Odcięci od świata. Sąsiedzi zagrodzili wjazd

Rodzina Urszuli Zmudy z Jastrzębia-Zdroju od dwóch miesięcy nie ma dojazdu do domu. Drogę zagrodzili jej sąsiedzi, do których teren należy. Okazuje się bowiem, że Zmudowie od dziesięcioleci korzystali z niej na podstawie ustnej umowy. Gdyby nie inni sąsiedzi, rodzina zostałaby całkowicie odcięta od świata.

Urszula Zmuda z Jastrzębia-Zdroju na Śląsku ma 58 lat i sześcioro dorosłych dzieci. Z mężem doczekała się już trojga wnucząt. Rodzina jest dla pani Urszuli wszystkim. Niestety, na razie przyszłość Zmudów nie rysuje się szczęśliwie.

Kłopoty rodziny zaczęły się sześć lat temu. Wtedy sąsiedzi po raz pierwszy zagrodzili fragment drogi biegnącej koło ich
zabudowań. Wcześniej Zmudowie przez dziesięciolecia korzystali z przejazdu na podstawie ustnej umowy między obiema rodzinami.

Pani Urszula zaczęła walczyć w sądzie. Dwa miesiące temu uzyskała postanowienie nakazujące udrożnienie przejazdu do czasu prawomocnego rozstrzygnięcia sprawy.

- Gdy się okazało, że chcą mi zamknąć drogę, dałam sprawę o zasiedzenie. Sąd to jednak oddalił.  Jak dostali wyrok prawomocny, zaczęli zakładać siatkę. Założyłam sprawę o drogę  konieczną. Postanowienie sądu o zabezpieczeniu drogi jest, ale nikt tego postanowienia nie wykonał. Niestety, jesteśmy zdani na łaskę sąsiada, który nam użyczył przejścia – opowiada pani Urszula.

O tej trudnej sprawie dwukrotnie  próbowaliśmy porozmawiać z sąsiadami, którzy zagrodzili przejazd. Niestety, za każdym razem byliśmy odsyłani z kwitkiem.

- Auto trzeba zostawiać sto metrów od domu, zakupy trzeba przynosić w rękach. Mało tego, nie wspomnę o służbach miasta, które wywożą śmieci – mówi Michał Zmuda.

Państwo Zmudowie byli w tej sprawie na policji. Pokazywali prawomocne postanowienie sądu nakazujące tymczasowe odblokowanie drogi. Bez skutku.

- My jako policja działamy w granicach prawa. Nie jesteśmy w stanie rozstrzygnąć tej sprawy – informuje Bogusława Kobeszko, rzeczniczka policji w Jastrzębiu-Zdroju.

Na naszą prośbę teren obejrzał oddział miejscowej straży pożarnej. Jednak przepisy w takich przypadkach nie obligują właścicieli posesji do utrzymania drogi dojazdowej. Zmudom zostaje więc tylko dalsza walka w sądzie.

- Nie życzę ludziom źle, ale w tym wypadku bym im powiedziała, że mają dzieci, wnuki, dożyją kiedyś tego, że mogą mieć odpłacone. Bo krzywda ludzka wraca – podsumowuje pani Urszula.*

* skrót materiału

Reporter: Marta Terlikowska

mterlikowska@polsat.com.pl