Po kontroli skarbowej jego firma upadła. Odszkodowania nie ma

Stefan Żogała prowadził firmę transportową przez ponad 20 lat. Zatrudniał 45 osób. Otrzymywał liczne nagrody i wyróżnienia dla przedsiębiorców. Jego firma upadła po kontroli urzędu skarbowego ze Staszowa. Zarzucono mu fikcyjne transakcje paliwowe, dzięki którym miał wyłudzić ok. 200 tys. zł podatku. I choć ostatecznie został oczyszczony z zarzutów, został bez odszkodowania. - Jestem dziadem, żyję za 800 zł – dziś mówi.

- W lutym 2004 r. miałem kontrolę VAT, trzy miesiące później znów przyszli, ale myślę, że to była kontrola zlecona w związku z mafią paliwową, bo w pierwszym dniu już mi powiedzieli, że dokonuję fikcyjne transakcje paliwowe. Miałem w firmie paliwo, bo obsługiwałem elektrownię, woziłem popioły na Śląsk, więc podnajmowałem łącznie 100 samochodów - opowiada pan Stefan.

- Decyzje o zabezpieczeniu należności są pewną prognozą. W tym przypadku wstępne prognozy w podatku VAT i dochodowym z odsetkami to było 200 tys. zł – mówi Mirosław Kopeć, pełnomocnik pana Stefana.

- Wszyscy, którzy ze mną współpracowali, mieli nasłane kontrole w sprawie paliwa i już nikt nie chciał ze mną rozmawiać. Odbierałem telefony, że ich wprowadziłem w maliny, każdy się obawia, urząd skarbowy to jest potęga – wspomina Stefan Żogała.

Mężczyzna próbował jeszcze prowadzić działalność i spłacać zobowiązania. Ale w 2007 roku musiał ogłosić upadłość. Nigdy nie usłyszał żadnych zarzutów w sprawie mafii paliwowej, a wojewódzki sąd administracyjny uznał, że decyzje urzędu skarbowego były niezasadne.

- Na koniec się okazało, że jestem skarbowemu winien 200 zł z tych rzekomych 200 tys. zł, ponieważ mi wyrzucili z kosztów dywan, który zakupiłem do biura. Już chyba nie wiedzieli, co zrobić – ocenia Stefan Żogała.

Poprosiliśmy o komentarz urzędników z kieleckiej izby administracji skarbowej i urzędu skarbowego w Staszowie, który kontrolował pana Stefana. Bez skutku.

- Żeby pracownik poniósł konsekwencje, to musiałoby nastąpić rażące naruszenie prawa. Z tego, co wiem, żaden sąd tego nie stwierdził – usłyszeliśmy w urzędzie skarbowym w Staszowie.

Przedsiębiorca postanowił walczyć o odszkodowanie i zadośćuczynienie. Kiedy zaczynał swoją walkę w 2009 roku wierzył, że ją wygra. Wtedy na naszej antenie mówił: - Jestem przekonany, że wygram, bo przecież nie może być takiej niesprawiedliwości, że mam 41 lat pracy zawodowej, życie praktycznie za sobą i nie mam nic. To po co ja pracowałem te lata?

Sprawa pana Stefana przeszła przez wszystkie instancje. Po pięciu latach procesu Sąd Okręgowy w Kielcach uznał, że sprawa jest przedawniona. Dopiero sąd najwyższy stwierdził, że to nieprawda i kazał dalej prowadzić postępowanie. Ale na koniec Sąd Apelacyjny w Krakowie uznał, że panu Stefanowi nic się nie należy.

- Taka jest ocena sądu, bo trudności w działalności, problem z realizacją zobowiązań pan Stefan miał przed decyzją o zabezpieczeniu, więc w żaden sposób nie mogło to wpływać na firmę – informuje Jan Kremer, rzecznik Sądu Apelacyjnego w Krakowie.

W sprawie pana Stefana były wydane dwie główne opinie biegłych, które znacznie się od siebie różnią. Ale sąd nie zgodził się na konfrontację biegłych ani na kolejną opinię.

- Z jednej opinii wynika, że do końca 2007 r. pan Stefan odrobiłby wszystkie straty, a jego firma przynosiłaby zyski, natomiast druga opinia zakłada zupełnie coś innego: że bez względu na sytuację pana Stefana, po wejściu Polski do Unii nastąpił taki kryzys, że pan Stefan nie dałby sobie rady na rynku firm transportowych - tłumaczy Mirosław Kopeć, pełnomocnik pana Stefana.

- Biegły napisał bzdury, miałem dochody wyliczone, a on to zaliczył jako koszty. Kredyt wziąłem w 2004 roku, przed kontrolą i bank mi go udzielił na podstawie moich umów – zauważa pan Stefan.

- Moim zdaniem, jeśli w 2004 roku, w roku największego kryzysu, w firmie pana Stefana miał on do zapłaty 730 tys. zł rat leasingu, a zapłacił 700 tys. zł i na wiosnę 2004 r. wziął kredyt na 420 tys. zł, to miał jak najbardziej możliwość prowadzenia działalności gospodarczej – dodaje Mirosław Kopeć, pełnomocnik pana Stefana.

Reporter: Paulina Bąk

pbak@polsat.com.pl

Oglądaj inne reportaże tego reportera

XXXX XXXXXXX XXXXXX XX XXX XXX XXXX XXXX XXXXX

 

XXX XXXX X XXXXXXX XXXXXXXX XXXXXXX X XXXXX

 

XXXX XXXXXXX XXXXXX XX XXX XXX XXXX XXXX XXXXX

 

XXX XXXX X XXXXXXX XXXXXXXX XXXXXXX X XXXXX

 

XXXX XXXXXXX XXXXXX XX XXX XXX XXXX XXXX XXXXX

 

XXX XXXX X XXXXXXX XXXXXXXX XXXXXXX X XXXXX

 

XXXX XXXXXXX XXXXXX XX XXX XXX XXXX XXXX XXXXX

 

XXX XXXX X XXXXXXX XXXXXXXX XXXXXXX X XXXXX