Skażone mleko, wysypka, wymioty. Rodzice zbulwersowani

Skażone mleko, wysypka, wymioty. Rodzice zbulwersowani

Jaś jest wcześniakiem, od urodzenia karmionym modyfikowanym mlekiem. Rodzice kupili jego zapas w aptece przez internet. Chłopiec w grudniu zaczął chorować. Jego stan się pogarszał i trafił na SOR. Przerażenie rodziców było ogromne - tym bardziej, że dzień wcześniej dowiedzieli się, że partia mleka, którym karmili synka, jest wycofana ze sprzedaży.

- Ja chcę wejść do apteki, wziąć z półki mleko i mieć pewność, że to mleko jest dobre, że moje dziecko nie będzie chore - mówi mama Jasia.

- My, jako rodzice, jesteśmy po prostu załamani. Nie wiemy, co mamy robić. To nas boli najbardziej, że zostają skrzywdzone dzieci, które nie potrafią powiedzieć "boli mnie, mamo, coś się dzieje" - mówi pani Dorota, mama małego Jasia.

- Przeczytałem komentarze, zacząłem sprawdzać swoje mleko i zauważyłem, że są z tej serii. Odesłałem do apteki i sprawdziłem, kiedy był komunikat na gov.pl, a kiedy zamawiałem mleko. Tydzień po komunikacje, nie powinni mi tego wysłać - mówi z kolei pan Filip, tata Franka.

ZOBACZ: Sąsiadka błaga o pomoc dla pana Rafała. Urzędnicy nie reagują

Reporter: Apteka sprzedała panu mleko, które nie powinno być dopuszczone do sprzedaży?

Pan Filip: Tak.

Pani Dorota z panem Sebastianem są małżeństwem od 10 lat. Mieszkają w Szczecinie. Przez lata starali się o dziecko. 16 października ubiegłego roku ich marzenie spełniło się. Urodził się syn Jaś.

Mały Jaś od urodzenia karmiony jest modyfikowanym mlekiem. Rodzice kupili zapas mleka w internetowej aptece . Chłopiec w grudniu zaczął chorować. Niestety stan się pogarszał i kilkanaście dni temu trafił już na SOR w szczecińskim szpitalu.

- Biegunki, zapalenie skóry. Chodziliśmy po lekarzach, "a to na pewno infekcja, dzieci chorują". Dziecko wymiotowało, miało wysypkę - mówi mama chłopca.

Przerażenie rodziców było ogromne, bowiem dzień przed tym, jak trafili na SOR, zupełnym przypadkiem dowiedzieli się, że partia mleka jest wycofana ze sprzedaży. Było to mleko, którym karmili synka.

- Wiemy o dwóch firmach, o firmie Nestlé i firmie Nutricia. Nie mówimy o wszystkich produktach tych firm, tylko mówimy o konkretnych partiach. W grudniu dotarła do nas pierwsza informacja o wycofaniu pojedynczych partii, wtedy firma jeszcze podejrzewała, że zanieczyszczenie mogło nastąpić na linii produkcyjnej i wycofano pierwsze partie. U małego dziecka mogą wystąpić objawy typowe żołądkowo-jelitowe, to są wymioty i  biegunka - mówi Marek Waszczewski z Głównego Inspektoratu Sanitarnego w Warszawie.

- Gdybym nie dowiedziała się z mediów społecznościowych, przypuszczam, że moje dziecko dalej by jadło skażone mleko - mówi mama Jasia.

ZOBACZ: Mieszkanie wypełnił śmieciami. Sam śpi w aucie

"Kierując się zasadą najwyższej ostrożności, niezwłocznie podjęliśmy decyzję o dobrowolnym i prewencyjnym wycofaniu wszystkich partii produktów objętych potencjalnym ryzykiem. W całym procesie działaliśmy odpowiedzialnie, proaktywnie i transparentnie, w ścisłej współpracy z regulatorami oraz organami nadzoru sanitarnego (GIS), a także partnerami handlowymi. Z myślą o ochronie zdrowia niemowląt i dzieci o sytuacji poinformowaliśmy również całą branżę, co pozwoliło podjąć działania o szerokim zasięgu także przez innych producentów" - przekazało biuro prasowe Nestlé.

Jaś wrócił ze szpitala do domu, a pani Dorota próbowała w szczecińskim sanepidzkie zbadać kolejne puszki mleka. Niestety takich badań zrobić nie można.

ZOBACZ: To miał być rutynowy zabieg. Dziewczynka walczyła o życie

Firmy wycofały partie mleka, o czym poinformowała Główny Inspektorat Sanitarny w Warszawie. Tyle tylko, że rodziny o takiej formie przekazu mówią jedno: absurd.

- To trwało chwilę, to był 5 stycznia, już wiedzieliśmy. Tego samego dnia zostało opublikowane ostrzeżenie - mówi Marek Waszczewski z GIS.

Reporter: Jedna z naszych bohaterek takie mleko zakupiła, a dowiedziała się dopiero 6 lutego.

Waszczewski: Mogła być taka możliwość, rodzice mleko kupują na zapas.

Rodzice postanowili sprawę nagłośnić, by inni mogli dowiedzieć się i chronić zdrowie swoich dzieci.

- Żaden szary obywatel nie śledzi stron GIS-u i nie sprawdza takich rzeczy - mówi pan Sebastian, tata Jasia.

Reporter: Dlaczego w przypadku tak wrażliwego klienta, jakim jest małe dziecko, nie jest wysyłany alert, tak jak alert pogodowy? Ciężko przy porannej kawie jest wstawać i patrzeć na stronę GIS-u, jaki produkt jest wycofany.

Waszczewski: Alerty RCB są skierowane do całego społeczeństwa. Jeśli byśmy wysyłali o każdym wycofaniu, osoby pewnie by przestały te alerty odbierać.

- Kto da nam, rodzicom, gwarancje, że te dzieci później nie będą miały jakichś objawów, że to nie będzie miało konsekwencji? Nikt nie jest w stanie mi zagwarantować, że wszystko będzie dobrze - mówi mama Jasia.

Oglądaj inne reportaże tego reportera

XXXX XXXXXXX XXXXXX XX XXX XXX XXXX XXXX XXXXX

 

XXX XXXX X XXXXXXX XXXXXXXX XXXXXXX X XXXXX

 

XXXX XXXXXXX XXXXXX XX XXX XXX XXXX XXXX XXXXX

 

XXX XXXX X XXXXXXX XXXXXXXX XXXXXXX X XXXXX

 

XXXX XXXXXXX XXXXXX XX XXX XXX XXXX XXXX XXXXX

 

XXX XXXX X XXXXXXX XXXXXXXX XXXXXXX X XXXXX

 

XXXX XXXXXXX XXXXXX XX XXX XXX XXXX XXXX XXXXX

 

XXX XXXX X XXXXXXX XXXXXXXX XXXXXXX X XXXXX