Zarabia za mało, by wynająć mieszkanie i zbyt dużo, by dostać je od miasta

- Nie mieć swojego kąta, łóżka, pościeli, to było dla mnie straszne. Trochę byłam tu, trochę tu. Nie chcę, żeby mój Karol to miał – mówi 34-letnia pani Monika z Legionowa. Kobieta od kilku lat sama wychowuje 8-letniego syna. Pracuje w sklepie za najniższą krajową i robi wszystko, aby jej dziecko nie musiało przeżywać tego, co ona w młodości. Niestety zarabia za mało, by wynająć mieszkanie, a zbyt dużo, by dostać je od miasta.

Życie pani Moniki zawsze było pełne ogromnych problemów i rodzinnych tragedii. W wieku 16 lat po raz pierwszy stała się bezdomna.

- Jestem z rodziny patologicznej. Z tego, co wiem, mieszkanie było zadłużone. Któregoś dnia przyszłam do domu, drzwi były zamknięte i koniec. Poszłam do przyjaciółki  – wspomina.

Mieszkanie rodziców pani Moniki zlicytował komornik. Kontakt nastolatki z rodzicami zerwał się zupełnie. W przetrwaniu kilkuletniej bezdomności pomogła jej najlepsza przyjaciółka - Żaneta i jej rodzina. Pani Monika wprowadziła się do nich. Mając 21 lat poznała swojego partnera, cieszyła się, że w końcu jej życie się odmieni.

- Poszliśmy i wzięliśmy kredyt w banku, a następnie wprowadziliśmy się w 2008 r. do swojego mieszkania i było super. Dwa lata później przychodzi na świat nasz syn Karol – wspomina pani Monika.

Karol do dziś pamięta to mieszkanie, wspomina je jako „bardzo fajne”. Szczęście pani Moniki trwało niestety tylko kilka lat. Jak grom z jasnego nieba spadła na nią wiadomości, że jej parter jest hazardzistą i przestał regularnie spłacać raty kredytu.

- Był taki podział, że partner płaci za ratę, a ja płacę za czynsz, za media i jakoś sobie żyjemy. I myślałam, że tak jest. Po około 6 latach dostałam pismo z banku, żeby oddać 520 tys. zł, bo okazuje się, że raty nie są płacone – wspomina pani Monika.

- Żeby uregulować ratę, to jakoś ich tam zbywałem, zapłaciłem połowę, cześć dopłacałem po prostu im każdego miesiąca. Jakoś ich tak zaspokajałem, że to się przeciągało. Jakby może od razu, po pierwszych pismach wiedziała, że coś jest nie tak, to może by nie doszło do tej sytuacji. Ale niestety hazard mnie zniszczył, rozbił rodzinę i teraz ciężko się pozbierać – mówi były partner pani Moniki.

Załamana pani Monika w 2017 roku ogłosiła upadłość konsumencką, żeby uniknąć długu wobec banku, który urósł do ponad 600 tys. zł. Bank przejął mieszkanie, a kobieta z synem po raz drugi stała się bezdomna. Błagała miasto o lokal socjalny. Nie stać jej było na wynajem mieszkania. W tej dramatycznej sytuacji znowu pomogła jej przyjaciółka.

- Pomogła mi znaleźć obecne mieszkanie, wynajęła. Zapłaciła kaucję miesięczną i powiedziała, że będzie pomagać, dopóki nie stanę na nogi – mówi pani Monika.

- Nie jest łatwo, ale muszę. Taki jest mój obowiązek jako jej przyjaciółki. Ale jako obowiązek państwo też powinno znaleźć rozwiązanie w tej sytuacji. Monika zarabia grosze, ale zarabia. Nie poddała się, nie usiadła z butelką wódki, żeby zapijać swoje problemy, lecz walczy o to, żeby Karol miał godne życie i nikt jej nie chce pomóc – zauważa Żaneta Kuźmierz, przyjaciółka pani Moniki.

Mama Karola szukała pomocy u urzędników, ale 1400 zł pensji i 600 zł alimentów okazało  się zbyt dużym dochodem, by mogła zostać wpisana na listę oczekujących.

- Musi spełnić kryterium, które jest ustanowione w uchwale Rady Miasta Legionowo. W tej sytuacji przekraczania tego kryterium, zaproponowaliśmy inne rozwiązanie - miejsce w Domu Samotnej Matki. Niestety pani Monika nie skorzystała z tej pomocy – informuje Tamara Boryczka, rzecznik Urzędu Miasta Legionowo.

- To jest chore, nie dziwię się, że matki nie pracują, jak można mieć 800 zł dochodu i dostać mieszkanie. A za co się to mieszkanie utrzyma? Za te 800 złotych - nie. To wtedy jest kolejna pomoc, bo państwo wtedy płaci za czynsz, państwo daje obiady w szkołach, wtedy państwo dopłaca nawet do światła. To jest okropny system – ocenia pani Monika.*

* skrót materiału

Reporter: Małgorzata Frydrych

mfrydrych@polsat.com.pl