Zimno, wilgotno, niebezpiecznie. Małżeństwo w 180-letnim domu

Renata Płoskoń z mężem, który doznał udaru, mieszka w zrujnowanym, drewnianym, 180-letnim domu na Podkarpaciu. Zimą w łazience zamarza woda, pomieszczenia ciężko ogrzać, sufit jest dziurawy i przecieka, a deski gniją. Małżeństwo wiele lat temu planowało wybudowanie nowego domu. Plany pokrzyżował udar, którego doznał pan Jerzy i po którym mężczyzna wymaga stałej opieki. Z pomocą parze ruszyli sąsiedzi.

- Dom jest wiekowy, belki dolne gniją, próchnieją. Nie ma tutaj fundamentów, czyli trudno byłoby na tym postawić jakąkolwiek ścianę. W tamtym roku na ponad dwa tygodnie zamarzła woda w łazience – pokazuje nam budynek z zewnątrz Renata Płoskoń. Kobieta mieszka z mężem we wsi Folwarki na Podkarpaciu.

- Mieliśmy firmę, prowadziliśmy działalność gospodarczą, pracowaliśmy zawodowo. Funkcjonowaliśmy w miarę dobrze, odkładaliśmy pieniądze, mieliśmy zaplanowaną budowę nowego domu, a to miało być takie miejsce przejściowe, które pozwoli nam funkcjonować do momentu wybudowania nowego domu – opowiada pani Renata.

Plany legły w gruzach 30 lipca 2012 roku, kiedy pan Jerzy dostał udaru.

- Był to udar niedokrwienny, bardzo ciężki. Przeżył, jest ze mną, ale niestety stan jego już nie pozwolił na kontynuowanie normalnego życia. Ciężko jest się z tym pogodzić, ciężko odnaleźć w sobie tę siłę, żeby stanąć na nogi i powiedzieć, że dalej można w jakiś normalny sposób żyć – mówi pani Renata.

Jej mąż wymaga stałej opieki.

- To również spowodowało, że nie byliśmy w stanie zaplanowanego domu wybudować. Środki na ten cel przeznaczałam na wyjazdy do lekarzy, na rehabilitację. Po trzech latach od udaru, przyszło takie kolejne załamanie zdrowotne. Usłyszałam, że trzeba rozejrzeć się za hospicjum i już tylko opieka paliatywna została, ale znowu znaleźliśmy w sobie siłę. Mąż wiedział, że ja jestem w każdej chwili koło niego, że go nigdzie nie oddam, że razem będziemy iść tą drogą, zrobimy wszystko, żeby znów go postawić na nogi – tłumaczy.

50-letnia pani Renata przeznaczyła wszystkie oszczędności na leczenie i rehabilitację męża. Musiała zrezygnować z pracy. Dzięki temu znów udało się poprawić stan zdrowia pana
Jerzego, mężczyzna porusza się o kulach, mówi pojedyncze słowa. Brakuje za to pieniędzy na budowę domu. Od lat małżeństwo utrzymuje się z renty chorobowej i zasiłku celowego, na życie zostaje im kilkaset złotych.

- W domu jest chłodno, ciężko go dogrzać. Trochę się wszystko nam sypie. Problem był też z przeciekającym dachem – oprowadza nas po wnętrzu budynku pani Renata. Widzimy odpadające od sufitu tynki i zacieki na wilgotnych ścianach.

- Największy nasz problem to łazienki, ponieważ belki są całkowicie spróchniałe, naciągają wilgocią i się całkowicie sypią – mówi pani Renata.

Na pomoc małżeństwu ruszyli sąsiedzi. Przygotowali teren pod budowę nowego domu, ale brakuje pieniędzy na materiały. Próbują je zebrać przez internetową zbiórkę, potrzebują 70 tysięcy złotych.

- Większość zaangażowanych w akcję ludzi stwierdziła, że najlepiej będzie wybudować mały domek, żeby pani Renata mogła z mężem tutaj spokojnie sobie mieszkać – przyznaje sąsiadka Danuta Kacprzak.

- Zaczęliśmy ten doom odnawiać, przybijać deski, ale to zaczęło się walić, siadać. Dom jest zagrzybiały, nie ma nawet do czego deski przykręcić, więc szans na remont nie ma. Tu się wszystko wali, próchno jest takie, że na wylot można palec włożyć – dodaje Paweł Górski, budowlaniec pomagający pani Renacie.

Na koniec pytamy pani Renatę, skąd bierze siłę na walkę, na przeciwstawianie się dolegliwościom męża.

- Chyba z miłości po prostu. Życie całkowicie wywróciło nam się do góry nogami. Często było tak, że walczyłam o to, żeby znów poczuć, jak to jest być przytulonym, więc gdy przychodził taki moment, to mi wynagradzało nawet miesiące czekania na to - odpowiada.*

* skrót materiału

PS Jeśli chcą Państwo pomóc pani Renacie i jej mężowi, prosimy o kontakt z redakcją: (tel.) 22 514 41 26 lub interwencja@polsat.com.pl

Reporter: Jakub Hnat

jhnat@polsat.com.pl