Trudne życie polskiej rodziny na Ukrainie. Brakuje na jedzenie i ubrania

Rodzina Barnosiów mieszka w Mościskach koło Lwowa. To polska rodzina od pokoleń, której dzieci chodzą do polskiej szkoły. Pani Maria i pan Stanisław żyją bardzo skromnie w małym domku bez łazienki, toalety. Nie mają bieżącej wody ani nawet studni. Małżeństwo spodziewa się dziesiątego dziecka. Potrzebuje materiałów do naprawy domu, ubrań, zabawek…

Państwo Barnosiowie z dziewięciorgiem dzieci w wieku od roku do 16 lat mieszkają w Mościskach koło Lwowa, na Ukrainie. Rodzina żyje bardzo skromnie.   Ojciec dzieci, pan Stanisław, z zawodu cukiernik, pracuje w Polsce.

- Gdyby dobrze się żyło, tobym nie przyjechał tu do pracy. Ceny są wygórowane na Ukrainie. Pracuję na budowie, zbrojarzem jestem w Łowiczu, Suwałkach, Mrągowie - tam gdzie firma wyśle – opowiada Stanisław Barnoś.

- Pokoje mamy dwa, trzeci nieukończony. Tam się nie da mieszkać. Wszystko trzeba wymienić: drzwi, podłogi, dach. Chcieliśmy dobudować łazienkę – mówi Maria Barnoś.

Barnosiowie mieszkają w ponadstuletnim domu.  Nie mają nawet toalety, a przez środek ich podwórka płynie miejski rynsztok.  Rodzice chcieli go zasłonić, ale miejscowi urzędnicy nie pozwolili na to.

- Łazienki nam brakuje i nie mamy studni. Nosimy od sąsiada wodę w wiadrach – tłumaczy 16-letnia Andżelika.

Dzieci Barnosiów chodzą do polskiej szkoły w Mościskach. Uczy się w niej ponad 300 dzieci polskiego pochodzenia. Ich przodkowie postanowili zostać na tych terenach, kiedy Rzeczpospolita utraciła Kresy.

- Tu w Mościskach jest bardzo dużo Polaków, prawie 50 na 50 Ukraińców. Ogólnie jest biednie. Chcę powiedzieć o tej rodzinie, że jest porządna. Uczniowie chodzą do szkoły czyściutkie, bardzo dobrze wychowane. Rodzice się starają, opiekują się tymi dziećmi – tłumaczy Teresa Teterycz, dyrektor polskiej szkoły im. Królowej Jadwigii w Mościskach.

Polska rodzina potrzebuje zarówno pomocy finansowej, jak i ubrań, czy materiałów potrzebnych do remontu domu. Sam koszt wykopania studni, zamontowania pompy i połączenia jej z domem to kwota około 1500 zł. Dla Kresowian to suma nieosiągalna. Rodzinie pomaga ksiądz z polskiej parafii w Mościskach.

- Matka spodziewa się 10. dziecka. Przybyłem do nich, żeby zapytać, czy nie zawieźć jej do szpitala. Za 2 tygodnie będzie rodzić, a musi deptać pieszo.  Rodzina nie jest patologiczna, na katechezę chodzą, bardzo zacna jest. Żyją bardzo skromnie, trzeba im pomóc – mówi ks. Władysław Derunow, proboszcz parafii św. Jana Chrzciciela w Mościskach.

- Mięsa codziennie sobie nie pozwalamy. Wyliczamy, jemy 6 razy w miesiącu, 4 razy rybę. Słodyczy dzieci nie mają. Rozkosznych świąt też nie mamy – opowiada Maria Barnoś.

Pomoc socjalna na Ukrainie jest znikoma. Barnosiowie, mimo że mają Kartę Polaka, nie mogą korzystać z polskiego Programu 500+. Na dodatek na Ukrainie służba zdrowia jest płatna. Pani Maria sama będzie musiała zapłacić za poród, leki i pobyt w szpitalu. W przeliczeniu to kwota ponad 2 000 zł.*

* skrót materiału 

Reporter: Artur Borzęcki

aborzecki@polsat.com.pl