Zaufali adwokatowi. Stracili ogromnie pieniądze
Kilkanaście rodzin z okolic Białegostoku wpłaciło adwokatowi setki tysięcy złotych na zakup działek pod Białymstokiem. Jak się okazało tereny były oferowane kilku osobom jednocześnie. Sprawą zajmuje się prokuratura, a adwokat, który reprezentował właścicieli gruntów, zniknął bez śladu, z pieniędzmi.
Mateusz i Karolina Witkowie z okolic Białegostoku szukali działki pod budowę domu. Chcieli mieć duży ogród, w którym będą bawić się ich dzieci.
- Trafiliśmy na ogłoszenie na portalu społecznościowym, że jest taka działka, bardzo blisko miejsca naszego zamieszkania, więc odezwaliśmy się, jak się okazało, do mecenasa, który reprezentował właśnie właścicieli tych działek - opowiada Karolina Zarzecka-Witek.
- W treści ogłoszenia było wpisane, że sprzedam działki budowlane w Ignatkach, koszt 200 złotych za metr. Pojechałem do biura mecenasa w centrum Białegostoku. Zapoznał mnie z wszystkimi dokumentami, powiedział mi, że jest trzech właścicieli, że on ma podpisane umowy notarialne, żeby mógł tych państwa reprezentować itd., okazał mi ten dokument – zaznacza Mateusz Witek.
Stracili ogromne zaliczki za działki. "Księgi wieczyste były OK"
Małżeństwo nie spodziewało się, że sprawa może mieć drugie dno.
- Księgi wieczyste były OK. Adwokat był, sprawdziliśmy, że jest w rejestrze w Okręgowej Izbie Adwokatów, więc nic nie wzbudziło naszego żadnego podejrzenia, że może coś być nie tak – mówi pani Karolina.
- Zapytałem się, dlaczego jest taka cena atrakcyjna. Pan mecenas powiedział, że w związku z tym, że na działkę będzie trzeba chwilę poczekać. Łącznie wpłaciłem mu 100 tysięcy złotych – dodaje pan Mateusz.
Jak opowiada małżeństwo, adwokat miał zapewnić kupujących, że pieniądze trafią do jego depozytu.
- Nasz dom miał stać tutaj, bliżej drogi, a ogródek, czyli miejsce dla dzieci, miał być za domem. Pozostałe działki w stronę lasu są podzielone. Ósma działka jest ostatnia, a tutaj, gdzie stoimy miała być droga dojazdowa do tych wszystkich działek – oprowadzili nas po terenie państwo Witkowie.
ZOBACZ: Nielegalne ścieki z bloków. Ludziom grozi eksmisja
To nie jedyne osoby, które wpłaciły mecenasowi zaliczki na zakup działek w tym miejscu. Rodzin, które podpisały umowy jest kilkanaście, niektóre kupiły po dwie działki.
- Zaproponował działkę numer 6, była bardzo atrakcyjna cena. Jako, że jest to prawnik, to uznałem, że jest to uczciwa oferta. W zasadzie następnego dnia podpisaliśmy umowę. Zaznaczyłem, że jeżeli będzie miał dodatkową działkę, to chętnie wezmę też kolejną. Później okazało się, że tę kolejną działkę, którą mi zaproponował, ma jeszcze inna osoba – opowiada pan Wojciech.
"Nic nie wzbudziło naszych podejrzeń, bo to był adwokat"
Podobnych przypadków jest więcej.
- Pan mecenas sprzedał działkę numer 2 trzem osobom. Pierwsza umowa została podpisana 5 sierpnia, druga umowa zawarta jest 12 sierpnia ze mną i trzecia umowa została zawarta 21 sierpnia również na działkę numer 2 – wylicza Mateusz Witek.
- Nic nie wzbudziło naszych podejrzeń, bo to był adwokat. Podpisaliśmy i wpłaciliśmy te zaliczki. A później ten kontakt się urwał – dodaje kolejny poszkodowany Dariusz Dworakowski.
Zarówno on, jak i inni kupujący wysłali do adwokata wypowiedzenia umówi.
- Dzisiaj dostaliśmy ich zwrot. Nie odebrał tych wypowiedzeń. Do momentu jak przyjmował zaliczki, to wydzwaniał w każdej chwili i o 20.00 mógł być, przyjąć zaliczkę – podkreśla pan Dariusz.
- Cyklicznie, co jakiś czas, pojawia się ogłoszenie na temat działek, że są do sprzedania, gdzie wcześniej mecenas zapewniał nas, że już nie ma działek wolnych. On dalej jest adwokatem, przecież on dalej może oszukiwać ludzi i dalej może wyłudzać pieniądze – komentuje Karolina Zarzecka-Witek.
- Na dziś jest 14 pokrzywdzonych. Wszczęto postępowanie w kierunku oszustwa, jednocześnie prokurator w toku postępowania będzie badał czy zachowanie tego prawnika nie wyczerpuje znamion przywłaszczenia mienia. Dotychczas ani policja, ani prokurator nie wykonywał czynności dowodowych z tymże podejrzanym. On nie usłyszał zarzutu – informuje Marek Winnicki z Prokuratury Rejonowej Białystok Południe.
- Wszystkie możliwości już chyba wyczerpaliśmy: wysłaliśmy przedsądowe wezwanie do zapłaty, złożyliśmy wniosek do prokuratury no i teraz czekamy, do tej pory nic się w tej sprawie nie działo. Wymiar sprawiedliwości nawet nie jest w stanie tej osoby przesłuchać - komentuje Mateusz Witek.
ZOBACZ: Trzy uniewinnienia, ale to nie koniec. Sprawa Ewy Tylman znów otwarta
Adwokat Mariusz M., którego kancelaria zarejestrowana jest w Mońkach na Podlasiu zapadł się pod ziemię. Gdzie przebywa mecenas nie wiedzą także pracownicy kancelarii w centrum Białegostoku. Tam poszkodowani podpisywali umowy.
- My też nie mamy z nim kontaktu w ogóle – słyszymy.
Jeżeli nie można skontaktować się z mecenasem sprzedającym działki, postanowiliśmy dotrzeć do ich właścicieli. To trzej bracia mieszkający w małej podlaskiej wsi. Rozmawiamy z jednym z nich. Podpisali z adwokatem ponad rok temu notarialne pełnomocnictwo. Chcieli załatwić sprawę spadkową, podzielić ziemię na działki budowlane i je sprzedać.
Dziennikarz: Panowie jesteście teraz w kontakcie z tym mecenasem?
Jeden z braci: Nie wiadomo gdzie on jest.
- Wy dostaliście jakieś pieniądze z tych zaliczek, co ludzie wpłacali?
- Nic, ani grosza.
- Nie widzieliście, że on podpisuje te umowy i sprzedaje te działki ludziom?
- Nie, co chciał to robił, bo miał pełnomocnictwo… Teraz boję się, że może tak być, że zlicytują naszą działkę i zabiorą całkiem.
ZOBACZ: Najpierw zgotował rodzinie piekło, teraz sprzedał dom z dziećmi
- Właściciele tych działek absolutnie nie wiedzieli o takim procederze. Nie ukrywają się, bo nie mają nic do ukrycia, oni tych pieniędzy nie mają i nie posiadali. Ich pełnomocnictwo do sprzedaży nieruchomości zostało skutecznie wypowiedziane – dodaje Natalia Wiśniewska, nowy pełnomocnik właścicieli działek.
W grudniu 2025 roku w mieszkaniu jednej z kobiet, od której mecenas nie zdążył już pobrać zaliczki, poszkodowani spotkali się z adwokatem. Nagrali film.
- Chcieliśmy mieć dowód, że on coś takiego robi, że podpisuje umowy na te same działki. W tym momencie on chciał podpisać umowę na działkę nr 2, która już była nasza. Doszło do konfrontacji, mecenas bardzo się zdziwił, że już tyle osób wie o tym, że on nie działa uczciwie. Wręczyliśmy mu wypowiedzenia umów i żądaliśmy żeby on nam oddał pieniądze – relacjonuje Karolina Zarzecka-Witek.
- To jest ponad pół miliona, jakieś 550 tysięcy zł, które jeszcze jest winien mecenas. Ale to są tylko osoby, o których wiemy. Nie wiemy, na jaką skalę pan mecenas działał i ile tych osób jeszcze może być – podsumowuje Karolina Zarzecka.