Odprowadziła dzieci i zaginęła. Tropem pani Beaty
Pani Beata z Poradza bała się męża i była w trakcie burzliwego rozwodu. Zniknęła niemal rok temu, w bardzo tajemniczych okolicznościach. Jej bliscy wskazują, że to właśnie mąż może mieć związek ze sprawą, mężczyzna kategorycznie zaprzecza. W jego życiu w ciągu ostatniego roku nastąpiły diametralne zmiany.
Pani Beata ma 48 lat. Mieszkała w Poradzu w województwie zachodniopomorskim. Samotnie wychowuje troje adoptowanych dzieci. 7 października 2024 roku odprowadzała je na przystanek autobusowy. Potem zaginął po niej wszelki ślad.
Codziennie po odprowadzeniu dzieci, pani Beata wracała do domu po auto, by dojechać do pracy.
- Myślę, że i tego dnia dotarła do domu – powiedziała pani Katarzyna, siostra zaginionej, gdy realizowaliśmy wcześniejszy reportaż na ten temat.
Paweł Fomiczewski, autor podcastu kryminalnego Zbrodnia Ikara zwracał uwagę, że tego ranka na posesji był również mąż pani Beaty, który „przyjechał rodzicom narąbać drewno”.
Zaginięcie pani Beaty. "O 7:07 gaśnie u niej w domu kamera"
Przyjaciółka zaginionej, Ewa Zwierzchowska wskazywała, że pani Beata bała się o swoje i dzieci zdrowie, a nawet życie, „dlatego w domu była zamontowana kamera”.
- O 7:07 gaśnie u niej w domu kamera. Podczas jej nieobecności. Ktoś po prostu wyłączył korki – opowiadała pani Katarzyna, siostra zaginionej.
- Nie wiem, gdzie ona jest. Mam nadzieję, że się znajdzie, się odezwie, bo naprawdę mam dosyć, ja psychicznie nie wytrzymuję – podkreślał wówczas mąż pani Beaty.
ZOBACZ: Były pięściarz został bez wsparcia. Reportaż zmienił wszystko
Kilka miesięcy przed zaginięciem mężczyzna porzucił panią Beatę i zamieszkał z nową partnerką. Kobieta miała w przeszłości poważne problemy z prawem. Ponad dwadzieścia lat temu trafiła do więzienia za pomoc w zacieraniu śladów zabójstwa swojego męża.
- Miała powtarzać wersję, że jej mąż po prostu zaginął. Wystąpiła w pewnym programie telewizyjnym, gdzie apelowała o pomoc w odnalezieniu męża – opowiadała Alina Żakowska, dziennikarka „Faktu”.
- Syn został zakopany. Ukryty był bardzo płytko. Tak gdzieś do kolan – powiedziała nam pani Anna, matka zamordowanego mężczyzny.
Reporter: Czy pani A. wiedziała o tym, że ktoś zabił pani syna i że to ciało tu ukrył?
Matka: Wiedziała. Bardzo długo zatajała to wszystko. Jeszcze on się nie znalazł, to oni na sylwestra poszli z tym Krzyśkiem. A jeszcze myśmy go szukali przez trzy miesiące, zanim znaleźliśmy to ciało. Zanim to się wydało wszystko. Po sekcji zwłok, to miał piasek jeszcze w płucach.
Reporter: Czyli został zakopany żywcem…
Matka: No. Jeszcze musiał żyć.
ZOBACZ: Oferuje montaż bram i ogrodzeń. Wielu poszkodowanych
Rok temu udało nam się skonfrontować te informacje z partnerką męża zaginionej:
Reporter: Chciałem zapytać o tę historię sprzed lat: zabójstwa pani męża…
Kobieta: Na ten temat to ja się nie wypowiadam, bo to było dawno, wszyscy oni tę sprawę łączą z tą. A to jest nieprawda.
Reporter: Podobieństw jest sporo...
Kobieta: Co z tego, że są podobieństwa?
Reporter: Pani została skazana za to, że wiedziała pani, że on go zabił…
Kobieta: Wiedziałam i nie powiedziałam. Ale nie powiedziałam, bo byłam pod groźbą jego.
Reporter: Ale nawet w telewizji była pani przecież…
Kobieta: Tak, ja byłam w telewizji, ale ja miałam zapłacone wtedy za to też, żebym występowała. Nie było romansu. My nie mieliśmy.
Reporter: To dlaczego on go zabił?
Kobieta: Nie wiem. Nie pytałam. Musiałam tak chodzić, jak on chciał. W ten sposób to było.
"Myślałam, że po tym rozstaniu wypłyną jakieś nowe informacje"
Po naszej ostatniej wizycie w Poradzu, w życiu męża pani Beaty nastąpiły istotne zmiany.
- Tę partnerkę osobiście wywiózł, z jej synem. Padały duże oskarżenia, że ona go tam okradła, „wymiany” między nimi były. Nie minął może z tydzień, przywiózł sobie następną tutaj kochankę i żyje sobie z nią bardzo szczęśliwie – mówi pani Katarzyna, siostra pani Beaty.
- Myślałam, że po tym rozstaniu wypłyną jakieś nowe informacje, ale tak się nie stało. Liczyliśmy ma cokolwiek. Nawet jakieś drobne informacje, które była partnerka zauważyła, zobaczyła albo usłyszała… - dodaje pani Olga, siostrzenica zaginionej.
ZOBACZ: Czy 12-latka zabiła 11-latkę? Wstrząs w Jeleniej Górze
Po raz kolejny rozmawiamy z byłą partnerką męża pani Beaty.
- Teraz to ja nie wiem, jak myśleć. Na początku na wszystkie te przesłuchania, które były, to mówiłam policji, że dam sobie uciąć rękę, że on nie jest zamieszany, on nic nie wie o tym. A teraz, z perspektywy czasu, po tym, co wiem, to nie jestem pewna na sto procent – mówi.
O opinię pytamy jasnowidza Krzysztofa Jackowskiego.
- Beata… Dziwna rzecz mi się skojarzyła. Miała niespodziewaną, cichą śmierć. Jej coś nałożono na głowę i trzymano. Cicha śmierć. Są chaszcze… Jest taki nieregularny, wąski jakby stawek, coś takiego… Ale to jest częściowo zasypane gruzem. To może ten gruz zasypuje ją. Ja bym obstawiał, że ona jest gdzieś tu, w tym stawku – snuje przypuszczenia.
ZOBACZ: Okna z widokiem na długi. Wielu poszkodowanych
Sprawę zaginięcia pani Beaty przejęła Prokuratura Regionalna w Szczecinie. Na posesji, gdzie mieszkała, przeprowadzono dokładne przeszukanie. Nie znaleziono niczego, co mogłoby mieć związek z zaginięciem kobiety. Nikogo nie zatrzymano. Nikomu nie przedstawiono żadnych zarzutów. I nie wiadomo, czy to kiedykolwiek się stanie.
- Jako były policjant wiem, że na niektóre rzeczy trzeba poczekać. W takich sprawach wszystko odbywa się zakulisowo – mówi Łukasz Tusiński z Kanału Kryminalnego Extra na YouTube.
- Tylko on jedyny wie, co się wtedy wydarzyło. Jest takim człowiekiem, który po prostu nikomu nic nie powie. Ja widzę po nim… Strasznie zmieniła mu się twarz. Jakby był po prostu wycieńczony psychicznie. On czuje strach i lęk, ale my czujemy się o wiele gorzej – podsumowuje pani Olga.