Walka rodziców o 6-letnią Hanię. Panika w przedszkolu

Szokująca, bezpardonowa walka rodziców o 6-letnią Hanię z Sosnowca. Do oskarżeń o przemoc, molestowanie czy manipulowanie dzieckiem, doszło odbicie Hani z przedszkola w towarzystwie ochroniarzy! Przerażoną dziewczynkę zabrał ojciec. Wcześniej, wbrew decyzji sądu, Hanią opiekowała się mama.

Hania ma 6 lat. Mieszka w Sosnowcu. Jest córką pani Agnieszki i pana Rafała. Oboje twierdzą, że dziewczynka jest dla nich całym światem. Światem, o który od pięciu lat toczy się wojna.

- Ona jest super manipulantką. Myślę, że to jest zimna, wyrafinowana osoba, która świetnie potrafi manipulować – mówi o pani Agnieszce Rafał Ożóg.

- Jest nieprzewidywalny. Nie widzi tego, co robi. Nie widzi, że robi krzywdę, boję się go – opowiada o panu Rafale
Agnieszka Bzówka.

Pani Agnieszka i pan Rafał związali się ze sobą 8 lat temu. On był spawaczem. Ona – kosmetyczką. Ich relacje od początku były burzliwe. Kiedy na świat przyszła Hania, zaczęło być tylko gorzej.

- Mam zdjęcia moich obrażeń, siniaków po pobiciu. On miał niebieską kartę zakładaną wtedy. Został wyjątkowo łagodnie potraktowany przez sąd, ponieważ był to pierwszy raz, wyrok warunkowo umorzono, ale nałożono na niego grzywnę i zadośćuczynienie – mówi Agnieszka Bzówka.

- Mam nagranie, jeszcze jak moja była partnerka mieszkała u mnie w domu i szkoliła swoją koleżankę, jak ma się zachowywać, żeby wrobić swojego faceta w znęcanie się – ripostuje Rafał Ożóg.

To fragmenty tego nagrania: „Dzwoń i mów, że on się znęca nad dzieckiem. Nie umiesz tak, k…? Za każdym razem, 10 razy, k… z rzędu. Nie umiesz dzwonić? Dogadaj się z lekarzem, uszkodzenie powyżej 7 dni i ch…! I, k… po nim. Pójdziesz, złamiesz palca i ch…. I powiesz, że on to zrobił. Nie umiesz?”

„Ty nagrywasz go w ogóle? Nagrywaj go i zanim go zaczniesz nagrywać, nawet go najpierw prowokować i wtedy dopiero nagrywać, żeby on jeszcze z siebie więcej wyrzygiwał, nie?”

- Ona miała faceta, który ma na imię Rafał i żeśmy się po prostu śmiały z własnych chłopów – mówi zapytana o nagranie Agnieszka Bzówka.

W 2013 roku pani Agnieszka i pan Rafał postanowili się rozstać. Rozpoczęła się walka o dziecko. Byli partnerzy zaczęli toczyć między sobą coraz bardziej brutalne bitwy. W ich wyniku Hania co chwilę przechodziła z rąk do rąk.

- Wszedł do mieszkania, zabrał dziecko i uciekł. Z mamusią swoją. Z babcią kochającą – opowiada Ewa Wróbel, matka pani Agnieszki.

- Ja tam przyjechałam, prosiłam Rafała, byśmy porozmawiali i tam matka zza jego prawej strony stanęła i prosty na mnie ruszył. Usiłowali mnie wypchnąć z tego mieszkania na siłę, zrzucić ze schodów przy dziecku – twierdzi Agnieszka Bzówka.

Kobieta oskarżyła również pana Rafała o molestowanie dziecka.

- Była taka sytuacja kiedyś, że Hania była malutka i rysowała mi penisa - wspomina.

- Lekarz badał dziecko i nie powiedział, że nie była molestowana. Może tak. Nie powiedział, że nie była molestowana – powtarza Ewa Wróbel, matka pani Agnieszki.

Rafał Ożóg kategorycznie zaprzecza. A Krzysztof Rutkowski, którego zatrudnił pan Rafał, dodaje, że gdyby były jakiekolwiek uzasadnione podejrzenia, to sąd nie przyznałby postanowienia o opiece ojca nad córką.

Sąd Rejonowy w Sosnowcu opiekę nad Hanią przyznał panu Rafałowi w kwietniu 2015 roku. Pani Agnieszce wytknął szereg błędów wychowawczych. Kobieta mogła zabierać do siebie córkę w weekendy. W lipcu tego roku, po jednej z takich wizyt dziecka już nie oddała.

- Wiem, złamałam wyrok, ale najważniejsze jest dla mnie chronić moją córkę. Ona niejednokrotnie z siniakami przychodziła i opowiadała o tym, że on ją bije. Była sytuacja kiedyś, że dziecko płakało, nie chciało do tatusia iść, posikało się, jak zadzwonił telefon i usłyszała jego głos. Po prostu: stała i się posikała. To co, mam nie wierzyć córce? – pyta Agnieszka Bzówka, matka Hani.    

- W przedszkolu był temat, żeby narysować swoją rodzinę. I Hania narysowała siebie, mnie, mojego chrześniaka, siostrę, nie narysowała mamy. To o czymś świadczy – uważa Rafał Ożóg.

Mężczyzna twierdzi, że po zabraniu córki, nie było mu dane nawet porozmawiać z nią na ulicy.

- Czekał pod domem aż dziecko wyjdzie. Podszedł, chciał rozmawiać i wtedy został potraktowany gazem łzawiącym. Przyszedł do nas i uzyskał profesjonalną pomoc – opowiada Krzysztof Rutkowski.
 Reporter: Co pan mu doradził?
- No, to co się zdarzyło. To poradziłem.
- Żeby zabrał dziecko siłą...
- Siły nie było.

Jest trzeci września tego roku. Około południa Hania jest jeszcze w przedszkolu. Idzie na spacer razem z grupą dzieci i pilnujących je przedszkolanek. Chwilę później na miejscu pojawia się pan Rafał i dwóch agentów ochrony.

- Nie spodziewałem się, że tak sytuacja się potoczy. Gdybym wiedział, na pewno by mnie tam nie było – mówi Rafał Ożóg,
ojciec Hani.

- Dziecko w szale, bo to jest szał jakiś, ojciec, który nie potrafi zapanować nad całą sytuacją… dramat – komentuje nagranie z akcji odebrania Hani Agnieszka Balcerzak, psycholog. - Rozumiem, że ojciec chce odebrać dziecko, bo ma pełne prawa, ale nie w taki sposób. Musi być świadomy, że niszczy swoje dziecko w ten sposób – dodaje.

- Jestem wojownikiem, a nie ciotą, która patrzy na ludzkie problemy na zasadzie: najbezpieczniej pośrodku. Traumę dziecku zafundowała matka, ponieważ nie dostosowała się do postanowienia sądu – mówi Krzysztof Rutkowski.

Zaraz po akcji Hania trafia na badania do szpitala. Dziecku na szczęście nic nie jest. Dyżurujący tego dnia sędzia potwierdza, że pan Rafał ma prawa do dziecka. Razem wracają do domu. Od tej pory Hania znów mieszka z ojcem.

- Dziewczynka może mieć np. problemy w budowaniu związków na przyszłość z partnerami. Może mieć problemy z zaufaniem i poczuciem bezpieczeństwa. Może być osobą lękową. I może mieć naprawdę bardzo poważne zaburzenia już psychiatryczne, nie tylko psychologiczne – ocenia psycholog Agnieszka Balcerzak.

Hania niebawem zostanie zbadana przez psychologów. Najprawdopodobniej takie badania przejdą też pozostałe dzieci obecne przy odbiciu dziewczynki. Pani Agnieszka złożyła w tej sprawie zawiadomienie do prokuratury. Zapowiada też wniosek o przyznanie jej wyłącznej opieki nad dzieckiem.

- Rodzice nie widzą krzywdy dziecka. Mówią, że chcą jego dobra, ale tak naprawdę walczą o swoje – dodaje psycholog Agnieszka Balcerzak.*

* skrót materiału

Reporter: Rafał Zalewski

rzalewski@polsat.com.pl