Dzielili domy, zaniżali wyceny. Pomogliśmy wywłaszczanym mieszkańcom

Budowa drogi szybkiego ruchu S5 niedaleko Bydgoszczy u wielu wywłaszczanych mieszkańców okolicznych wsi budziła wiele emocji. Gdy odwiedziliśmy ich z kamerą kilka miesięcy temu, byli zrozpaczeni, bo wyceny ich majątków były tak niskie, że nie mogli kupić lub wybudować nic nowego. Po naszej interwencji wiele się zmieniło.

- Rzeczoznawca, nie boję się tego powiedzieć, okradł nas. Ludzie tutaj muszą się zapożyczyć, brać kredyty, bo z chwilą otrzymania ostatecznej decyzji mają krótki termin, żeby się wyprowadzić. Kto jest w stanie w ciągu 3 miesięcy wybudować się, zamieszkać czy kupić mieszkanie. Za co? – pytał jeden z wywłaszczanych mieszkańców.  

- Kwoty są bardzo zaniżone, sytuacja była tak, że wracam na posesję, a już nie mam płotu – opowiadał inny.

- Nie mamy pieniędzy na koncie, a żeby było śmieszniej dwójce synów już się wpisali w księdze wieczystej, już oni są właścicielami – relacjonował kolejny mieszkaniec.

Niskie odszkodowania to jedno. Ludzie nie zgadzali się również na sposób, w jaki zostali wywłaszczeni.

- U mnie zabierają wszystko, a w środku zostaje budynek gospodarczy i jak ja mam tam dojść? – pytała jedna z mieszkanek.

Inny mężczyzna wskazywał, że jego jedna stajnia miała zostać rozebrana, a inna już nie.

Po naszej interwencji do redakcji zgłosiła się pani Małgorzata, rzeczoznawca, która postanowiła pomóc wywłaszczonym mieszkańcom. Pani Małgorzata przygotowała nowe wyceny gospodarstw, a urzędnicy zaczęli wypłacać większe odszkodowania.

- Pod presją nas, protestujących i dzięki państwu, bo od was się wszystko zaczęło, wiemy, ile jesteśmy warci – mówi pan Mieczysław.  

- Pierwszy operat do drugiego to jest różnica 120 procent – opowiada wywłaszczony pan Zygmunt.  

- Było kolejne spotkanie, były kolejne operaty, już korzystne. Z punktu widzenia formalnego pierwsze operaty szacunkowe były sporządzone poprawnie, kolejne wyceny zostały sporządzone i często zdarzało się, że były na większą kwotę – tłumaczy Krzysztof Pankowski, kierownik oddziału odszkodowań Kujawsko-Pomorskiego Urzędu Wojewódzkiego w Bydgoszczy.   

- Są ogólne zasady, normowane ustawą. Jeśli kilku rzeczoznawców wycenia tę samą nieruchomość, to wynik końcowy wyceny nie będzie identyczny, ale powinien być zbliżony. Różnica nie powinna być większa niż 20 procent. W jednym z wycen tych operatów wartość rynkowa budynku była wyceniona na 90 złotych! Nie trzeba mieć wiedzy specjalistycznej, że coś jest nie tak – komentuje rzeczoznawca Małgorzata Streich.

- Gdyby nie pani Małgorzata z Poznania, to byśmy zostali oszukani i nie mielibyśmy jak udowodnić, ile nasza nieruchomość jest warta. Operat pana L. liczy 20 stron, a operat pani Małgorzaty prawie 100 stron – mówi pan Arkadiusz.

Budowa drogi trwa. W niektórych miejscach prace są jednak wstrzymane. Panu Grzegorzowi z rodziną pod inwestycje chciano zabrać połowę domu - za niecałe 130 tys. zł.

- Miało być zabrane tyle, że wyszło, iż będę w łazience mieszkał, a przez okno wchodził – komentował mężczyzna.

Pan Grzegorz nie zgodził się z taką wyceną i podziałem domu. Odwołał się od decyzji. To spowodowało wstrzymanie wypłaty jakiegokolwiek odszkodowania.  Postanowiliśmy dowiedzieć się, w jaki sposób urzędnicy wybierają rzeczoznawców, którzy mają oszacować majątki ludzi i nierzadko zdecydować o ich dalszym losie.

- Są wybierani, można powiedzieć, czysto losowo, z listy do konkretnych prac – odpowiada Krzysztof Pankowski, kierownik oddziału odszkodowań Kujawsko-Pomorskiego Urzędu Wojewódzkiego w Bydgoszczy.   
Reporter: Czy dalej będziecie korzystać z usług tego rzeczoznawcy?
Urzędnik: Ten rzeczoznawca zrezygnował ze współpracy z wojewodą.

- Człowiek mieszkał tu 33 lata, żal to opuścić, ale trzeba. Nie zablokuję inwestycji, ale też nie dam się okraść, bo inaczej nie można tego nazwać – podsumowuje pan Grzegorz.*

* skrót materiału

Reporter: Żanetta Kołodziejczyk-Tymochowicz

interwencja@polsat.com.pl