Walczy z bratem o… ogrzewanie
Beata Puka z Ostródy żyje z dziećmi w mieszkaniu bez ogrzewania, od którego została odcięta przez brata. Mężczyzna miesza piętro niżej. Zapewnił ciepło swojej rodzinie i ojcu, pomijając tylko siostrę. Kobiecie nie pomógł nawet wyrok sądu.
Dla 47-letniej pani Beaty Puki z Ostródy, to co w tej chwili dzieje się w jej rodzinnym domu jest po prostu szokujące. Kobieta, wkrótce po śmierci mamy, wyszła za mąż i wraz z mężem zamieszkała w mieszkaniu po swojej babci. Niestety jej małżeństwo rozpadło się i z czworgiem, małych wtedy dzieci, wróciła do domu rodzinnego.
- Człowiek był w takim dołku, w takiej depresji po rozwodzie, że chciał gdzieś się przytulić, do brata, do ojca. Sprzedałam mieszkanie, bo mnie namówili, dałam te pieniądze, i przyszłam tutaj, bo myślałam, że jakoś mnie wesprą. A okazało się wielkim piekłem to wszystko, bo jak wróciłam do domu rodzinnego, do taty, to zaczął on przepijać te pieniądze, dał część pieniędzy dla brata na garaże – opowiada pani Beata.
Sielanki rodzinnej w tym domu nigdy nie było. Pani Beata wraz z dorosłymi już dziećmi mieszka na 40 metrach kwadratowych na pierwszym piętrze. Ojciec pani Beaty zajmuje jeden pokój. Na parterze mieszka brat z żoną i dwojgiem dzieci. W garażach prowadzi blacharstwo samochodowe. Dwa lata temu, po kłótni bratowej z panią Beatą, brat odciął siostrze ogrzewanie.
- I nie rozumie, że ja mieszkam z dziećmi, że też mam 1/3, że też mam prawo do spokojnego życia. Mam prawo zejść do piwnicy, wysypać ziemniaki, węgiel, napalić sobie w piecu. Nie rozumie, nie akceptuje tego po prostu – mówi pani Beata.
Próbowaliśmy porozmawiać z bratem kobiety, ale na nasz widok schował się do garażu.
- Jeżeli zaczynam rozmowę na temat pieca, to ucieka. Dopóki się nie ożenił, to był złoty brat, a jak się ożenił, tak się zmienił w potwora – twierdzi 47-latka.
Na pierwszym piętrze, obok pani Beaty mieszka jej ojciec. Mężczyzna ma w domu ogrzewanie. On również nie chciał z nami porozmawiać po problemie.
Brak ogrzewania w części domu, którą zajmuje pani Beata powoduje, że mieszkanie niszczeje. Grzyb i wilgoć są wszędzie. Syn pani Beaty wyjechał pracować za granicę. Matka z trzema córkami już drugi rok ogrzewają się farelką.
- Dzieci bardzo przeżywają to wszystko, wstydzą się – przyznaje pani Beata.
Rachunki za prąd pochłaniają niemałą część pensji pani Beaty. Z braku możliwości porozumienia się z bratem kobieta oddała sprawę do sądu w Ostródzie. Była szczęśliwa kiedy lipcu tego roku zapadł wyrok.
- Sąd nakazał pozwanemu dopuszczenie powódki do korzystania ze wspólnego domu , nakazał również udostępnienie powódce kluczy do piwnicy, umożliwienia jej wejścia do piwnicy jak również nakazał podłączenie instalacji cieplnej znajdującej się w części zajmowanej przez powódkę do pieca centralnego ogrzewania, który znajduje się w piwnicy budynku – informuje sędzia Marzena Madrak, prezes Sądu Rejonowego w Ostródzie.
- Jest wyrok i chodzi o to żeby się zastosował, ale on sobie nic z tego nie robi. Dzielnicowy też tutaj był, rozmawiał z nim przecież – mówi pani Beata.
Bezradna i zrozpaczona pani Beata poszła do komornika, aby ten pomógł jej w wykonaniu prawomocnego postanowienia sądowego. Liczy, że nastąpi to jeszcze przed zimą.
- Najbardziej przykre, że to właśnie własna rodzina tak postępuje ze mną. Mam jednego brata i taki potwór. Krzywdzi nas i nie robi sobie z tego nic – podsumowuje pani Beata.*
* skrót materiału
mfrydrych@polsat.com.pl