Przez jej działkę przechodzi linia energetyczna. Zagraża życiu

- Choruję na białaczkę i lekarze zabronili mi tu mieszkać, a mam tylko ten dom – mówi pani Irena z Łękawy w woj. łódzkim. Kobieta walczy z PGE o remont linii średniego napięcia, która przechodzi przez jej działkę. Twierdzi, że to samowola budowlana, która przez upływ czasu stała się niebezpieczna dla ludzi. PGE chce remontować linię, pani Irena domaga się, by poprowadzono ją w ziemi, a to wariant droższy.

Łękawa. Mała wieś w województwie łódzkim. To tutaj w 1977 roku rodzice 65-letniej dziś pani Ireny Płomińskiej kupili 2-hektarową działkę budowlaną. Dom miał być azylem dla nich i córki.  

Pani Irena opowiada, że gdy starała się o pozwolenie na budowę o dom, samowolnie wybudowano 13 żelbetowych słupów i 3 linie z transformatorem na środku 2-hektarowej działki budowlanej. Jej zdaniem nie pytano o zgodę właścicieli terenu.

- Mało tego, mama bardzo prosiła, żeby chociaż w tym miejscu nie budowali, bo po to kupiła działkę, żeby wybudować dom. Oni to wykonali bez względu na protesty rodziców. Mam dokumenty, że to jest samowola budowlana – utrzymuje pani Irena.

Pani Irena jest emerytowaną nauczycielką. Po śmierci rodziców została w domu. Z upływem czasu stan techniczny linii średniego napięcia, stojącej na działce pani Ireny, wyraźnie się pogarszał. 2015 roku Powiatowy Inspektor Nadzoru Budowlanego w Bełchatowie nakazał firmie PGE Dystrybucja opracowanie oceny technicznej i nałożył obowiązek uzyskania decyzji o warunkach zabudowy dla samowolnie zrealizowanej linii średniego napięcia wraz ze stacją transformatorową.

- Właściciel samowoli, PGE Dystrybucja przysłał ekspertów. Panowie tu patrzyli, mierzyli. Ale w pewnym momencie są przerażeni. Ja mówię: panowie, powiedzcie, co się dzieje. Padło, że uziemienie straszne, żebym uważała,  bo w każdej chwili mogę być porażona – wspomina pani Irena.

W 2016 roku odbyło się spotkanie u pani Ireny z przedstawicielem PGE. Dotyczyło ono przebudowy sieci energetycznej na działce. Pokazano kobiecie mapę z nowym projektem, gdzie na skraju jej działki będzie przebiegała nowa linia elektryczna.  Starosta Bełchatowski wydał dwie decyzje w tej sprawie.

- Starostwo Powiatowe w Bełchatowie zrobiło wszystko, co mogło na korzyść pani Ireny. Została wydana decyzja na rozbiórkę linii napowietrznej i budowę linii kablowej. Wydana decyzja obowiązuje 3 lata. Jeżeli prace w tym czasie się nie zaczną, traci ona moc – informuje Marzena Rogut-Chrząszcz ze Starostwa w Bełchatowie.

- Oni swojej budowy nie chcą. Ich budowa jest samowolą, jest w rozsypce i powinna być wyłączona z użytkowania. A powinni tu budować, ale niestety nie chcą. PGE nie chce tego rozebrać, nie chce budować nowej linii kablowej właśnie tam, w tej drodze, i żąda ode mnie, żebym to ja zrobiła, żebym ja poniosła koszty. Oni, owszem, zrobią, tylko że ja mam zapłacić – komentuje pan Irena.

Adam Rafalski, rzecznik PGE Dystrybucja przyznaje, że naprawa starej linii jest tańsza niż położenie nowej.

Rzecznik: Dla nas jest istotne, żeby ten prąd tutaj płynął.

Reporter:  A dla tej pani jest istotne, żeby mieć działkę.

Rzecznik: To rozumiemy, oczywiście. Więc wychodzimy naprzeciw potrzebie tej pani i zaproponowaliśmy usuniecie tej kolizji, ale ze współfinansowaniem. W związku z tym proponujemy podział kosztów, ponieważ - jak się pani domyśla - przesuwanie linii średniego napięcia to są koszty kilkudziesięciu tysięcy złotych.

Reporter: Ja mam takie oświadczenie, że ona ma to sfinansować, nie współfinansowanie.

Rzecznik: Nie, ja to dementuję. Była propozycja z naszej strony.

Reporter: Do pokrycia kosztów.

Rzecznik: Ale kiedy to było to? Bo to nie jest podpisane i nie jest datowane.

Reporter: No, nie jest podpisane dlatego, że ona w trakcie…

Rzecznik: Odmówiła, rozumiem.

Firma PGE nie buduje nowej linii kablowej.  Ma już ostateczną decyzję od Powiatowego Inspektora Nadzoru Budowlanego w Bełchatowie na usunięcie nieprawidłowości w linii napowietrznej. Postępowanie co do legalności budowy tej linii na terenie działki pani Ireny trwa i dlatego kobieta nie godzi się na wejście PGE na jej teren.

Rzecznik PGE tłumaczy, że spółka ma dokumenty stwierdzające, że ma służebność przesyłu i tzw. zasiedzenie terenu, przez który przebiega linia.

Pani Irena walczy o cały teren. - Więc teraz zasiedzenie mają tylko paseczki, tam gdzie są linie, ale do linii ich nie dopuszczam. To oni się starają przez urzędy, żeby móc wjechać tirami, dźwigami pod przykrywką niby remontu, a w rzeczywistości wymiany na nowe – mówi.

Reporter: Wie pan, z czym się wiąże to, że wy to poprawicie? To zostanie. Ona traci, bo chce sprzedać tę ziemię.

Rzecznik PGE: Otóż wątek, który pani porusza, nazywamy kolizją. To znaczy mamy do czynienia z konfliktem interesów. Naszym priorytetem działania jest stabilność dostaw energii elektrycznej.

- Moje tereny zielone, te 2 hektary kosztują grosze. Nawet kurnika nie kupię ani szopy. No, budę może, ale nie będę mieszkała w budzie – mówi pani Irena.*

* skrót materiału

mfrydrych@polsat.com.pl

Oglądaj inne reportaże tego reportera

XXXX XXXXXXX XXXXXX XX XXX XXX XXXX XXXX XXXXX

 

XXX XXXX X XXXXXXX XXXXXXXX XXXXXXX X XXXXX

 

XXXX XXXXXXX XXXXXX XX XXX XXX XXXX XXXX XXXXX

 

XXX XXXX X XXXXXXX XXXXXXXX XXXXXXX X XXXXX

 

XXXX XXXXXXX XXXXXX XX XXX XXX XXXX XXXX XXXXX

 

XXX XXXX X XXXXXXX XXXXXXXX XXXXXXX X XXXXX

 

XXXX XXXXXXX XXXXXX XX XXX XXX XXXX XXXX XXXXX

 

XXX XXXX X XXXXXXX XXXXXXXX XXXXXXX X XXXXX