Zaginęła kilometr od domu. Tropem Jowity Zielińskiej

Ruszamy tropem zaginionej Jowity Zielińskiej. 30-latka wyjechała rowerem z pracy w Rypinie i ślad po niej zaginął. Ostatni raz widziana była na leśnej drodze, którą zawsze pokonuje w drodze do domu. Do przejechania pozostał jej wówczas kilometr. Czy kobieta padła ofiarą przestępstwa, a może postanowiła opuścić rodzinę?

6 lipca 30-letnia Jowita Zielińska po pracy w sklepie mięsnym w Rypinie w kujawsko-pomorskim wyruszyła w drogę powrotną do domu. Nigdy do niego nie dotarła. Część trasy na pewno pokonała ze znajomym.

- Odebrałem ją o 12:30, jechaliśmy na Rogowo, co zajmuje nam 15-20 minut. Wysadzam ją na parkingu przed zakładem, gdzie jest brama wjazdowa. Wysiadając zawsze mówi: dobra, do wtorku. Bo od wtorku dopiero zaczynamy handel. Wysiadła z samochodu no i po prostu ślad zaginął – relacjonuje Leszek Oparowski.

- Kobieta ma 170 cm wzrostu, jest szczupłej budowy ciała, ma włosy koloru rudego. Pani Jowita posiadała na nodze charakterystyczny duży żylak – opisuje asp. szt. Artur Sugalski z Komendy Powiatowej Policji w Rypinie.

Jowita Zielińska zaginęła w drodze do domu. "Nikt nie wie, co się stało"

Ruszamy autem w drogę, którą miała do pokonania pani Jowita.

- Za nami Rojewo, tam też była widziana przez 2-3 osoby, zaraz zbliżymy się do tego domu, z którego sąsiad widział ją ostatni raz – relacjonuje Dawid Zieliński, szwagier zaginionej.

- Była godzina czternasta, akurat ocieplałem poddasze z tej strony i widziałem, jak Jowita przejeżdżała tutaj sama – relacjonuje sąsiad Andrzej Kiełpiński.

- W tym miejscu urwał się sygnał telefonu i była ostatni raz widziana. Mogła skręcić w kierunku Lisin. Od domu, gdzie mieszkała, dzielił ją niecały kilometr. Również mogła jechać w prawą stronę w kierunku lasu, w kierunku Lipca lub prosto w kierunku Skępego. Wszystkie te możliwości są dzisiaj jeszcze brane pod uwagę – tłumaczy Zbigniew Zgórzyński, wójt Rogowa.

- Nikt tak naprawdę nie wie, co się stało. To był bardzo gorący dzień, mogłaby zasłabnąć, ale przecież przeszukiwaliśmy ten cały teren i nie ma po prostu śladu. Po ewentualnym wypadku też musiałoby coś zostać, prawda? Jeśli chodzi o kwestię porwania, oczywiście bierzemy to pod uwagę, ale nie ma ani jednego śladu. To była rozsądna dziewczyna, zresztą z jakiego powodu miałaby wsiadać tak blisko domu – dodaje Dawid Zieliński, szwagier zaginionej.

- To zrobił ktoś, kto dobrze ją znał, jej drogę do pracy. Nie zaufałaby na pewno komuś obcemu – zaznacza Leszek Oparowski, znajomy zaginionej.

ZOBACZ: Polisa, długi i seria przelewów. Zagadkowa śmierć pani Weroniki

Jowita zaginęła zaledwie kilometr od domu. Gdyby wyjechała rowerem z lasu drogą do domu, zarejestrowałaby ją kamera monitoringu. Tak się nie stało. Mieszka z teściami. Od sześciu lat jest wdową. Pół roku po ślubie jej mąż zmarł na nowotwór.

- Była żoną naszego zmarłego syna, mieszkała z nami po śmierci, bo obiecaliśmy synowi, że będzie mogła tutaj mieszkać. Nawet kilkakrotnie ją namawialiśmy do tego, żeby sobie życie ułożyła, ale powiedziała, że nie chce – mówi Małgorzata Zielińska, teściowa zaginionej.

- Na tyle co ja ją znałam, to nie to nie był taki typ człowieka, żeby mogła jakiegoś mężczyznę poznać. Nieraz tak się rozmawiało, że mogłaby, bo młoda dziewczyna, ale nie chciała, nie była w ogóle zainteresowana – przyznaje pani Emilia, koleżanka zaginionej.

Pani Jowita zaginęła dzień przed rocznicą jej ślubu. Bliscy wątpią, by mogła odebrać sobie życie.

- Nic na to nie wskazywało. Ona się normalnie zachowywała, miała przygotowane w lodówce jedzenie, nawet ziemniaki miała obrane. Sześć lat z nami mieszkała, jak córka dla nas była – opowiada Małgorzata Zielińska, teściowa zaginionej.

ZOBACZ: Polisa, długi i seria przelewów. Zagadkowa śmierć pani Weroniki

Do dziś policji nie udało się zlokalizować telefonu Jowity Zielińskiej.

- Jak zaginęła, to sygnału nie było. Pojawił się w poniedziałek około godz. dziewiętnastej. Dla nas jest dziwna sprawa, że telefon Jowity odpowiada – mówi Jan Zieliński, teść zaginionej.

W naszej obecności mężczyzna telefonuje do synowej.

- I słychać parę sygnałów, a później linia zajęta. My mamy z jednej sieci telefony i operator stwierdził, że istnieje taka możliwość, że jest sygnał (mimo że telefon jest wyłączony – red.) – relacjonuje.

- Ludzie ciągle się dopytują, co się z nią dzieje, ale tak naprawdę nie wiemy. Mam nadzieję, że się znajdzie, że się odezwie i że będzie z nami – podsumowuje pani Emilia, koleżanka pani Jowity.

Oglądaj inne reportaże tego reportera

XXXX XXXXXXX XXXXXX XX XXX XXX XXXX XXXX XXXXX

 

XXX XXXX X XXXXXXX XXXXXXXX XXXXXXX X XXXXX

 

XXXX XXXXXXX XXXXXX XX XXX XXX XXXX XXXX XXXXX

 

XXX XXXX X XXXXXXX XXXXXXXX XXXXXXX X XXXXX

 

XXXX XXXXXXX XXXXXX XX XXX XXX XXXX XXXX XXXXX

 

XXX XXXX X XXXXXXX XXXXXXXX XXXXXXX X XXXXX

 

XXXX XXXXXXX XXXXXX XX XXX XXX XXXX XXXX XXXXX

 

XXX XXXX X XXXXXXX XXXXXXXX XXXXXXX X XXXXX