Kierowca tira walczy z firmą spedycyjną. Nie pomógł wyrok i komornik

Zawodowy kierowca walczy z firmą spedycyjną o pieniądze za wykonane zlecenia. Ma prawomocny wyrok sądu, ale komornik nie jest w stanie ściągnąć z kont spółki żadnych pieniędzy. Pan Jarosław domaga się 48 tys. zł.

Pan Jarosław Więckowski spod Warszawy jest zawodowym kierowcą. Dziesięć lat temu kupił ciężarówkę i otworzył swoją działalność transportową. Niedługo potem podpisał umowę ze spółkę spedycyjną z Pruszkowa. Od sześciu lat usiłuje odzyskać zarobione pieniądze.

- Po półtora roku współpracy zaczęli się czepiać takich małych rzeczy, że powiedzmy spóźniłem się dwie minuty na rozładunek, że niby towar był uszkodzony, chociaż nie był uszkodzony, i chcieli mi za to obcinać pieniążki. I tak samo się czepiali, że dokumenty są nie na czas wysyłane, chociaż zlecenie mi przysłali dopiero w sobotę, a w sobotę wiadomo poczta czynna jest w mieście do 14:00, góra do 16:00. A miało być na poniedziałek rano, tak w umowie sobie zastrzegli. Po prostu żeby odciąć te 20 proc z całego tygodnia albo 10 proc. Już nawet 40 proc. mi chcieli obciąć – opowiada pan Jarosław.

ZOBACZ: Nowa luksusowa przyczepa pełna wilgoci. Walka właściciela z serwisem

Dlatego kierowca zdecydował się rozwiązać ze spółką umowę.

- Z dniem, kiedy napisałem do nich pismo w tej sprawie, przestali mi płacić pieniążki, mówiąc, że w trakcie rozwiązania umowy oni nie będą płacić, dopiero po 90 dniach plus 45 dni. To taki stały termin, w sumie 135 dni od wystawienia faktury – tłumaczy kierowca.

- Takie sytuacje zdarzają się bardzo często, nie jest to dla mnie nowość. Tak de facto małe spółki ponoszą koszty finansowania większych spółek, dłuższych terminów płatności. Bardzo często te terminy są wydłużane do jakiegoś maksimum, które w zasadzie są już na bazie kredytowej, a nie zwykłym terminem zapłaty za fakturę. W branży logistycznej to są standardy, choć walczy się z tym procederem – komentuje Joanna Porath, ekspert Polskiej Izby Spedycji i Logistyki.

- Rozwiązanie umowy polegało na tym, że był okres 30 dni, przez które musiałem pracować. I za ten miesiąc czasu nie zapłacili mi żadnych pieniążków. W sumie to około 17 tys. zł – podkreśla Jarosław Więckowski.

ZOBACZ: Gigantyczna hala za oknami. Mieszkańcy są oburzeni

W spółce spedycyjnej z ograniczoną odpowiedzialnością, o kapitale zakładowym 50 tys. zł, prezesem zarządu była pani Beata J. To na niej spoczywa wszelka odpowiedzialność. Szukaliśmy jej pod adresami wskazywanymi w dokumentach, bezskutecznie.

W czasie wypowiedzenia pan Jarosław wykonał 33 zlecenia na rzecz spółki spedycyjnej z Pruszkowa. Odczekał czas zapisany w umowie i poszedł po należność, wtedy usłyszał, że spółka nic mu nie jest winna. Kierowca oddał sprawę do sądu. Wygrał. Ma prawomocny wyrok.

- W sumie wychodzi w tej chwili około 48 tys. zł, których nie mogę wyegzekwować. Oni mieli firmę, spedycję z Pruszkowa, to jest spółka. Spółka męża i żony, z. o.o. I tę spółkę zaczęli wyciszać w trakcie jak trwała sprawa sądowa. Był komornik sądowy i nie dało rady nic uzyskać, bo w tej spółce na kontach widnieje zero – opowiada pan Jarosław.

- Na rachunku bankowym był zbiegi egzekucji, to znaczy, że jeszcze sześciu innych wierzycieli w tym samym okresie prowadziło postępowanie egzekucyjne przeciwko tej spółce i prawdopodobnie wszystkie były tak samo bezskuteczne – mówi Przemysław Małecki z Krajowej Izby Komorniczej.

- Nie ma jakiejkolwiek ochrony prawnej w naszym systemie przed takimi incydentami. Całe zespoły odchodzą i zostawiają jedną firmę z długami, a otwierają kolejne spółki w ramach, których pracują. Jest to jawne, że to są te same osoby, pod po prostu nowym szyldem jakiejś spółki z o.o, która rozpoczyna działalność znowu od zera, zostawiając tamtych wcześniejszych kontrahentów, podwykonawców po prostu z minusami, z fakturami, które są niezapłacone i nigdy nie będą zapłacone. Zazwyczaj jest to jasne, że ten należności przewyższają kapitał zakładowy spółek – komentuje Joanna Porath, ekspert Polskiej Izby Spedycji i Logistyki.

ZOBACZ: Prawo działa wstecz? Urzędnicy radykalnie podnieśli opłaty rolnikom

Pan Jarosław nie odzyskał pieniędzy. Komornik postępowanie egzekucyjne musiał umorzyć, nie oznacza to jednak, że długu nie można odzyskać. Skoro spółka spedycyjna jest niewypłacalna, to powinna być postawiona w stan upadłości, a nie jest. Jak się okazuje, ta sytuacja otwiera furtkę wierzycielom takim jak pan Jarosław.

- Wniosek o upadłość powinien złożyć zarząd, jeżeli tego nie zrobił, może to zrobić każdy wierzyciel spółki. Jest to sytuacja o tyle dobra dla wierzycieli, że jeżeli zarząd tego nie zrobił w porę, łatwiej im windykować te należności od członków zarządu spółki. Jeżeli egzekucja w stosunku do spółki okazała się nieskuteczna, wtedy wychodzimy z powództwem z art. 299 KSH i szukamy tej odpowiedzialności, szukamy tych środków u członków zarządu spółki. Członek zarządu spółki, w takim wypadku, gdy nie zgłosił upadłości, odpowiada za to całym swoim majątkiem - informuje radca prawny Włodzimierz Chróścik.

Ostatecznie udaje nam się porozmawiać z mężem Beaty J.

- Pani prezes nie może rozmawiać, jest ciężko chora. Złożyła rezygnację już dawno temu i nie funkcjonuje jako prezes, spółka jest w pewnym zawieszeniu, szukam prezesa – wyjaśnia. 

- Jeżeli firma nie złożyła upadłości, szanse wierzycieli są większe, bo mogą się udać o zapłatę do członków zarządu spółki, czy to obecnych, czy byłych - dodaje Włodzimierz Chróścik.

 

Oglądaj inne reportaże tego reportera

XXXX XXXXXXX XXXXXX XX XXX XXX XXXX XXXX XXXXX

 

XXX XXXX X XXXXXXX XXXXXXXX XXXXXXX X XXXXX

 

XXXX XXXXXXX XXXXXX XX XXX XXX XXXX XXXX XXXXX

 

XXX XXXX X XXXXXXX XXXXXXXX XXXXXXX X XXXXX

 

XXXX XXXXXXX XXXXXX XX XXX XXX XXXX XXXX XXXXX

 

XXX XXXX X XXXXXXX XXXXXXXX XXXXXXX X XXXXX

 

XXXX XXXXXXX XXXXXX XX XXX XXX XXXX XXXX XXXXX

 

XXX XXXX X XXXXXXX XXXXXXXX XXXXXXX X XXXXX