Zapłacili 80 tys. za halę, ale jej nie dostali

Małżeństwo kupiło za 80 tys. zł dużą halę do przechowywania płodów rolnych i bydła. Jak uzgodniono ze sprzedawcą, do czasu znalezienia odpowiedniej działki, obiekt może pozostać na terenie jego firmy. Gdy w lutym małżonkowie pojechali odebrać halę, okazało się, że prezes firmy sprzedał ją drugi raz zupełnie innej osobie. Małżonkowie nie mają ani hali, ani pieniędzy. Sprawą zajmuje się prokuratura.

Państwo Żukowie ze wsi Ostroszowice w województwie dolnośląskim do dziś nie mogą pogodzić się z tym, co się wydarzyło. Pani Ewa jest nauczycielką. Pan Zenon rolnikiem. Od 1978 roku wspólnie prowadzą gospodarstwo rolne, które pan Zenon odziedziczył po rodzicach. Mają dwoje dorosłych dzieci.

- Mieszkaliśmy na dole w jednym pomieszczeniu, bardzo skromnym. Pomalutku remontowaliśmy, wkładaliśmy pieniądze w remonty, nie jeździliśmy nigdzie. Nigdy razem nie byliśmy na żadnych wczasach. Cały czas pracuję, cały czas pomagam, cały czas robię sery, sprzedaję mleko i tak w kółko - mówi pani Ewa Głowacka-Żuk.

Pan Zenon: Obecnie mamy ponad 50 hektarów.
Reporter: Specjalizujecie się w czymś?
Pan Zenon: Uprawa zbóż i rzepaku, no i hodowla bydła.

Każdy ciężko zarobiony grosz wkładali i wkładają w rozwój gospodarstwa. Robią to dla swoich dzieci, które wyjechały na studia, a w przyszłości odziedziczą gospodarstwo po rodzicach. Ponad dwa lata temu znaleźli w internecie ofertę sprzedaży dużej hali za 80 tys. złotych.

- Postanowiliśmy zainwestować w wybudowanie takiej hali, w której będzie można zrobić magazyn na płody rolne, ewentualnie móc utrzymywać zwierzęta. Żeby utrzymać z 50, 60 sztuk bydła, trzeba gdzieś to pomieścić - opowiada pani Ewa.

Pan Zenon: Pojechałem niedaleko tu do Łagiewnik za Dzierżoniów i dogadałem się ze sprzedającym. On przyjmował kwoty ratami, podpisywał się pod nimi, że przyjął od nas te pieniądze.
Reporter: Ile?
Pan Zenon: 65 tys.
Reporter: Mieliście jeszcze dopłacić 15 tys.
Pan Zenon: Tak, za udostępnienie nam projektu i faktury mieliśmy się rozliczyć do końca.

- Jak daliśmy te pieniądze, to trudno było też znaleźć odpowiednie miejsce na wybudowanie takiej hali. Musi być to miejsce takie, gdzie będzie droga dojazdowa. No i szukaliśmy takiego miejsca - mówi pani Ewa.

- On był u mnie w gospodarstwie i tak określił, że koszt postawienia takiej hali to w granicach 200 tys. złotych. On mnie zapewnił, że skoro on pracuje w tej firmie, to ta hala może tam stać. Tam nie zginie - opowiada pan Zenon.

Pod koniec ubiegłego roku państwo Żukowie kupili od sąsiada działkę. Załatwili wszystkie urzędowe formalności konieczne do postawienia hali. W lutym tego roku pojechali do prezesa firmy po odbiór hali. Przeżyli szok, kiedy okazało się, że jej nie ma.

- Ja mówię do męża: dzwoń na policję! No i nadjechała policja, mąż zaprowadził policjantów na miejsce, gdzie była hala i tam przy tych policjantach powiedział, że on odda pieniądze, bo on tę halę sprzedał - relacjonuje pani Ewa.

Od początku marca tego roku sprawą zajmuje się dzierżoniowska prokuratura. Pan Zenon składał już wyjaśnienia, ale prezes firmy do tej pory jest nieuchwytny dla organów ścigania. To, co nie udaje się organom ścigania, nam udało się od razu.

Reporter: Obiecał pan, że pan zwróci pieniądze, przy policjantach pan to powiedział.
Prezes: Tak.
Reporter: No i do tej pory pan ich nie zwrócił. Nie ma ani hali, ani pieniędzy.
Prezes: Nie będę rozmawiał na ten temat.

- No, ucieka oszust. Tak samo, jak naciskałem go 28 lutego, tak samo się zasłaniał tymi telefonami i powiedział, żebym nie dociekał, bo i tak nic nie wskóram, a sobie narobię kłopotów - twierdzi pan Zenon.

- Jeżeli nie doszło do wykonania zobowiązania między stronami, no to wydaje się, że te pieniądze powinny do pana Zenona wrócić - ocenia Tomasz Fedorszczak, Prokurator Rejonowy w Dzierżoniowie.

Nie dość, że państwo Żukowie nie mają ani pieniędzy, ani hali, to jeszcze dostali pismo z żądaniem: mają zapłacić ponad 81 tys. złotych za składowanie hali na terenie firmy do 29 kwietnia 2019 roku. A hala z firmy zniknęła już w lutym tego roku.

Reporter: Ma pan pojęcie, gdzie pan prezes zniknął?
Pan Zenon: Gdzieś się ukrył. Trudno go ścigać teraz po Łagiewnikach. Trudno się pogodzić z tą stratą. Taka inwestycja przepadła…*

*Skrót materiału
Reporter: Małgorzata Frydrych
mfrydrych@polsat.com.pl

Oglądaj inne reportaże tego reportera

XXXX XXXXXXX XXXXXX XX XXX XXX XXXX XXXX XXXXX

 

XXX XXXX X XXXXXXX XXXXXXXX XXXXXXX X XXXXX

 

XXXX XXXXXXX XXXXXX XX XXX XXX XXXX XXXX XXXXX

 

XXX XXXX X XXXXXXX XXXXXXXX XXXXXXX X XXXXX

 

XXXX XXXXXXX XXXXXX XX XXX XXX XXXX XXXX XXXXX

 

XXX XXXX X XXXXXXX XXXXXXXX XXXXXXX X XXXXX

 

XXXX XXXXXXX XXXXXX XX XXX XXX XXXX XXXX XXXXX

 

XXX XXXX X XXXXXXX XXXXXXXX XXXXXXX X XXXXX