Firma sprzedana, kobiety zostały bez zasiłku macierzyńskiego

Pani Aneta i jej koleżanka Małgorzata to młode mamy, które przed porodem pracowały jako kasjerki w sklepie spożywczym. Od kilku miesięcy obie są na urlopie macierzyńskim. Problem w tym, że nie dostają zasiłku macierzyńskiego. Firma została sprzedana i ani one, ani inspekcja pracy, ani ZUS nie były w stanie dowiedzieć się, gdzie są dokumenty młodych mam.

Maciejów Stary to wieś położona niedaleko Zamościa. Mieszka tu pani Aneta Kulmatytska ze swoją rodziną. Kobieta pracuje w sklepie spożywczym. 9 miesięcy temu urodziła córkę. Obecnie jest na urlopie macierzyńskim.

- Od września 2016 roku byłam zatrudniona w tej firmie L. Współpraca od początku układała się pomyślnie, szefostwo było normalne, wypłaty były na czas. Po urodzeniu, a urodziłam w listopadzie, złożyłam dokumenty na zasiłek macierzyński.
Wszystko było w porządku, szef te dokumenty przyjął, z początku było wypłacane, co miesiąc była inna kwota – mówi pani Aneta.

Pani Małgorzata Wasążnik pracuje razem z panią Anetą. Dwa miesiące temu urodziła dziecko. Obydwie kobiety powinny dostawać od pracodawcy zasiłek macierzyński.

- Jestem na zwolnieniu od około listopada i chorobowego już nie dostałam w maju. Od lipca na macierzyńskim jestem. Wniosek o urlop macierzyński złożyłam w ZUS-ie, bo nie miałam kontaktu z szefem, nie wiedziałam, gdzie mam złożyć – opowiada pani Małgorzata.

- Co najlepsze, prawdopodobnie nie jesteśmy nawet ubezpieczone, bo są nieodprowadzane składki. I ZUS nic z tym nie robi – dodaje pani Aneta.

- Mogę potwierdzić, że od maja nie wpływały z tej firmy żadne dokumenty rozliczeniowe, żadne dokumenty dotyczące zmiany siedziby czy zmiany pracodawcy – informuje Małgorzata Korba, regionalny rzecznik ZUS w województwie lubelskim.

Kobiety nie mają kontaktu z pracodawcą. Nie wiedzą nawet, przez kogo są zatrudnione, bo okazało się, że spółka została sprzedana. Zgłosiły się do Zakładu Ubezpieczeń Społecznych.

- Umowę mam podpisaną, bo żadnego aneksu, rozwiązania nie mamy. Firma przeszła na kogoś innego, księgowa tłumaczy, że z nimi nie współpracuje, a szef mówi, że pracuje. Jeden odsyła nas do drugiego, żeby nie mieć z nami do czynienia – twierdzi pani Aneta.

- Chyba nawet nie dostaniemy świadectwa pracy i nawet zarejestrować się w urzędzie pracy nie będę mogła. Jest ciężko, jest małe dziecko, są też wydatki, a pieniądze zawsze się przydadzą - dodaje pani Małgorzata.

Również ZUS miał utrudniony kontakt z pracodawcą kobiet.

- Na początku próby były dość nieskuteczne, ponieważ pracodawca, czyli zamojska spółka zmieniła teoretycznie siedzibę, nie podała w ZUS-ie żadnych nowych danych kontaktowych. Z biurem rachunkowym też kontakt nie był łatwy, bo 1,5 miesiąca trwało wysyłanie pism, telefonów, żeby biuro rachunkowe w końcu stwierdziło, że jednak właściciel się zmienił, natomiast dokumentacja wróciła znów do spółki i tam powinniśmy jej szukać – opowiada Małgorzata Korba, regionalny rzecznik ZUS w województwie lubelskim.

- Funkcjonuje dalej sklep, tylko jest nowy właściciel. Wszystkie nasze dokumenty są w głównej siedzibie firmy, którą ktoś przejął, nie wiemy kto. Tamta księgowość nie udziela nam żadnych informacji – dodaje pani Aneta.

W Krajowym Rejestrze Sądowym wpisany jest adres spółki, która zatrudnia panią Anetę i panią Małgorzatę. Postanowiliśmy zobaczyć, co mieści się pod tym adresem i porozmawiać z właścicielem. We wskazanym miejscu firmy nie ma od 4 miesięcy. Natomiast dawny prezes firmy odesłał nas do nowej.

- Nie możemy pójść do sądu, bo nie znamy adresu, gdzie wysłać korespondencję, nikt nie chce udzielić nam tej informacji. Inspekcja pracy też nie może się tym zająć, bo nie zna adresu – wskazują panie Aneta i Małgorzata.
Kobiety chcą otrzymać pieniądze, które im się należą. Czekają na nie już kilka miesięcy. Nie wierzą już, że wypłaci je ich pracodawca, liczą, że zrobi to ZUS.

- Nawet nie możemy pójść po jakąkolwiek pomoc, bo nadal figuruje, że pracujemy, mamy umowę. A jak pracujemy, to mamy dochody, których w rzeczywistości brak – podsumowuje pani Aneta.
Podczas naszej interwencji okazało się, że jest nadzieja dla młodych mam.

- Dyrektor oddziału ZUS w Biłgoraju zdecydował, że to ZUS przejmie wypłatę zasiłków zamojskiej spółki. Znacznie szybciej udałoby się załatwić sprawę, gdyby nie takie niepoważne, nieodpowiedzialne postępowanie pracodawcy – mówi Małgorzata Korba, regionalny rzecznik ZUS w województwie lubelskim.*

* skrót materiału

Reporter: Angelika Trela

atrela@polsat.com.pl