Zapewniał, że kocha. Oszustwo na amerykańskiego żołnierza

47-letnia pani Maria spod Warszawy padła ofiarą internetowego oszusta. Przez dwa lata sądziła, że koresponduje w internecie z amerykańskim żołnierzem na misji w Iraku. Mężczyzna zapewniał, że kocha, że myśli o osiedleniu się w Polsce i założeniu rodziny. Zaoferował pomoc finansową, która okazała się pułapką. Pani Maria straciła kilkadziesiąt tysięcy złotych.

Kilka tygodni temu do naszej redakcji dotarł list od 47-letniej pani Marii spod Warszawy. Kobieta padła ofiarą internetowego oszusta. Wysłała mu w sumie kilkadziesiąt tysięcy złotych.

- To jest nie do opisania, jaki w środku czuje się ból po tym wszystkim – mówi pani Maria.

Dramatyczna opowieść zaczyna się 3 lata temu. Kiedy w małżeństwie kobiety następuje poważny kryzys, w internecie poznaje mężczyznę podającego się za amerykańskiego żołnierza na misji w Iraku.

- Pisał tak dużo... chciał do Polski przyjechać, kupić tu dom, stworzyć rodzinę. To trwało długo, prawie dwa lata pisaliśmy. Pokazał zdjęcie syna i swoje. I takie krótkie filmiki ze sobą i z psem zawsze wysyłał – opowiada pani Maria.

- Pytał, gdzie pracuję, ile zarabiam, bo mówi, że ma pieniądze i wyśle paczkę, ale później zaczęły się problemy na granicach. Firma kurierska się ze mną przez maile kontaktowała, że ileś tam trzeba zapłacić, bo wykryli w paczce pieniądze. To były bardzo duże sumy, szłam do banku - dodaje.

Niestety, podobne historie pokazujemy w Interwencji od dawna. Metody działania naciągaczy są różne. Pani Katarzyna straciła 8 tysięcy złotych, które wysłała rzekomo na pomoc pracownikowi misji humanitarnej w Syrii.

- Mówił, że podpisał kontrakt na dwa lata, ale że psychicznie tam nie wytrzyma, Wysyłałam mu pieniądze do trzech punktów: do Dubaju, Kuala Lumpur i Nigerii - wspominała.

Z kolei pani Urszula zadzwoniła do nas w maju. Mężczyzna podający się za Francuza usiłował wtedy wyłudzić od niej kilka tysięcy złotych. Wówczas razem zgłosiliśmy sprawę na policję.

Sytuacja pani Marii jest dramatyczna i szybko się nie zakończy. Jej dług sięga kilkudziesięciu tysięcy złotych, na jej pensję weszli komornicy. Po potrąceniu wszystkich należności, kobiecie na życie zostaje 500 zł.

Zdjęcie oszusta, którym dysponuje pani Maria, wygląda na fałszywe. Jak się okazuje, mężczyzna nigdy nie rozmawiał z kobietą telefonicznie ani przez internetowy komunikator. - Mówił, że nie chce, że jest w wojsku – tłumaczy pani Maria. - Zapewniał, że mnie kocha, że chce stworzyć rodzinę. Wypytywał się o moją, mówił, że żona mu zmarła – dodaje.

Próbujemy dotrzeć do rzekomej firmy kurierskiej, do której pani Maria wysyłała pieniądze.  Ale podany adres internetowy nie istnieje. Podobnie jak mail, przez który kobieta kontaktowała się z rzekomym ukochanym. Oszust po tym, jak zniknął, wykasował całość korespondencji z panią Marią.

Reporterka: Rozmawialiście po polsku? 
Pani Maria: Tak, bo to był taki tłumacz, tłumaczył w Messengerze.
- A prosiła pani o kontakt?
- Nie prosiłam, uwierzyłam we wszystko.

- Jeżeli oszuści nie są mocno przebiegli, jest szansa w miarę szybkiego ustalenia ich tożsamości i miejsca, z którego się komunikowali, a z czasem dojścia do nich. Wszystko zależy od tego, jak maskują się w internecie – informuje Beata Galas, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Radomiu.

Polskie organy ścigania nie prowadzą dokładnych statystyk dotyczących oszustw w internecie, ale przyznają, że to zjawisko coraz powszechniejsze. I ostrzegają przed naciągaczami.

- Ważne jest, żeby przyjść i przekazać nam jak najwięcej szczegółów. Jeżeli macie to państwo na telefonie komórkowym, przynieście ten telefon, tablet czy jakiś komputer przenośny, żebyśmy mogli jak najwięcej śladów zabezpieczyć – apeluje Dawid Marciniak z biura prasowego Komendy Głównej Policji.

Pani Maria nie zdecydowała się zgłosić oszustwa na policji. - Jest mi wstyd, za duży stres – wyjaśniła.*

* skrót materiału

Reporterka: Marta Terlikowska

mterlikowski@polsat.com.pl