Walczą z koronawirusem, ale są hejtowani. Jak wygląda praca lekarzy

Pracownicy służby zdrowia są na pierwszej linii frontu z koronawirusem. Co dzień walczą o życie i zdrowie pacjentów, ale są hejtowani, bo po pracy rzekomo „roznoszą zarazę”. By pokazać, jak wygląd praca medyków, nasz dziennikarz wszedł z kamerą tam, gdzie mogą tylko nieliczni. Na oddział szpitala MSWiA. Leczy się tam najpoważniejsze przypadki zakażeń.

Od kilku miesięcy pracownicy ochrony zdrowia są na pierwszej linii frontu walki z koronawirusem.

Kilka dni temu zespół szpitala zakaźnego MSWiA w Warszawie wykonywał test transportu medycznego pacjenta podłączonego do systemu podtrzymującego życie. Tzw. ECMO, które ma na celu natleniać krew poza organizmem pacjenta, jest wykorzystywane w najcięższych przypadkach zakażenia COVID-19.

- Dzięki temu urządzeniu krew pacjenta jest natleniana poza jego organizmem. Taka terapia jest bardzo wyczerpująca dla pacjenta, ale musimy mieć na uwadze to, że jest to ostateczna terapia, którą możemy zastosować u pacjenta, który bez tego niechybnie by zmarł – tłumaczy Dominik Drobiński, anestezjolog w szpitalu MSWiA w Warszawie.

- Takich pacjentów z krytyczną niewydolnością oddechową praktycznie w większości nie można transportować, dlatego, że oni nie znieśliby transportu na samym respiratorze. Taka stabilizacja powoduje, że dla pacjenta, ale również dla nas, otwiera możliwości leczenia – dodaje Piotr Suwalski, kardiochirurg w szpitalu MSWiA w Warszawie.

Przemoc domowa w czasach koronawirusa. Co robić?

Ale poza walką z pandemią, lekarze, pielęgniarki i ratownicy muszą zmierzyć się także z hejtem, który coraz częściej uderza w nich oraz ich bliskich.

- Mój mąż przez to stracił pracę. Zaczęło się od przytyków, słyszał, że: „twoja żona pracuje w szpitalu, to coś tutaj przyniesiesz”. A później kierownik powiedział, żeby nie przychodził, bo nie ma pracy, co było nieprawdą. Mąż się zdenerwował i pewnego dnia po prostu pojechał, tak na rozmowę. Wtedy szef powiedział, że to będzie trwało tyle czasu i nie ma nawet mowy by pracował. Po prostu spotkało nas świństwo – mówi pani Aneta, pielęgniarka z Olsztyna.

- Na początku tej całej sytuacji, pielęgniarki to… Batman przy nich to był pikuś. A potem szybko się okazało, że jest coraz gorzej. Koleżanki znajdowały kartki, że: prosimy o wyniesienie się stąd, nie chcemy zarazy u siebie. Były na klatkach schodowych, za wycieraczkami samochodów – mówi Krystyna Ptak z Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Pielęgniarek i Położnych.

Widzowie „Interwencji” uwolnili Nikolę od długów

- Akurat zostawiłem samochód pod budynkiem Czerwonego Krzyża, bo jestem tam wolontariuszem jako ratownik. Pojechaliśmy na magazyn interwencyjny wydać namiot do jednego ze szpitali. Jak wróciłem do auta, to znalazłem kartkę. Było napisane: "precz ratowniku, nie roznoś zarazy". Ktoś widział po prostu, że wychodzę w koszulce z napisem "Ratownik”  - dodaje pan Paweł, ratownik medyczny.

Sytuacje te bolą pracowników ochrony zdrowia tym bardziej, że warunki pracy w czasach koronawirusa są niezwykle trudne. Przekonaliśmy się o tym odwiedzając oddział zakaźny szpitala MSWiA w Warszawie. Nasz dziennikarz wszedł z kamerą tam, gdzie mogą tylko nieliczni, do miejsca, gdzie leczy się najpoważniejsze przypadki zakażeń.

By tak się stało musiał założyć specjalny kombinezon, specjalne byty, rękawiczki i przyłbicę.

Konflikt sąsiedzki w małej wsi

- Jesteśmy teraz na połączonym oddziale kardiochirurgiczny, chirurgicznym i ortopedycznym, który został przekształcony w jeden wspólny oddział do leczenia pacjentów z chorobą COVID-19 – tłumaczył mu Dominik Drobiński, anestezjolog w szpitalu MSWiA w Warszawie.

- U tego pacjenta było cztery godziny temu wyjęte to ECMO i założone takie szwy czasowe. I teraz chcemy te szwy usunąć i założyć docelowe szwy, żeby to się ładnie zagoiło – wyjaśniał kardiochirurg Piotr Suwalski.

- Przed tym pacjentem jeszcze długa droga, ale już ten największy kryzys mamy za sobą – dodał anestezjolog Dominik Drobiński.

Dzięki EMCO i poświęceniu lekarzy pacjent zyskał szanse na przeżycie. Na jego miejscu może znaleźć się każdy z nas.

"Stajemy się bezsilne". Koronawirus w ośrodku dla starszych i schorowanych

- My wiemy jak dezynfekować ręce, my wiemy jak myć ręce, jak nosić prawidłowo maseczkę, żeby nie zarazić tym koronawirusem. Jesteśmy dla społeczeństwa mniejszym niebezpieczeństwem, aniżeli taka osoba, która np. nie wie, że jest chora i nosi maseczkę np. na brodzie, nie zasłania ust i nosa – przekonuje Bartosz Fiałek, lekarz Ogólnopolski Związek Zawodowy Lekarzy.

- Jestem przygotowany na hejt, na jakieś próby ataku na mnie, ale jeżeli w jakikolwiek chociażby minimalny sposób ma cierpieć na tym moja rodzina, to przepraszam, ale ja wolę odejść z pracy. Ja wolę zobojętnieć – mówi pan Adam ratownik medyczny, który odszedł z pracy z powodu hejtu.

Oglądaj inne reportaże tego reportera

XXXX XXXXXXX XXXXXX XX XXX XXX XXXX XXXX XXXXX

 

XXX XXXX X XXXXXXX XXXXXXXX XXXXXXX X XXXXX

 

XXXX XXXXXXX XXXXXX XX XXX XXX XXXX XXXX XXXXX

 

XXX XXXX X XXXXXXX XXXXXXXX XXXXXXX X XXXXX

 

XXXX XXXXXXX XXXXXX XX XXX XXX XXXX XXXX XXXXX

 

XXX XXXX X XXXXXXX XXXXXXXX XXXXXXX X XXXXX

 

XXXX XXXXXXX XXXXXX XX XXX XXX XXXX XXXX XXXXX

 

XXX XXXX X XXXXXXX XXXXXXXX XXXXXXX X XXXXX