Wrócił ze szpitala i usłyszał, że żona oskarża go o gwałt

- Żona podstępnie wyrzuciła mnie z domu - mówi pan Sławomir ze Świdnicy. Po operacji wycięcia guza mężczyzna dowiedział się, że złożono przeciwko niemu zawiadomienie w sprawie znęcania, a nawet gwałtu i ma zakaz zbliżania się do mieszkania. - Żona uknuła sobie spisek ze znajomym, o którym dowiedziałem się później – twierdzi pan Sławomir.

Pan Sławomir mieszka w Świdnicy na Dolnym Śląsku. Do niedawna żył w pięknym mieszkaniu z żoną, z którą ma troje dzieci. To on utrzymywał rodzinę. Jak twierdzi, w małżeństwie od lat dochodziło do kłótni, a ich punkt kulminacyjny pokrył się z chorobą. Na początku 2023 roku u mężczyzny zdiagnozowano nowotwór.

- Zdiagnozowali guza wielkości 2-3 centymetrów. Z tym opisem z Wrocławia pojechałem do doktora. I on mówi: Masz 50 lat, nie będę ci dużo mówił, trzeba operację ci zrobić. Jest to prawdopodobnie glejak. Opowiedziałem o tym w domu. To żona już odseparowana była ode mnie. Zostałem odrzucony jak śmieć. To jest bardzo przykre – mówi pan Sławomir.

Świdnica. Wrócił ze szpitala i dowiedział się o zarzutach żony

Mężczyzna przeszedł operację wycięcia guza. Po powrocie do domu okazało się, że żona złożyła przeciwko niemu zawiadomienie na policji. Zeznała, że znęca się nad nią fizycznie i psychicznie. Pojawiły się nawet oskarżenia o gwałt.

- Przyjechał patrol i powiedział, że mam pięć minut i mam się wynosić z domu, bo „ma pan zakaz”. Napisano ten zakaz na kartce. Ale zakaz nie zbliżania się do żony, którą rzekomo pobiłem, nie do dzieci, tylko zbliżania się do obiektu, czyli do mojego mieszkania – opowiada.

Pan Sławomir twierdzi, że oskarżenie pojawiło się po to, by pozbyć się go z życia żony.

- Istnieje takie prawdopodobieństwo w tej sprawie i to bardzo wysokie z uwagi na to, że ten harmonogram zdarzeń jest bardzo uporządkowany jeśli chodzi o kwestie związane z rozwodem. Okazuje się, że ktoś składa zawiadomienie dotyczące rzekomej przemocy domowej. Zaraz stosowany jest środek w postaci eksmisji tymczasowej pana Sławomira i zaraz składany jest pozew rozwodowy – tłumaczy Ernest Ziemianowicz, pełnomocnik pana Sławomira.

ZOBACZ: Mały domek zalewany fekaliami z bloku. Właściciele w rozpaczy

Po eksmisji pan Sławomir znów trafił do szpitala. Nie sypiał, był zdenerwowany. Rozpoznano u niego depresję.

- Przyszedł akurat mój syn z narzeczoną i mówi: „Tato, muszę ci to powiedzieć, Łukasz jest zamknięty w zakładzie psychiatrycznym” – opowiada pan Sławomir.

Okazało się, że młodszy z synów trafił na oddział psychiatryczny szpitala w Pieszycach. Powodem miały być tzw. zachowania buntownicze. Pan Sławomir nie został o tym poinformowany. 11-letniego syna odebrał w asyście policji. Dziś mieszkają razem.

- Nagle przyszła mama i powiedziała, że jedziemy gdzieś do lekarza. I że on tam mnie przebada czy coś takiego. Ubrałem się i żeśmy pojechali busem właśnie do tych Pieszyc. Później w ogóle nie wiedziałem, gdzie ja jestem i czemu – wspomina syn Łukasz.

ZOBACZ: Nowy dom może się zawalić? Pan Kamil pokazuje ekspertyzę

Z dokumentów wynika, że kobieta próbowała już wcześniej kierować 11-latka do innych szpitali. Z jednego z nich została odesłana, a lekarze stwierdzili, że to nie syn, a ona potrzebuje pomocy. Sprawa w prokuraturze została umorzona, panu Sławomirowi nie postawiono nawet zarzutów.

- W toku przeprowadzonego śledztwa niewątpliwie ustaliliśmy, że pomiędzy stronami dochodziło do awantur. Ale to jeszcze nie świadczy, że mamy do czynienia z przestępstwem znęcania. Decyzja, która w tej sprawie zapadła, jest decyzją nieprawomocną. Będziemy oczekiwali na rozpoznanie zażalenia przez sąd – informuje Marek Rusin z Prokuratury Okręgowej w Świdnicy.

Próbowaliśmy porozmawiać z żoną pana Sławomira:

Żona: Ja się przygotowuję w tej chwili do sprawy, proszę nie publikować mojego wizerunku, sprawa jest w toku. I jeżeli zastanowię się, to porozmawiamy.

Reporter: Ja mam jedno pytanie do pani. Czy oskarżyła pani fałszywie męża o gwałt?

Żona: Nie. Absolutnie żadnych fałszywych zeznań tutaj nie ma.

ZOBACZ: Jest wściekła na decyzję policji. Publikuje nagranie wypadku

Choć sprawa w prokuraturze została umorzona, to nadal toczy się postępowanie przed sądem cywilnym. Pan Sławomir od prawie roku nie mieszka w domu. I nie wiadomo, kiedy będzie mógł do niego wrócić.

- Oczywiście wiadomo, w przypadku przemocy domowej trzeba działać szybko, ale trzeba pamiętać, że to działanie musi mieć charakter rzetelny. I wszystko wskazuje na to, że niestety pan Sławomir padł ofiarą takiego braku doprecyzowania przepisów - uważa Ernest Ziemianowicz, pełnomocnik pana Sławomira.

- A co zrobimy, jeśli ta sprawa będzie trwała dziesięć lat? Dalej będę pozbawiony domu? – pyta pan Sławomir.

Oglądaj inne reportaże tego reportera

XXXX XXXXXXX XXXXXX XX XXX XXX XXXX XXXX XXXXX

 

XXX XXXX X XXXXXXX XXXXXXXX XXXXXXX X XXXXX

 

XXXX XXXXXXX XXXXXX XX XXX XXX XXXX XXXX XXXXX

 

XXX XXXX X XXXXXXX XXXXXXXX XXXXXXX X XXXXX

 

XXXX XXXXXXX XXXXXX XX XXX XXX XXXX XXXX XXXXX

 

XXX XXXX X XXXXXXX XXXXXXXX XXXXXXX X XXXXX

 

XXXX XXXXXXX XXXXXX XX XXX XXX XXXX XXXX XXXXX

 

XXX XXXX X XXXXXXX XXXXXXXX XXXXXXX X XXXXX