaczy Jarosław Skrzypczak.

Wszyscy poszkodowani  firmę z podkrakowskich Przebieczan znaleźli w internecie. Oferowała ona grzejniki po cenach trochę niższych od stacjonarnej konkurencji. Klienci towar zamawiali w sieci, płacili przelewem i czekali na przesyłkę.

- Wszystko wyglądało legalnie. Strona profesjonalnie zorganizowana, na początku dzwonili do mnie nawet po kilka razy. Pytali się o szczegóły, jakie podłączenie. Myślałem, że mają profesjonalne podejście – wspomina Jarosław Skrzypczak.

- Niepokój zaczął się w okolicy terminu, jaki podał konsultant. Spróbowałem zadzwonić, telefony milczały. Potem wszedłem w jakieś tam strony internetowe, gdzie można zasięgnąć opinii, co się dzieje z firmą i tam był wysyp negatywnych komentarzy – opowiada Marcin Permus.

Firma działała od 2012 roku, a dwa lata temu połączyła się z hurtownią sprzętu domowego także spod Krakowa. Dziś po żadnej z nich nie ma śladu. Pod adresem podanym na fakturach poszkodowanych stoi zamknięty budynek. W siedzibie hurtowni mieści się przedszkole, które działa już od roku.

- Przed nami była firma samochodowa. Do dziś przychodzą do niej awizo. Odkąd ja tu jestem, jedna para też się o tę firmę pytała – przekazał właściciel przedszkola.

Udało nam się dotrzeć do Rafała K. To on przez ostatnie dwa lata był prezesem. Prokuratura w Wieliczce postawiła mu pierwsze zarzuty w związku z tą sprawą.

Mężczyzna odmówił jednak rozmowy przed kamerą. Oświadczył , że jest gotowy spotkać się z poszkodowanymi i wyjaśnić okoliczności sprawy. Poprzedni szef spółki umieścił na stronie firmy w internecie oświadczenie dla poszkodowanych.

„Chcąc wyjść naprzeciw potrzebom klientów indywidualnych, którzy stanowią zdecydowaną większość oszukanych, wspólnie z prawnikami opracowałem rozwiązanie przyspieszające proces odzyskiwania pieniędzy. Osobom, które nie otrzymały zamówionego towaru, za który zapłaciły proponuję odkupienie ich wierzytelności wobec spółki.” – głosi treść oświadczenia byłego prezesa.

- Prokuratura Rejonowa w Wieliczce nadzoruje postępowanie, w którym objęte są czyny popełnione przez Rafała K. Zarzucono mu 20 zarzutów niekorzystnego rozporządzenia mieniem.  Te kwoty to były sumy od kilkuset do kilku tysięcy złotych. Postępowanie jest rozwojowe – informuje Janusz Hnatko rzecznik Prokuratury Okręgowej w Krakowie.

Nawet ponad sto osób w całej Polsce może być oszukanych przez firmę. Zgłaszają się one do miejscowych prokuratur. Założyli też grupę na portalu społecznościowym. Codziennie dołączają do niej nowe osoby.

„Zostałam oszukana na 2270 zł. Mam już wyrok sądu i nie wiem, co dalej robić – czy iść z tym do komornika, czy zgłosić to na policję” – napisała jedna z osób.

„Mnie okradli nad 540 zł. Dużo nie dużo, ale nie lubię być okradany.” – brzmi inny wpis.

„Ja zostałem oszukany na 1700 zł. Po kilku interwencjach otrzymałem część zamówionych produktów po pół roku. Potem zrobili korektę faktury ( …). Oczywiście pieniędzy nie dostałem.” – dodał ktoś inny.

- Będę bardzo zaskoczony, jeżeli ta sprawa nie zakończy się pomyślnie dla mnie i pozostałych osób, które zostały oszukane – podsumowuje poszkodowany Jarosław Skrzypczak.*

* skrót materiału

Reporterka: Marta Terlikowska

mterlikowska@polsat.com.pl