Firmę zamknięto z dnia na dzień. Pracownicy bez pensji, odpraw, świadectw pracy!  

W Świdnicy z dnia na dzień zamknięto firmę Ematech pozbawiając pracowników pensji, a co gorsza, również wypowiedzeń umowy, świadectw pracy i odpraw. Pracodawca tuż przed wejściem syndyka wyrejestrował pracowników z ZUS-u i teraz się do nich nie przyznaje. Podobnie jak pracodawca, od którego ich wcześniej przejął.

Jeszcze w 2014 roku górnośląska firma Ematech zatrudniała w Świdnicy ponad 120 pracowników. Wszyscy otrzymywali zapewnienia, że mają pewną pracę, a przedsiębiorstwo się rozwija. Od 25 lat w firmie pracował pan Lucjan Giedrewicz.

- Byłem frezerem. Pracowałem na obrabiarce, miałem kilka tych obrabiarek i w zależności, co trzeba było robić, to się wykonywało. Firma produkowała konstrukcje stalowe, wieże do turbin wiatrowych, konstrukcje górnicze, do kombajnów. Zamówień było bardzo dużo. Praca była przecież cały czas. Nieraz było tak, że chłopcy zostawali po godzinach, pracowali. W soboty się przychodziło, były dwie zmiany – opowiada.

Zanim pan Lucjan stał się pracownikiem firmy Ematech, zatrudniało go inne przedsiębiorstwo - Osadowski i Wspólnicy. Ale po ogłoszeniu upadłości Osadowskiemu zostały jedynie budynki. Maszyny wraz z pracownikami przejął właśnie Ematech.

- Wiedzieliśmy, że została ogłoszona upadłość firmy Osadowski i Wspólnicy, ale że Ematech miał podpisaną z tą firmą umowę na dzierżawę nieruchomości, no to nie dopuszczaliśmy do siebie takiej myśli, że może coś upaść. No bo jeśli upadnie, no to jedynie firma Osadowski i Wspólnicy. Tym bardziej, że w maju dostaliśmy takie pismo od Ematechu, że pierwszego sierpnia nastąpi przeprowadzka wszystkich maszyn, urządzeń, pracowników, wszystkiego na Świebodzice, na strefę ekonomiczną. A tutaj się nagle okazało, że stało się coś zupełnie innego – mówi pan Lucjan.

- To było z zaskoczenia, w czasie śniadania przyjechali, kazali się ludziom przebierać. Na kłódki zamknęli bramy, koniec - opowiada były pracownik Jerzy Duszkiewicz.

Problemy powstały, gdy okazało się, że Osadowski ma długi. Do firmy wszedł syndyk, zamknął zakład i wypowiedział dzierżawę budynków Ematechowi. Chwilę później syndyk zapukał też do firmy Ematech. Wtedy wyszło na jaw, że pracodawca zdążył już wyrejestrować pracowników z ZUS-u. Ci więc nie otrzymali wypowiedzeń, odpraw, a także świadectw pracy. A wszystko rozbija się o jeden przepis…

- Przepisy Kodeksu Pracy stanowią, że w razie przejścia, czyli tego transferu pomiędzy jednym podmiotem a drugim, pracownicy mają mieć zachowane swoje dotychczasowe warunki pracy. To jest dla nich przepis, który im gwarantuje pewną ochronę. Natomiast paradoksalnie ten przepis spowodował konflikt. Otóż dwa podmioty wypierają się pracowników. Ani jeden, ani drugi nie przyznaje się do tego, że jest dla nich pracodawcą – informuje Dariusz Klimecki z Państwowej Inspekcji Pracy w Wałbrzychu.

- Tyle lat żeśmy pracowali tutaj. Ja na przykład 15 lat pracowałem i nagle nie jestem pracownikiem Ematechu, który mnie przyjął do pracy i mam z nim umowę o pracę – mówi Zbigniew Bilak.

- Jak zostaliśmy zwolnieni, poszedłem do biura pracy i nie należało mi się nic. Ani zasiłek, ani ubezpieczenie, nic – zaznacza Józef Młocek

- Żebyście państwo to podkreślili: pięć lat syndyk rozlicza firmę, niedużą. Krętacką firmę. I nie widać końca – dodaje inny były pracownik Zbigniew Tokarski.

Ludzie nie wiedzą, kto jest ich pracodawcą, nie mają świadectw pracy, przez co mogą mieć problem ze znalezieniem kolejnej posady.

- Zakończenie stosunku pracy powinno się wiązać z otrzymaniem świadectwa pracy. Jest to jeden z podstawowych obowiązków. Natomiast uważamy, że po 25 czerwca 2014 roku podmiotem zatrudniającym dla tych pracowników, była firma Ematech – mówi Dariusz Klimecki z Państwowej Inspekcji Pracy w Wałbrzychu.

- Nie ma już firmy, nie ma zarządu, to świadectwo pracy kto może wystawić? Syndyk, bo wszystkie sprawy prawne i finansowe on załatwia. Zarząd już nie ma nic do powiedzenia – zauważa Lucjan Giedrewicz.

Syndyk przedsiębiorstwa Osadowski i Wspólnicy odesłał nas po informacje do sądu. Próbowaliśmy skontaktować się też z syndykiem firmy Ematech. Do dziś nikt w jego kancelarii nie odebrał od nas telefonu.

- Szkoda, że nie ma tu żadnych przedstawicieli byłej naszej firmy, bo z chęcią bym któremuś dał w ryja. I pytanie: kogo by szybciej wsadzili? Mnie za to, że mu w ryja dałem, czy jego za to, że oszukał tyle ludzi – powiedział podczas naszego spotkania z pracownikami Zbigniew Bzowy.*

* skrót materiału

jhnat@polsat.com.pl

Oglądaj inne reportaże tego reportera

XXXX XXXXXXX XXXXXX XX XXX XXX XXXX XXXX XXXXX

 

XXX XXXX X XXXXXXX XXXXXXXX XXXXXXX X XXXXX

 

XXXX XXXXXXX XXXXXX XX XXX XXX XXXX XXXX XXXXX

 

XXX XXXX X XXXXXXX XXXXXXXX XXXXXXX X XXXXX

 

XXXX XXXXXXX XXXXXX XX XXX XXX XXXX XXXX XXXXX

 

XXX XXXX X XXXXXXX XXXXXXXX XXXXXXX X XXXXX

 

XXXX XXXXXXX XXXXXX XX XXX XXX XXXX XXXX XXXXX

 

XXX XXXX X XXXXXXX XXXXXXXX XXXXXXX X XXXXX