Żyli bez wody i prądu, a kupionej działki nie dostali. „Cud” po reportażu
Państwo Szydłowscy koczowali w malutkim domku letniskowym bez wody i prądu. Mieli budować się na ziemi przyjaciela, za którą zapłacili 15 tys. zł. Po podpisaniu umowy przedwstępnej, mężczyzna zmarł, a jego siostra - spadkobierczyni, nie zgodziła się na sfinalizowanie transakcji. Pięcioosobowa rodzina przegrała sprawę w sądzie. Jej los odmienił się po reportażu Interwencji.
- Nie wiem, czy można porównać to do najwyższej wygranej w totolotka, ale nasz dramat został przerwany. Cieszymy się bardzo, już nic nas nie blokuje – opowiada Grzegorz Szydłowski.
- Zaczynamy nowe, lepsze życie, mamy dużą pomoc. Mniej stresu, idzie to wszytko w dobrą stronę – dodaje Zuzanna Szydłowska.
Tak szczęśliwa jest dziś rodzina Szydłowskich. Ale ich życie jeszcze rok temu było pozbawione wszelkiej nadziei.
- Sytuacja robiła się coraz bardziej skomplikowana, nie było jakiejkolwiek nadziei na normalną przyszłość. W XXI wieku człowiek żyje i nie ma jak telefonu naładować, nie ma wody bieżącej, prądu. Szukaliśmy tej pomocy w wielu punktach, organizacjach, ciężko było kogokolwiek znaleźć – opowiadał Grzegorz Szydłowski.
ZOBACZ: Wielka woda zabrała im wszystko. Co się zmieniło?
Te wspomnienia to już przeszłość. Teraz rodzina zaczyna nowy rozdział życia.
- To nie jest niczyje marzenie, by usiąść przed kamerą i publicznie szukać ratunku, wsparcia. To już jest sytuacja bezradności. Dziś wiem, że gdybyśmy nie podjęli takich kroków, to bylibyśmy do dziś w sytuacji bez wyjścia – mówi Grzegorz Szydłowski.
Rodzinę spod Łodzi odwiedziliśmy rok temu. Państwo Szydłowscy z trojgiem dzieci koczowali w domku letniskowym. Bez wody i prądu.
- Nie mamy możliwości wzięcia kredytu, bo nawet adresu nie mamy, praktycznie jesteśmy bezdomni – wskazywała wówczas Katarzyna Szydłowska.
ZOBACZ: Odprowadziła dzieci i zaginęła. Tropem pani Beaty
Rodzina opowiedziała nam swoją tragiczną historię, która zaczęła się kilka lat wcześniej. Państwo Szydłowscy wynajmowali dom, a ich sąsiadem był pan Zdzisław. Przyjaźnili się i wzajemnie sobie pomagali.
- Były stosunki rodzinne, on widząc jaki jest dom, stwierdził, że potrzebujemy coś dla dzieci, że da wam ziemię. Odpowiedzieliśmy, że zapłacimy za nią – powiedziała pani Katarzyna.
I tak w 2019 roku państwo Szydłowscy zawarli pierwszą przedwstępną umowę kupna działki od pana Zdzisława. A rok później drugą.
- Zdzisław rozpoczął procedurę podłączenia prądu, wody, podział administracyjny działki. Taka procedura administracyjna też wymaga czasu – tłumaczyła pani Katarzyna.
ZOBACZ: Wielkie zmiany w życiu Róży. Pierwsze takie święta
Szydłowscy czekali na podpisanie aktu notarialnego i budowę wymarzonego niewielkiego domu. Musieli zamieszkać na działce w domku letniskowym, bo nawałnica zerwała im dach w wynajętym domu. Sąsiad załatwiał wszelkie formalności z przepisaniem działki, ale niestety plany pokrzyżowała jego nagła śmierć.
- Zbieg zdarzeń był taki, że wybuchła pandemia koronawirusa, urzędy były zamknięte, możliwości ograniczone i nikt nie przewidział tego, że Zdzisław umrze – wskazał Grzegorz Szydłowski.
Po śmierci pana Zdzisława, zgodnie z testamentem sprzed 15 lat, działkę odziedziczyła jego siostra. I mimo że początkowo chciała umowę zmarłego brata sfinalizować, ostatecznie nie zgodziła się na sprzedaż. Ponieważ Szydłowscy za działkę zapłacili, postanowili więc o swoje walczyć w sądzie. Niestety przegrali.
ZOBACZ: Czy 12-latka zabiła 11-latkę? Wstrząs w Jeleniej Górze
Rodzina musiała poszukać nowego miejsca. Kupiła starą, zrujnowaną mleczarnię, którą zaadaptowała na mieszkanie.
- Cała sytuacja przyniosła nam dużo pozytywnych kontaktów, przyjechali ludzie, których nie znaliśmy, by pomóc nam – wspomina pan Grzegorz.
Początkowo właścicielka działki była nieugięta, ale mimo korzystnego prawomocnego wyroku – zmieniła zdanie. Przekazała notarialnie działkę rodzinie Szydłowskich. Dla pięcioosobowej rodziny to świąteczny cud.
- Dzięki Bogu udało się, mamy już działkę. Byliście naszą ostatnią nadzieją na pomoc i udało się. Nastąpił cud – mówi pani Katarzyna.