Po sąsiedzku tuczarnią na ponad 1100 świń!

„Nie” dla tuczarni świń. Mieszkańcy wsi Kamieńszczyzna w woj. śląskim nie chcą nowej inwestycji. Boją się o zdrowie swoich rodzin oraz skażenia wody. - Tragedia, robactwo, muchy, smród, zatruta woda. Nie wyobrażam sobie tego – mówi pani Wioletta, która ma mieszkać 100 metrów od tuczarni.

- To są małe wioski, ale my tu żyjemy godnie i chcemy zdrowe dzieci wychować i wnuki – mówi jedna z protestujących.

- Budują się nowe domy, chcemy, żeby ta miejscowość fajnie się rozwijała, a nie żeby ludzie stąd uciekali – dodaje inna. .

- Dla nas to oznacza smród, a 600 metrów stąd jest ujęcie wody, studnia – zauważa Konstanty Makles, sołtys wsi Kamieńszczyzna.

Pani Wioletta kończy budowę swojego domu. To miała być oaza ciszy i spokoju. Tuczarnię na ponad 1100 sztuk świń ma mieć… po sąsiedzku. Kobieta nie wyobraża sobie życia.

- Tuczarnia będzie dokładnie naprzeciwko mojego domu, na wprost, około 100 metrów. Nie wyobrażam sobie życia, nie wyobrażam sobie przyszłości – mówi pani Wioletta.

- To jest powódź, ulewny deszcz i wszystko spłynie do rzeki lub wsiąknie, bo to jest piach – zauważa jeden z mieszkańców.

Chcieliśmy zaprosić inwestora, który chce zbudować tuczarnię  na spotkanie z mieszkańcami. Otrzymaliśmy od niego krótkie oświadczenie.

„Zarzuty formułowane pod adresem planowanej inwestycji (…) nie są prawdziwe i powstały w sprzeczności z uwzględnieniem decyzji jakie pozyskaliśmy w zakresie planowanej inwestycji w toku prowadzonych postępowań administracyjnych. (…) Prosimy także, z uwagi o dobro naszej rodziny, o niewykorzystywanie naszego wizerunku, jak też należących do nas nieruchomości do celów programu.”

- Ostatnio inwestor na zebraniu twierdził, że nawozy sztuczne nie dają tego, co gnojowica wylewana na pole. I on nie będzie wydawał pieniędzy na nawozy sztuczne, tylko będzie użyźniał glebę tą gnojowicą – opowiada Konstanty Makles, sołtys wsi Kamieńszczyzna.
 
- Władze samorządowe i państwowe zachowują się, jak władze kolonialne i nie biorą pod uwagę narodu. Takie inwestycje, może to jest mocno powiedziane, nie są zgodne z polską racją stanu – uważa Marek Kajkowski ze Stowarzyszania Inicjatyw Społecznych w Krzepicach.

Mieszkańcy Kamieńszczyzny i okolicznych wsi twierdzą, że nikt nie konsultował  z nimi postawienia tuczarni. Starosta wydał pozwolenie na budowę, a były już wójt gminy nie sprawdził, jak obiekt może oddziaływać na środowisko. Teraz wszyscy z niepokojem czekają na decyzję wojewody, który może uchylić pozwolenie na budowę.

- Mam problem, będą konsultacje prawnicze, każdą decyzję można cofnąć, jeżeli została wydana we złej wierze. Trzeba szukać możliwość, czy tę decyzję można cofnąć – mówi Jan Kowalik, wójt elekt gminy Popów.

- Apelujemy do urzędników, żeby nie pozbawiali nas dostępu do czystej, pitnej wody i powietrza. Tyle mówi się w kraju o czystym powietrzu, a tu degraduje się środowisko – dodaje mieszkanka wsi.*

* skrót materiału

Reporter: Aneta Krajewska

akrajewska@polsat.com.pl