Rękoczyny, wyzwiska, złośliwości – wojna sąsiadów

W Cygance - wsi na Lubelszczyźnie - aż wrze. Rodzina Palczewskich i rodzina B. od ponad trzech lat toczą zaciętą sąsiedzką wojnę. Konfliktem zmęczone są już nie tylko jego strony i inni mieszkańcy, ale także służby i wymiar sprawiedliwości. To spór o hałas, opryski lub nieodpowiednie zachowanie. Dochodzi do wyzwisk, gróźb, a nawet pobicia.

46-letni Sławomir Palczewski z żoną mieszka w domu odziedziczonym po dziadkach. Małżeństwo wyprowadzając się z Lublina na wieś liczyło na spokój i ciszę. Przez blisko pięć lat korzystało z uroków życia na wsi. Jednak od 2015 roku bardzo żałuje swojej przeprowadzki.

- Pani B. przestała być sołtysem. I chyba wtedy zaczęły być takie dziwne sytuacje – mówi Sławomir Palczewski.

Najbliższymi sąsiadami pana Sławomira jest rodzina B. I to właśnie ona – według Palczewskich – zmieniła ich życie w piekło. Mimo upływu lat spór przybiera na sile, a żadna ze stron nie pamięta, od czego się zaczęło. Jedną ze spornych spraw była muzyka.

- Wystawiali na zewnątrz taki duży estradowy głośnik i włączali muzykę – wspomina Sławomir Palczewski.

- Ja też chodziłam, prosiłam, żeby ściszyli. Sąsiadka powiedziała: jak się nie podoba, to wyp*** do Lublina. No bo my stamtąd przyszliśmy, tutaj się wyprowadziliśmy – dodaje Justyna Palczewska.

- Przeszkadza im radio. Policja przyjeżdża, bo pani Palczewskiej byki byczą. Kura zapieje. Przyjeżdża policja, bo kura zapieje – odpowiada Grażyna B.
Innym razem poszło o opryski.

- Pielęgnowałem drzewka, które mam zasadzone na granicy pomiędzy mną a sąsiadami. Pryskałem je od swojej strony siatki – tłumaczy pan Sławomir.

„Wyp*** z mojej działki. Pół metra się odsuń” – słychać Gustawa B. na nagraniu.

- Kobyła poszła pod siatkę… skubnęła trawy, przewraca się. Do rana kobyły nie ma. Zdechła. Co jest? Struta. Bo on sobie, k***, świerki pryskał – komentuje Gustaw B.

- Raz przejeżdżali drogą B. z synem oraz zięciem i zaatakowali mnie. Zostałem pobity, został mi skradziony telefon – twierdzi pan Sławomir.

- Zostały nam wyrzucone wysłodki po pomidorach. Przy samej siatce, przy oknie kuchennym. Potem wysłodki buraczane, więc smród nieprzeciętny. Nawet najprostsza próba rozmowy kończy się awanturą, wyzwiskami - dodaje Justyna Palczewska.

- Jedno, drugie - wszystko miastowe, a my gospodarze jesteśmy. Oni mi nie przeszkadzają, to my im przeszkadzamy, bo byki trzymamy, bo gnój im śmierdzi – przekonuje Gustaw B.

Sąsiadów nie jest w stanie nikt pogodzić. Do tej pory nie udało się to ani policji, ani prokuraturze, ani nawet sądowi, który skazał Gustawa B. prawomocnym wyrokiem.

- Zgłoszenia dotyczyły m.in.: kradzieży drzewa, kłótni sąsiedzkich, nagrywania przez telefon komórkowy jednego z sąsiadów, który na swoją posesję wyrzuca pozostałości po pomidorach – opowiada Magdalena Krasna, rzecznik policji w Łęcznej.

- Wyrok był. Dostał wp***, bo wszedł na moje z opryskiem, to dostał wp***.
Pisaliśmy pięć razy do prokuratury: że się znęcają, wyzywają – twierdzi rodzina B.

- Dwa razy doszło do pobicia mojego męża, więc obawiam się o jego życie, o swoje też - mówi Justyna Palczewska.

Rodzina Palczewskich twierdzi, że nie ma do kogo zwrócić się o pomoc. Według niej, działania służb nie przynoszą efektu.*

* skrót materiału

Reporter: Paweł Gregorowicz

pgregorowicz@polsat.com.pl

Oglądaj inne reportaże tego reportera

XXXX XXXXXXX XXXXXX XX XXX XXX XXXX XXXX XXXXX

 

XXX XXXX X XXXXXXX XXXXXXXX XXXXXXX X XXXXX

 

XXXX XXXXXXX XXXXXX XX XXX XXX XXXX XXXX XXXXX

 

XXX XXXX X XXXXXXX XXXXXXXX XXXXXXX X XXXXX

 

XXXX XXXXXXX XXXXXX XX XXX XXX XXXX XXXX XXXXX

 

XXX XXXX X XXXXXXX XXXXXXXX XXXXXXX X XXXXX

 

XXXX XXXXXXX XXXXXX XX XXX XXX XXXX XXXX XXXXX

 

XXX XXXX X XXXXXXX XXXXXXXX XXXXXXX X XXXXX