Pracuje i samotnie wychowuje chorych synów. Zaczyna brakować mu sił

O Ryszardzie Piekarczyku mówią, że to ojciec na medal. Po śmierci żony mężczyzna dzieli swój czas na pracę i opiekę nad trzema synami, z których dwaj cierpią na autyzm. Zazwyczaj jego doba zaczyna się około 4 rano, a kończy około 23. I choć w opiece nad dziećmi wspiera pana Ryszarda sąsiadka, to mężczyźnie nie starcza doby, by choć trochę wypocząć.

-  Doba jest za krótka. Jak sam się dziwię, jak daję radę – mówi 56-letni Ryszard Piekarczyk z miejscowości Natolewice w województwie zachodniopomorskim.

Życie nigdy go nie oszczędzało, a sytuacja jeszcze się skomplikowała w maju ubiegłego roku, gdy zmarła jego żona. Od tego czasu 56-latek samotnie opiekuje się trzema synami w wieku od 13 do 19 lat. Nie narzeka i robi wszystko, by zapewnić dzieciom godne życie i bezpieczną przyszłość.

- Zabrała ją karetka w nocy i zatrzymanie krążenia nastąpiło. Okazało się, że miała za niski poziom sodu i potasu. Dlatego krążenie ustało – wspomina pan Ryszard.

Dwóch synów mężczyzny jest niepełnosprawnych. Cierpią na autyzm i wymagają całodobowej opieki. Mężczyzna, by pogodzić utrzymanie rodziny z obowiązkami rodzicielskimi, musi pracować nocami. Wtedy o pomoc w opiece nad dziećmi musi prosić sąsiadkę.

- Spadł na mnie ciężar obowiązków domowych. Takich, które typowo kobieta wykonuje. Wszystko diametralnie się zmieniło bo teraz za żonę i za siebie muszę wszystko. Nie dość, że swoja firma, to jeszcze w domu trzeba wszystko zrobić. Gotować, sprzątnąć, uprać – komentuje pan Ryszard. 

Mężczyzna przeważnie wstaje po godz. 4 rano, a  kładzie się spać po 23.

- On nie ma czasu na wypoczynek, nie ma czasu dla siebie, tylko dzieci – mówi sąsiadka Zofia Sołtys.

- W poniedziałek idę do szkoły, w poniedziałek taty nie ma. Wraca we wtorek. W tym tygodniu zostaje on w domu dwa dni. I w następnym tygodniu nie ma go w domu do piątku. A jak zostaje, to pomagam mu sprzątać albo mi tata pomaga odrabiać lekcje – opowiada Stanisław Piekarczyk, syn pana Ryszarda.

Panu Ryszardowi brakuje już sił. Choć nie narzeka, to potrzebuje pomocy. Rozwiązaniem byłaby całodobowa pomoc asystenta rodziny. Osoby, która odciążyłaby 56-letniego ojca. Jednak ośrodek pomocy społecznej może pomóc panu Ryszardowi jedynie przez kilka godzin tygodniowo. To zdecydowanie za mało.

- Ośrodek postanowił wesprzeć tę rodzinę w formie usług opiekuńczych, które polegają na pomocy sąsiedzkiej – informuje Magdalena Walukiewicz z Ośrodka Pomocy Społecznej w Płotach.

- To jest tylko doraźna pomoc. Koleżanka, czy jakaś inna pani może przyjść zobaczyć, co się dzieje z chłopcami. Ale takie dzieci to strach zostawiać same. Cała trójka wymaga natychmiastowej pomocy – mówi Zofia Sołtys, sąsiadka pana Ryszarda.
Mężczyzna wielokrotnie sam próbował zatrudnić osobę do pomocy. Niestety choroba synów odstrasza potencjalnych opiekunów.
Samotny ojciec nie traci jednak nadziei. Marzy by kiedyś znalazła się osoba, która po jego śmierci zaopiekuje się chłopcami i będzie dla nich dobra.

- Ciężko jest, ale nie powiem, żeby mnie los pokarał, bo bym zgrzeszył. Wiem, że ludzie mają gorzej – uważa pan Ryszard.*

* skrót materiału

Reporter:  Paweł Gregorowicz

pgregorowicz@polsat.com.pl