Dzieci czekały na Mikołaja. Paczki nigdy nie dotarły

Setki darczyńców z całej Polski wysłały pod choinkę paczki i kosztowny sprzęt dla potrzebujących rodzin i dzieci. Wzięli udział w akcji charytatywnej Fundacji Sercem Przyprawionej. Problem w tym, że święta dawno minęły, a prezenty nadal nie dotarły pod właściwy adres.

Setki osób z całej Polski odpowiedziały na listy opublikowane na stronie Fundacji Sercem Przyprawionej, chcąc wspomóc potrzebujących w czasie Świąt Bożego Narodzenia.

- To nie było tak, że ja rzuciłam się od razu do pomocy nie weryfikując wiarygodności tej fundacji. Sprawdziłam w krajowym rejestrze zadłużonych, fundacja tam nie figuruje. Myślałam, że wszystko jest ok – opowiada Monika Strus-Wołos, która wzięła udział w akcji charytatywnej.

- Jeden z listów we mnie bardzo mocno uderzył. Był to list samotnego taty z synem. Pan napisał, że zepsuła się 20-letnia lodówka. Skontaktowałam się z fundacją, napisałam, że ja bym chciała być ofiarodawcą. Jeszcze podpytałam panią Martę, czy o czymś marzy syn tego pana, nastolatek. Odpisała, że ma roztrzaskany telefon. Łączny koszt lodówki plus telefonu to prawie 10 tys. zł – wskazuje kobieta z województwa śląskiego.

ZOBACZ: Z dachu nad głową niewiele zostało. Małżeństwo walczy o byt

Po drugiej stronie na prezenty czekali między innymi podopieczni rodzinnego domu dziecka ze Śląska. W placówce jest dwanaścioro dzieci w wieku od 7 miesięcy do 14 lat.

Dziennikarz: Czy wszystkie pani dzieci dostały prezenty?

Dyrektor placówki: Kompletnych prezentów, tego co dzieci prosiły, są trzy.

- A może po prostu na tamte listy nikt nie odpowiedział, może nie były te paczki przygotowane?

- Skontaktowałam się z kilkoma osobami, które wysyłały paczki i faktycznie zostały nadane. Jedna z pań napisała pod postem, że przecież paczkę wysłała, to jest paczka w postaci mebla, chodziło o toaletkę do makijażu, więc to jest kawał gabarytu. Ta pani wysłała mi list przewozowy, screeny trasy, paczka została nadana na adres fundacji. Dotarła bodajże jakoś w połowie listopada.

- A wy nie macie do dziś tej toaletki?

- Nie, nie mamy.

ZOBACZ: Budowlaniec bierze pieniądze i znika. Poszkodowanych przybywa

- Każda z moich paczek miała wartość około 1500 zł łącznie, więc wychodzi 3000 zł. Chciałabym wiedzieć, czy dotarły, wielokrotnie zadawałam te pytania – mówi Monika Strus-Wołos.

Część paczek została rozdana na miejscu w Koninie podczas finału akcji. Co stało się z pozostałymi?

Kobieta z województwa śląskiego sądziła, że telefon i lodówka dotarły do wskazanych osób.

- 26 listopada kontaktowałam się z fundacją, dostałam informację, że lodówka już jest u nich, czyli u tej rodziny, którą postanowiłam obdarować.

- Proszę spojrzeć, 7 stycznia byliśmy tam, gdzie są magazyny fundacyjne i udało nam się zarejestrować, że ta lodówka jest fabrycznie nierozpakowana. Stoi w magazynie, ma nawet zabezpieczenia fabryczne – opowiada Tristan Tomczak z portalu LM.pl.

ZOBACZ: Rodzinna masakra w Ustce. Major SOP zaatakował najbliższych

Na nagraniu widać, że magazyn fundacji jest pełen niedostarczonych świątecznych paczek. Dziennikarze serwisu docierają też do prezes Fundacji Sercem Przyprawiona:

Prezes Marta G.: Wie pani co… Ja już nie chcę być tym prezesem.

Dziennikarka: Ale to po co pani w ogóle tę fundację zakładała?

Prezes Marta G.: Bo mnie zmusił prezydent Lorek kiedyś, żebym otworzyła fundację, żeby karmić ludzi, żeby dostać jadłodzielnię. Tylko dlatego mam fundację. Bo nie umiem jej tak naprawdę prowadzić, tyle pani powiem, naprawdę.

ZOBACZ: Odciął im wodę, prąd i ciepło w mieszkaniu! Walczą o byt

Marta G. założyła fundację w Koninie w 2018 roku. Zaczynała od rozdawania potrzebującym zupy, potem prowadziła sklepy charytatywne. Organizowała zbiórki na różne cele.

- Udało nam się ustalić, że fundacja zbierała pieniądze do puszek nielegalnie, nie zostało to zgłoszone do MSWiA– mówi Tristan Tomczak, dziennikarz portalu LM.pl.

A to niejedyny problem.

- Fundacja dostała w użyczenie lokal. W użyczenie, czyli nie płaciła czynszu, tylko musiała płacić opłaty bieżące, na przykład za wodę. Narosły tam zaległości, które teraz wynoszą około 11 tysięcy złotych. Teraz jesteśmy w trakcie postępowania o eksmisję – tłumaczy Aneta Wanjas z Urzędu Miejskiego w Koninie.

- A przecież na to zbierała, bo były robione zbiórki na utrzymanie tej fundacji, to co z tymi pieniędzmi? – pyta Iwona Krzyżak, redaktor naczelna portalu LM.pl i dodaje: - Widzieliśmy panią podjeżdżającą superfurą, ze zrobionymi włosami, zębami. Wiemy dokładnie, ile takie rzeczy kosztują. Było widać, jak nagle status tej pani bardzo się poprawił. 

ZOBACZ: Zamieściła w sieci tysiące wpisów o Mai Kowalskiej. Sąd zdecydował

Wróćmy do nierozdanych paczek. Darczyńcy i opiekunowie podopiecznych sami zaczęli kontaktować się ze sobą na grupie facebookowej.

- Skala tych nieprawidłowości jest taka, że włos się jeży na głowie. Mamy bardzo poważne podejrzenia, czy część z tych osób, które miał być potrzebujące, rzeczywiście istnieje – podkreśla Monika Strus-Wołos.

- W tym tygodniu rozmawiałam z panią Martą przez telefon. Powiedziała: ta pani, która miała otrzymać lodówkę... Więc już złapałam panią Martę za słówko, powiedziałam, że to miał być tata z synem. Na sto procent złożę zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa, bo czuję się po prostu oszukana – zapowiada kobieta ze Śląska.

Jedno śledztwo już toczy się w tej sprawie.

- Prokuratura Rejonowa w Koninie nadzoruje dochodzenie dotyczące oszustwa. Koncentrujemy się tutaj na tym, w jaki sposób zostały rozdysponowane dary, czy nie sprzeniewierzono tego i czy adresaci konkretnych podarunków rzeczywiście je otrzymali – informuje Sylwia Lewandowska z Prokuratury Okręgowej w Koninie.

ZOBACZ: Córki nie zobaczy. Mimo jasnego wyniku testu DNA

Prezes fundacji była już w przeszłości skazana za oszustwa.

- W maju 2021 roku sąd rejonowy w Koninie skazał Martę U. za popełnienie ośmiu oszustw polegających na tym, że Marta G. nakłoniła osobę ubezwłasnowolnioną częściowo do zaciągnięcia zobowiązań finansowych na łączną kwotę ponad 48 tys. złotych – mówi Sylwia Lewandowska.

Udało nam się porozmawiać z Martą G.:

- Co z paczkami, które zalegają w pani magazynie, czy będzie je pani rozsyłać i kiedy?

- Kochana, dzisiaj szykujemy paletę na dom dziecka, codziennie pracujemy i odsyłamy.

- Pojawiły się takie zarzuty, że część tych osób, dla których miały być przygotowane prezenty, nie istniała. Co pani na to?

- Kochana istnieją, wszyscy istnieją.

- Ta lodówka jest cały czas tam w pani magazynie?

- Dzisiaj wyjeżdża do tego pana. My nic złego nie zrobiliśmy i nikogo nie okradliśmy, bo ta lodówka, nawet jeżeli byśmy ją przywłaszczyli, to czy ona stałaby na magazynie? 

- Dzieci wypytywały bardzo długo, kiedy przyjdą te wymarzone prezenty. Jest im przykro, mi też, ponieważ ktoś zawiódł, kolejna osoba w życiu te dzieci zawiodła – komentuje dyrektor rodzinnego domu dziecka.

Oglądaj inne reportaże tego reportera

XXXX XXXXXXX XXXXXX XX XXX XXX XXXX XXXX XXXXX

 

XXX XXXX X XXXXXXX XXXXXXXX XXXXXXX X XXXXX

 

XXXX XXXXXXX XXXXXX XX XXX XXX XXXX XXXX XXXXX

 

XXX XXXX X XXXXXXX XXXXXXXX XXXXXXX X XXXXX

 

XXXX XXXXXXX XXXXXX XX XXX XXX XXXX XXXX XXXXX

 

XXX XXXX X XXXXXXX XXXXXXXX XXXXXXX X XXXXX

 

XXXX XXXXXXX XXXXXX XX XXX XXX XXXX XXXX XXXXX

 

XXX XXXX X XXXXXXX XXXXXXXX XXXXXXX X XXXXX