Liczba podpaleń rosła lawinowo. Po naszym reportażu zatrzymano podejrzanego

Sukces Interwencji. Po nagłośnieniu sprawy tajemniczego piromana podkładającego ogień w powiecie gorlickim, udało się zatrzymać podpalacza. Jak dotąd Krzysztof P. usłyszał zarzuty za 6 podpaleń, ale to wierzchołek góry lodowej.

- W 2016 roku odnotowaliśmy 179, w 2017 roku  - 266, a w bieżącym - 144 podpalenia. Te dane dotyczą powiatu gorlickiego – mówił w czerwcu Dariusz Surmacz z Państwowej Straży Pożarnej w Gorlicach, gdy zjawiliśmy się tam po raz pierwszy.

Informowaliśmy wówczas o pladze podpaleń w okolicach Gorlic w Małopolsce. Mieszkańców od dwóch lat terroryzował tajemniczy piroman. Najpierw spłonął zabytkowy kościół w Libuszy. Paliły się też budynki gospodarcze, pustostany, maszyny rolnicze, a nawet  budynki mieszkalne.

- Dom spłonął pod koniec października 2017 r. Od tego czasu minęło 8 miesięcy. I parę dni temu spłonęły nasze zabudowania gospodarcze. Stodola, dach nad oborą i garażem – opowiadał wówczas Radek Wędrychowicz.

- Idąc do pracy zastanawiamy się, czy danego dnia nie będzie kolejnego podpalenia – mówił Dariusz Surmacz z Państwowej Straży Pożarnej w Gorlicach
Mieszkańcy bali się o swoje bezpieczeństwo. U Doroty Pabisińskiej podpalono budynki gospodarcze zaledwie 5 metrów od domu. Spłonęło 6 psów. Mimo to, policjanci nie tylko nie przesłuchali kobiety, ale nawet nie przeprowadzili żadnych oględzin.

- Policjanci nie dokonali oględzin, nie były zbierane u nas ślady. Dopóki telewizja nie zainteresowała się pożarami, policja nie zajmowała się sprawą, przesłuchania była oddalane. Kilka dni później, po nagraniu materiału, zostałam wezwana na przesłuchanie – relacjonuje Dorota Pabisińska.

Na początku lipca policji udało się zatrzymać podpalacza. Okazał się nim 44-letni Krzysztof P. - mieszkaniec podgorlickiej Libuszy. Monitoring jednego z gospodarstw zarejestrował wizję lokalną z udziałem piromana. Meżczyzna przyznal się jedynie do podpalenia kilku pustostanów.
 
- 5 lipca na wniosek prokuratury sąd aresztował 44-letniego mężczyznę, któremu zarzucono dokonanie 6 podpaleń. Sąd zastosował obserwację psychiatryczną, czekamy na miejsce w szpitalu – informuje Tadeusz Cebo, szef Prokuratury Rejonowej w Gorlicach.

Śledczy twierdzą, że starają się udowodnić piromanowi dokonanie także innych podpaleń. Ale, mimo że Krzysztof P. początkowo dokładnie opisał, jak podpalił dom pani Matyldy Zawlik, zarzutów za jego zniszczenie nie usłyszał. Pózniej odwołał bowiem całkowicie swoje zeznania.

- Dokładnie opisywał, że wszedł, nasączył szmatki i podpałką do grilla podpalił. To był drewniany dom. Nawet określił, że kilka miesięcy wcześniej przed stodołą rodziców podpalił na tej samej posesji drewniany dom w budowie, ale nasz dom jest dalej „umorzony”. Mam ogromny żal do prokuratury za to umorzenie, bo gdyby ta sprawa była od początku pociągnięta, to by nie było innych nieszczęśliwych zdarzeń dookoła – uważa Matylda Zawlik.

- Po wizji lokalnej było spotkanie z adwokatem z urzędu i doradził mu wycofanie się z tego, co opowiadał – twierdzi Radek Wędrychowicz, inna ofiara piromana.

Nie wiadomo dziś, czy to Krzysztof P. podpalił kościół oraz inne budynki w okolicach Gorlic. To będzie wyjaśniane. Dotarliśmy do matki podajrzanego. Kobieta jest zaskoczona, że syn swoim zachowaniem terroryzował okolicznych mieszkańców.

Matka Krzysztofa P.: To posądzenie jest. Nie wiem, jak było naprawdę.
Reporter: Ale w nocy go nie było? Wychodził?
- No, wychodził. On miał rozstroje nerwowe, ale nie przyszło mi do głowy, żeby coś takiego robił. On się leczył psychiatrycznie parę lat temu, potem miał przeżycia, ale nie chciał iść do lekarza.

Zdaniem policjantów Interwencja Polsatu nie miała nic wspólnego z ich pracą i zatrzymaniem podpalacza.

- Wydaje mi się, że to był przypadek – państwa obecność nie miała wpływu na przebieg naszych czynności – mówi Grzegorz Szczepanek z Komendy Powiatowej Policji w Gorlicach.

Innego zdania są nie tylko mieszkańcy, ale nawet strażacy.

- Przed przyjazdem Interwencji mieliśmy pełne ręce roboty, po emisji materiału zrobił się spokój, ponieważ działania służb doprowadziły do tego, że udało się złapać sprawcę. Mamy spokój, nie wyjeżdżamy do podpaleń.  Jest bezpieczniej. Reportaż przyczynił się, że sprawca został wcześniej złapany – uważa Dariusz Surmacz z Państwowej Straży Pożarnej w Gorlicach.

- Dzięki Polsatowi i programowi Interwencja dużo łatwiej jest nam zasnąć, czujemy się dużo bardziej bezpieczni wiedząc, że ta osoba jest póki co odizolowana i nam nic nie grozi. Wielkie dzięki – mówi Radek Wędrychowicz, ofiara piromana.*

* skrót materiału

Reporter: Artur Borzęcki

aborzecki@polsat.com.pl