Zakład fryzjerski kontra galeria handlowa

Iwona i Józef Szustakowie z Włoszczowy twierdzą, że ich salon fryzjerski i hurtownia fryzjerska mogą splajtować przez sąsiada, który obok buduje galerię handlową. Opowiadają, że ich problemy zaczęły się, gdy odmówili sprzedaży mu swoich nieruchomości. Ten twierdzi, że to małżeństwo prowokuje konflikty. Spór trwa już 5 lat.

Iwona i Józef Szustakowie mieszkają we Włoszczowie w województwie świętokrzyskim. Od 7 lat prowadzą w centrum miasta zakład fryzjerski oraz hurtownię fryzjerską. Małżeństwo twierdzi, że ich biznes funkcjonował dobrze do momentu, gdy przed drzwiami ich zakładu powstała galeria handlowa. Wtedy ich życie zmieniło się w koszmar, a sąsiad do dziś próbuje pozbawić ich drogi dojazdowej.

-Ten pan, widząc, że nie odkupi od nas lokalu, próbował wszelkimi sposobami nam utrudnić egzystencję. Droga była zastawiana. Przejazd. Różne znaki były wstawiane, m.in. zakaz wjazdu, zakaz wstępu, bo prowadzą budowę. Stawiają te znaki, żeby klient tu nie trafił. Były momenty, że trzeba było zamykać zakład na pewien okres. Sądzimy, że nasze straty były w granicach 5-6 tysięcy na miesiąc. To trwało około dwóch lat – mówią państw Szustakowie.

Spór pomiędzy małżeństwem a właścicielem galerii Jackiem R. trwa od 5 lat. Zdaniem pana Józefa działania sąsiada przedsiębiorcy to czysta złośliwość.

- Mamy służebności przejazdu i przechodu przez konkretną działkę, wpisaną w akt notarialny i projektant, który to projektował, chciał nam wstawić słup oświetleniowy w samym środku tej służebności. To miała być złośliwość. Nie było pozwolenia na powstanie tych słupów - mówi Iwona Szustak.

Jacek R. regularnie utrudnia Szustakom prowadzenie firmy. Nie chciał wystąpić przed kamerą, ale zarzutom stanowczo zaprzeczył w przesłanej do nas wiadomości:

 „(…) Twierdzenia o utrudnianiu korzystania z nieruchomości od ul. Partyzantów wpisuje się w zachowanie pp. Szustaków, którzy od wielu lat utrudniają mi prowadzenie działalności gospodarczej, skarżąc bez powodów wszystkie decyzje wydawane w odniesieniu do prowadzonej przeze mnie inwestycji. (…) Nie miałem nigdy świadomości, że utrudniam p. Iwonie Szustak prowadzenia firmy, ponieważ nigdy takich utrudnień nie czyniłem. (…)”.

Pan Józef wielokrotnie prosił o pomoc urzędników. Ci uważają, że spór ma charakter prywatny, a na działania przedsiębiorców nie mają wpływu. Przedstawiciel Powiatowego Inspektoratu Nadzoru Budowalnego we Włoszczowie, który zdaniem pana Józefa mógłby im pomóc, nie zgodził się wypowiedz przed kamerą. Dostaliśmy oświadczenie.

 „(…) Inspektorat przeprowadził kontrolę przedmiotowej budowy w dniu 05.02.2018 r., podczas której sporządzony został protokół stwierdzający dokonanie istotnych odstępstw od zatwierdzonego projektu budowlanego. Od tamtego czasu tut. Inspektorat przeprowadził na tej nieruchomości jeszcze kontrolę obowiązkową (…) nie znalazł podstaw do odmowy wydania pozwolenia na użytkowanie obiektu budowlanego”.

- Ten pan dostaje mandaty rzędu stu złotych. To są takie kary. Żyjemy w dziwnym kraju – uważa Józef Szustak.

Według Szustaków Jacek R. chce za wszelką ceną pozbawić ich wjazdu. Skierował także w tej sprawie pozew do sądu. Małżeństwo w odwecie zażądało od właściciela galerii odszkodowania za uszkodzony budynek.

- Chce obniżyć wartość rynkową tego budynku. Jeżeli pozbawi nas głównego dojazdu, od ulicy Partyzantów, to ta nieruchomość straci na wartości i kupi ją za grosze – prognozuje Józef Szustak.

- Pierwsza sprawa jest to sprawa założona przez pana Jacka R. o zniesienie służebności drogowej, gruntowej za wynagrodzeniem. Druga sprawa to jest zniesienie współwłasności nieruchomości. I trzecia sprawa jest wywołana powództwem państwa Szustak przeciwko Jackowi R. o odszkodowanie związane z wyburzeniem budynku bez prawomocnego pozwolenia na rozbiórkę – informuje Tomasz Durlej, rzecznik sądu okręgowego w Kielcach.

- Został uszkodzony nasz budynek. Prace miały być wykonywane przy użyciu sprzętu lekkiego, a panowie używali sprzętu ciężkiego: koparek, młota na koparce. Skutek był taki, że mamy popękane ściany. Poruszałem niebo i ziemię, przyjeżdżała policja. Panowie przerywali, policja odjeżdżała, a oni wracali na plac budowy i robili swoje – twierdz Józef Szustak.

Pani Iwona i pan Józef czekają na rozstrzygnięcie sądu. Mają nadzieję, że prawo do korzystania z drogi nie zostanie im ograniczone.*

* skrót materiału

pgregorowicz@polsat.com.pl

Oglądaj inne reportaże tego reportera

XXXX XXXXXXX XXXXXX XX XXX XXX XXXX XXXX XXXXX

 

XXX XXXX X XXXXXXX XXXXXXXX XXXXXXX X XXXXX

 

XXXX XXXXXXX XXXXXX XX XXX XXX XXXX XXXX XXXXX

 

XXX XXXX X XXXXXXX XXXXXXXX XXXXXXX X XXXXX

 

XXXX XXXXXXX XXXXXX XX XXX XXX XXXX XXXX XXXXX

 

XXX XXXX X XXXXXXX XXXXXXXX XXXXXXX X XXXXX

 

XXXX XXXXXXX XXXXXX XX XXX XXX XXXX XXXX XXXXX

 

XXX XXXX X XXXXXXX XXXXXXXX XXXXXXX X XXXXX