Polisa, długi i seria przelewów. Zagadkowa śmierć pani Weroniki

Zagadkowa śmierć 23-latniej pani Weroniki z Poznania. Będącą w dziewiątym miesiącu ciąży kobietę znaleziono nieprzytomną w domu. Następnego dnia zmarła w szpitalu, podobnie jak jej syn. Śledczy twierdzą, że zgon nastąpił z przyczyn naturalnych. Bliscy pani Weroniki mają inne zdanie. Wskazują na nietypowe zachowanie jej męża oraz na ślady leku nasennego w jej organizmie.

Pani Weronika miała 23 lata. Mieszkała w Poznaniu. Pracowała w jednym z tutejszych urzędów. Była żoną o dwa lata starszego pana Jakuba - właściciela warsztatu samochodowego. Niebawem miał urodzić się syn.

- Na początku układało im się dobrze. Najgorszy okres był - miałam wrażenie - jak Weronika zaszła w ciążę - wspomina Sandra Wróblewska, siostra nieżyjącej pani Weroniki.

- Zabierał wspólne pieniądze, potem je zwracał, aczkolwiek cały czas te sytuacje się pojawiały i się ponawiały – opowiada Paweł Fomiczewski, autor podcastu kryminalnego Zbrodnia Ikara.

- Kuba miał kilka kont, na jednym z kont Weronika i Kuba mieli jakieś takie ich oszczędności, Weronika przelewała na to konto, ale nigdy nie otrzymała do niego dostępu – twierdzi Sandra Wróblewska.

- Wiedziała, jakie mamy środki – zapewnia pan Jakub. Mężczyzna nie chce pokazywać twarzy przed kamerą. - Boję się po prostu. Wylał się na mnie taki hejt, że boję się wyjść z domu – tłumaczy.

ZOBACZ: Jak tykająca bomba. Nie ma komu usunąć niebezpiecznych odpadów

To zapis wymiany SMS-owej między małżonkami:

Pani Weronika: Chciałam przelać na konto oszczędnościowe, ale nadal (...) nie mam dostępu do niego. (…) Nie wiem na co wydajesz, czy nie pożyczasz komuś lub od kogoś, bo Ty mi wielu rzeczy nie mówisz celowo.

Pan Jakub: Załóżmy wspólne konto, przeleję tam wszystko co mamy, i będziesz miała wgląd do niego, dobrze?

- A czemu nie mogę mieć do tego, które już jest?

- Niepotrzebne mi to konto, pojedziemy razem, założymy i po sprawie, a tamto zamknę.

ZOBACZ: Oszustwo na zepsutą karetkę. Ratownicy alarmują

- To była jedna rozmowa tylko na ten temat, jeśli chodzi o dostęp do konta. Może źle postąpiłem, ale na pewno nie miałem na myśli tego, żeby cokolwiek przed nią ukrywać – komentuje pan Jakub.

- Dzisiaj już wiemy, że na tym koncie były zadłużenia. Tam były zajęcia komornicze, egzekucje, więc tam szły pieniądze córki, które wpłacała – mówi Karolina Wróblewska, matka nieżyjącej pani Weroniki.

- Jeżeli chodzi o to, że miałem jakieś zajęcie komornicze, to jest po prostu bzdura, bo nie było takiej sytuacji, zresztą można to wszystko łatwo zweryfikować – odpowiada pan Jakub.

ZOBACZ: Wakacje marzeń w Egipcie. Koczowali dwie doby na lotnisku!

Jest 13 maja zeszłego roku. Pani Weronika jest w dziewiątym miesiącu ciąży. W każdej chwili może rozpocząć się poród. O poranku zaczyna jednak dziać się coś bardzo złego.

- Poszedłem się wykąpać, nie było mnie z pół godziny maksymalnie. Wszedłem na górę i zobaczyłem, że ona po prostu leży… Była częściowo oparta na łóżku, ale tak jakby się przewróciła, potknęła, ciężko mi to jest opisać – opowiada pan Jakub.

- Walka o życie trwała od soboty rana do niedzieli wieczorem. Siostra nie odzyskała przytomności nawet na chwilę, w końcu  zmarła – mówi Sandra Wróblewska.

- Było zrobione cesarskie cięcie, ale Kacperka nie udało się uratować. Też już nie żył – uzupełnia Karolina Wróblewska, matka pani Weroniki.

ZOBACZ: Miał być plac zabaw. Stracili 80 tys. zł

Łukasz Wawrzyniak z Prokuratury Okręgowej w Poznaniu tłumaczy, że „na ciele kobiety nie stwierdzono żadnych wykładników świadczących o działaniu osób trzecich.” - Bezpośrednią przyczyną zgonu była zakrzepica naczyń mózgowych i płucnych. Biegły nie wskazał, jaka była jej przyczyna, nie wskazał też powodu pierwotnego zatrzymania krążenia - dodał.

- Córka dwa dni wcześniej robiła bardzo szczegółowe badania i wszystko było w stu procentach w porządku – podkreśla Maciej Wróblewski.

Po śmierci wykonano również badanie toksykologiczne. Wykazało ono śladową obecność leku Midazolam. Zbigniew Krüger pełnomocnik rodziców pani Weroniki - zaznacza, że  „na pewno nie został on podany w związku z ratowaniem życia, czy przygotowaniem do cesarskiego cięcia”.

Reporter: Skąd ten lek mógł się tam wziąć?

Pan Jakub: Ja nawet o tym nie wiem.

- Jej rodzina twierdzi, że na pewno, będąc w ciąży, Weronika sama takiego leku by nie wzięła. Bałaby się, że zrobi krzywdę dziecku… Więc ktoś musiał jej go podać...

- Jeżeli są jakieś oskarżenia, że ja jej coś podawałem, ja nawet nie dostałem wyników tych badań toksykologicznych, więc ja nawet nie wiem, o czym pan mówi.

ZOBACZ: „Zignorował wszystko, działał umyślnie”. Tragiczna śmierć przy drodze

- Weronika miała tuż przed śmiercią dokonywać przelewów z własnego rachunku bankowego na rachunek męża w krótkich odstępach, właśnie mniej więcej w czasie, kiedy miała stracić przytomność – informuje Zbigniew Krüger, pełnomocnik rodziców zmarłej.

- 3000 zł jeden przelew, później po tysiącu, to są przelewy na telefon, jeden to był ten szybki przelew, bo jest nawet opłata za przelew natychmiastowy - tłumaczy Karolina Wróblewska.

- Później następuje jeszcze próba wzięcia pożyczki, ona była bodajże na kwotę 20 000 złotych, aczkolwiek ona nie doszła do skutku – zaznacza Paweł Fomiczewski, autor podcastu kryminalnego Zbrodnia Ikara.

O to również zapytaliśmy męża zmarłej:

Pan Jakub: To był ten dzień, kiedy mieliśmy odebrać meble, mieliśmy za nie zapłacić. Reporter: Czemu nie przelała tego w jednym przelewie, tylko w kilku?

- Nie wiem. Może miała limit, nie potrafię panu odpowiedzieć.

- Dzień po jej śmierci pan dokonuje również przelewów z jej konta…

- Tak. Przelałem po prostu pieniądze, bo nie wiedziałem, czy starczy nam na pogrzeb i tyle.

- Ale też nie w jednym przelewie, tylko w kilku, właściwie bardzo podobnych…

- Może po prostu był limit, nie pamiętam. Skąd mam wiedzieć? Nie pamiętam tego.

- Młoda, zdrowa kobieta wstaje rano, robi panu serię przelewów na pana konto, potem usiłuje zaciągnąć pożyczkę, a na końcu nie wiadomo, dlaczego umiera…

- Wiem, że to bardzo źle wygląda, ale do cholery nie zabiłbym jej dla paru tysięcy. W ogóle bym jej nie zabił za żadne pieniądze, ja chciałem mieć rodzinę, do cholery.

- Polisa, to już kilkadziesiąt tysięcy…

- Nawet mógłby być milion. W życiu bym nie zabił żony dla żadnych pieniędzy.

ZOBACZ: Granica z Białorusią. Biznes na Podlasiu bije na alarm

- Dwa tygodnie przed śmiercią Weroniki poprosił ją, żeby mu dała numery polis, tłumacząc to tym, że jak Weronika urodzi i będzie jeszcze w szpitalu, to on po prostu wypłaci pieniądze – mówi Karolina Wróblewska, matka pani Weroniki.

Mąż założył też konto na portalu randkowym.

- Wiem, że źle zrobiłem, czasu już nie cofnę, ale po prostu wiem, że to było niepotrzebne – mówi, gdy go o to pytamy.

Śledztwo w sprawie śmierci pani Weroniki zostało umorzone. Prokurator uznał, że kobieta zmarła z przyczyn naturalnych. Kilka tygodni temu, w internecie ukazała się poświęcona tej sprawie audycja. O historii pani Weroniki zaczęła mówić cała Polska.

- Gdy ukazał się podcast, poczułem się jak śmieć. Morderca na twarzy? Jak ja się mam czuć i teraz wyjść na ulicę do ludzi? – komentuje mąż pani Weroniki.

Reporter: Jej rodzina twierdzi, że po tym podcaście dysponuje już nowymi dowodami, które sprawią, że to śledztwo zostanie wznowione…

- No, dobrze, to niech wznowią. I ja udowodnię, że to, co oni mi zarzucają, jest nieprawdą.

ZOBACZ: Zagrodzili ludziom wyjazd z osiedla. Strzegą go kamery

- Wiem, że to nie była przypadkowa śmierć – zaznacza Karolina Wróblewska, matka pani Weroniki.

Oglądaj inne reportaże tego reportera

XXXX XXXXXXX XXXXXX XX XXX XXX XXXX XXXX XXXXX

 

XXX XXXX X XXXXXXX XXXXXXXX XXXXXXX X XXXXX

 

XXXX XXXXXXX XXXXXX XX XXX XXX XXXX XXXX XXXXX

 

XXX XXXX X XXXXXXX XXXXXXXX XXXXXXX X XXXXX

 

XXXX XXXXXXX XXXXXX XX XXX XXX XXXX XXXX XXXXX

 

XXX XXXX X XXXXXXX XXXXXXXX XXXXXXX X XXXXX

 

XXXX XXXXXXX XXXXXX XX XXX XXX XXXX XXXX XXXXX

 

XXX XXXX X XXXXXXX XXXXXXXX XXXXXXX X XXXXX