Mieszkają bez ogrzewania. Sąsiadka blokuje naprawę
Małżeństwo ze Szczecina mieszka w nieogrzewanym mieszkaniu, bez ciepłej wody. Gdy na początku roku temperatury na zewnątrz spadły poniżej 20 stopni Celsjusza, gazownia odłączyła gaz w całej kamienicy. Okazało się, że w mieszkaniu sąsiadki małżeństwa, doszło do rozszczelnienia instalacji gazowej. Kobieta nie chce jednak udostępnić swojego lokalu, żeby naprawić usterkę, a żadne próby porozumienia się z nią, nie przynoszą rezultatu. Sprawa trafiła do sądu i prokuratury.
Szczecin. Kiedy, we wrześniu 2024 roku, pani Agnieszka z mężem kupili 40 metrowe mieszkanie myśleli, że nareszcie będą mieli swoje wymarzone miejsce na ziemi. Cała kamienica należała do Polskich Kolei Państwowych. Są w niej tylko trzy mieszkania, które spółka wystawiła na sprzedaż. Jeden lokal kupiła pani Agnieszka, a pozostałe dwa mieszkania stały się własnością jej sąsiadki.
- Kupiłam to mieszkanie, bo było w moim zasięgu cenowym. Kosztowało 136 tysięcy złotych. Wiedziałam, że trzeba będzie je remontować i sporo dołożyć - mówi Agnieszka Gomółka.
- Było ogrzewanie na piece kaflowe, ale je zlikwidowaliśmy. Z racji tego, że była tutaj instalacja gazowa, bo wcześniej był podłączony junkers, to zdecydowaliśmy się na dwufunkcyjny piec gazowy. Wszystkie instalacje czyli kominy, rury gazowe, wszystko zostało sprawdzone, tak jak powinno być. Mamy na to papiery, mamy protokoły - opisuje pan Szymon, mąż pani Agnieszki.
ZOBACZ: Sąsiadka błaga o pomoc dla pana Rafała. Urzędnicy nie reagują
Na początku tego roku, kiedy na zewnątrz temperatury spadały poniżej 20 stopni Celsjusza, gazownia odłączyła gaz w całej kamienicy. Okazało się, że w mieszkaniu sąsiadki małżeństwa doszło do rozszczelnienia instalacji gazowej.
- 18 stycznia nasza sąsiadka, nie mieszkając tutaj, wyczuła, że ulatnia się jej gaz. Przyjechała wieczorem, pootwierała wszystkie drzwi i wezwała gazowników - opowiada pan Szymon.
Gdy fachowcy przyjechali na miejsce nie zostali wpuszczeni do środka.
- Przyjechaliśmy na miejsce, pani Agnieszka wezwała policję, żeby nam ta pani udostępniła lokal. Byśmy to uszczelnili, zrobili ponowną próbę i puścili z powrotem gaz, ale ta pani nie wpuściła nas do mieszkania - mówi Mariusz Kołtun, technik izolacji gazowej.
- Ta pani powiedziała, że ona i tak w tej chwili tam nie mieszka, że te mieszkania będą remontowane i jej nie zależy na tym, czy ten gaz będzie, czy go nie będzie - dodaje mężczyzna.
Fachowiec wskazuje jednak na jeszcze jeden aspekt całej sprawy. - Ja pracuję przy instalacjach gazowych od 35 lat. Dla mnie to jest podejrzana sprawa. Z tego co się tam doczytałem, z tego protokołu wynika, że tam było 130, czy 140 ppm. Ppm jest to 1/10000 procenta. Na nos tego nie da rady wykryć - wyjaśnia Mariusz Kołtun.
ZOBACZ: Przerażający smród niszczy restauratorów. „Atak konkurencji”
Od ponad miesiąca sąsiadka małżeństwa nie udostępnia swojego mieszkania, żeby można było naprawić usterkę. Żadne próby porozumienia się z kobietą nie przynoszą rezultatu. Sprawa trafiła do sądu i prokuratury.
- Opór pani Joanny wobec pani Agnieszki jest dla mnie niezrozumiały, ale również naganny. To, co jest istotą tej sprawy, to co nadaje jej tę nadzwyczajność, to jest to, że druga strona zachowuje się w sposób niehumanitarny - twierdzi Adam Kołodziej, adwokat pani Agnieszki.
- Bo skazywać rodzinę z małym dzieckiem na brak ogrzewania w czasie mrozu, na brak dostępu do ciepłego posiłku, to jest zachowanie niehumanitarne - dodaje.
- W tym okresie kiedy były mrozy po minus 18 stopni zamarzła nam woda w mieszkaniu. Więc nie dość, że nie mamy ogrzewania, to nie mieliśmy jeszcze w ogóle bieżącej wody - wyjaśnia pani Agnieszka.
- Nie mamy też ciepłej wody. W związku z tym zostaliśmy zmuszeni, żeby kupić podgrzewacz elektryczny, taki przepływowy. Podgrzewamy łazienkę farelką, ale mimo wszystko temperatura w łazience jest bardzo niska, tylko około 11 stopni - mówi kobieta.
ZOBACZ: Budowlaniec bierze pieniądze i znika. Poszkodowanych przybywa
- Jak kiedyś przyszedłem z pracy, to w domu były trzy stopnie ciepła - dodaje mąż pani Agnieszki.
- Mieszkanie jest wysokie, trudno jest nam je ogrzać. Syna teraz nie ma więc piecyk głównie stoi tu w naszym pokoju. Natomiast jak syn wróci, to tak przepychamy ten piecyk z jego pokoju do naszego - opisuje pani Agnieszka.
- W sytuacji, w której jedyne zasilania w ciepło, w ciepłą wodę, czyli gaz, jest odcięty od mieszkania pani Agnieszki, to nie ulega wątpliwości, że jej dobro w postaci zdrowia, a nawet życia jej i jej rodziny jest zagrożone. Dlatego też wystąpiliśmy do sądu, aby sąd nakazał pani sąsiadce, aby udostępniła swój lokal na czas naprawy tejże instalacji gazowej - tłumaczy adwokat pani Agnieszki.
- Nasze mieszkanie jest po remoncie, a przez to, co się stało, że nie mamy ogrzewania, to ściany są mokre, wdała się wilgoć - twierdzi pani Agnieszka.
- Myślę że działania sąsiadki służą temu, żebyśmy się zniechęcili i po prostu sprzedali to mieszkanie. Wtedy cała ta kamienica byłaby tej pani - podsumowuje kobieta.