Nocny terror przed domem! Petardy, kamienie i strach o życie

Przez pół roku żyli jak na wojnie. Petardy, kamienie, zniszczony samochód i nocne ataki zamaskowanych sprawców na posesję. Rodzina państwa Jaworskich spała w ubraniach, gotowa do ucieczki na wypadek pożaru lub ewentualnej pogoni za wandalami. Policja była bezradna. Przełom nastąpił dopiero wtedy, gdy do akcji wkroczył dziennikarz. To, kim okazali się sprawcy, zaskakuje.

- To była garść petard na patykach. Oklejone taśmą, wymierzone w kierunku domu i odpalone wszystkie naraz – wspomina jeden z ataków Barbara Jaworska.

Od października ubiegłego roku rodzina państwa Jaworskich żyje w ciągłym strachu. Wtedy ich dom ktoś obrzucił jajkami.

- Jeszcze wtedy nie mieliśmy monitoringu. Pierwsze pytania jakie zadawała policja, to czy mamy z kimś konflikt. Pytaliśmy Grzegorza i zaczął analizować sytuację, czy może to ktoś ze szkoły. Bo też zgłaszaliśmy mobbing na synu już w szkole średniej. Polegał on na robieniu zdjęć, na przerabianiu ich. Prosiliśmy Grzesia, żeby to zgłaszał, no to mówili na niego: konfident – opowiada Barbara Jaworska.

- Na początku on nie wiedział, kto to jest. Poza tym zawsze mówił, że nikomu nic takiego nie zrobił, co mogłoby doprowadzić do takich zdarzeń – podkreśla Ireneusz Jaworski.

ZOBACZ: Stosował przemoc, więc sąd kazał mu się wyprowadzić. Odegrał się na dzieciach

Kolejne zdarzenie nastąpiło w Halloween.  Ktoś wrzucił petardy do skrzynki na listy.

- Rozsadziło ją w drobny mak i uszkodziło płot – wspomina pani Barbara.

Państwo Jaworscy zgłaszali te zajścia na policję. Sprawę umorzono z powodu niewykrycia sprawców.  Ataki na dom przybierały jednak na sile. Przerażona rodzina założyła monitoring.

- 18 lutego nagrali się sprawcy, którzy przyjechali po raz kolejny pod nasz dom i zniszczyli skrzynkę, zerwali ją z płotu, wrzucili ją na podwórko i rozsypała się w drobny mak. To było we wtorek. A w czwartek w nocy ci sami sprawcy, też zamaskowani, weszli na posesję. Jeden z nich został przy bramce i montował petardy. Dwóch innych sprawców podeszło do auta, spuścili powietrze z opon i porysowali samochód. Na koniec akcji odpalili petardy – opowiada pan Barbara.

- To było około pierwszej, drugiej w nocy. Usłyszałem wybuch skrzynki pocztowej i od razu za nimi pobiegłem. Tak jak byłem, po prostu ubrany w nocy, nawet w butach spałem, to tak wybiegłem – podkreśla 16-letni Grzegorz.

ZOBACZ: Ośmiolatek przestał oddychać. Na karetkę czekali 24 minuty

Niestety sprawcy zdążyli uciec. Ale to nie był koniec tych ataków. Kolejnym razem sprawcy wybrali stronę domu, gdzie monitoringu już nie ma.

- Tydzień później ci sami sprawcy, zza ogrodzenia w kierunku domu, pomimo tego, że się świeciło i nie spaliśmy, rzucili w elewację dwa duże kamienie, pewnie celowali w okno. Jeden kamień zrobił dziurę w elewacji, drugi na szczęście nie doleciał. I też dla poprawienia efektu rzucili petardę, która wylądowała na parapecie - mówi Barbara Jaworska.

- Byliśmy przerażeni, że możemy spłonąć. Musieliśmy spać w ciuchach, żeby być gotowym do ucieczki i żeby ewentualnie dogonić sprawców – dodaje Grzegorz.

Rodzina żyła w takim napięciu przez pół roku i mówi, że policja nie pomogła.

- Siedzieliśmy i czekaliśmy, bo była np. sobota, czy przyjdą. No to tak nie można żyć. A w tygodniu, do trzeciej w nocy na monitoringu siedzieliśmy. Albo mąż siedział, albo ja. Gdy rano przecież trzeba wstać do pracy i do szkoły. No to tak na dłuższą metę się nie da żyć - podkreślają.

- Były prowadzone trzy odrębne postępowania (początkowo były umarzane – red.). Ostatecznie zostało to złożone w jedną całość. Wynikało to z tego, że policjanci nie mieli możliwości ustalenia personaliów sprawców – informuje Wojciech Zeszot z Komendy Powiatowej Policji w Pile.

ZOBACZ: Recydywa za kierownicą. Lekarz znów zatrzymany po alkoholu

Nękana rodzina twierdzi, że przełom nastąpił dopiero, gdy sprawą zainteresował się dziennikarz Jacek Kwiatkowski.

- Jak można tak nękać rodzinę i żeby przez pół roku nie ustalić sprawców? Za wskazanie sprawców osobiście wyznaczyłem nagrodę, której nie uzgadniałem z rodziną. Zadziałało. Źródłem informacji jest osoba, która boi się tych sprawców – opowiada Jacek Kwiatkowski z portalu „Polska 112 Pila 112”.

Dzięki informatorowi dziennikarz dostał filmy, które nagrywali sami sprawcy.

- Źródło dało mi wszystko. To byli chłopcy, którzy w przeszłości uczyli się razem w szkole podstawowej. Grupa założyła sobie fanpage na jednym z profili społecznościowych. Fanpage był  niewidoczny dla ogółu. Zgłosiłem to policji, wskazałem ich konta w mediach społecznościowych. To byli najlepsi uczniowie z najlepszych klas. Nie rozumiem do dziś jak, te osoby, jeżeli mówimy o osobach inteligentnych, mogły dopuścić się takich czynów. Z tego, co wiem, nie czuli wstydu, że to zrobili, ale że aresztowano ich w szkole – dodaje.

- Policjanci już mieli do czynienia z tymi osobami nieletnimi. W innej sprawie – zaznacza Wojciech Zeszot z policji w Pile.

ZOBACZ: Zaufali adwokatowi. Stracili ogromnie pieniądze

Teraz sprawą zajmuje się sąd rodzinny. Sprawa jest na początkowym etapie.

- Jeśli faktycznie unikną jakiejkolwiek kary, to niech się zastanowią. Bo dzisiaj mają po 15, 16 lat, ale będą dorośli – mówi Barbara Jaworska.

- Na razie nie jestem w stanie im wybaczyć. Jestem z tego powodu zły! Co mam powiedzieć – komentuje 16-letni Grzegorz.

Oglądaj inne reportaże tego reportera

XXXX XXXXXXX XXXXXX XX XXX XXX XXXX XXXX XXXXX

 

XXX XXXX X XXXXXXX XXXXXXXX XXXXXXX X XXXXX

 

XXXX XXXXXXX XXXXXX XX XXX XXX XXXX XXXX XXXXX

 

XXX XXXX X XXXXXXX XXXXXXXX XXXXXXX X XXXXX

 

XXXX XXXXXXX XXXXXX XX XXX XXX XXXX XXXX XXXXX

 

XXX XXXX X XXXXXXX XXXXXXXX XXXXXXX X XXXXX

 

XXXX XXXXXXX XXXXXX XX XXX XXX XXXX XXXX XXXXX

 

XXX XXXX X XXXXXXX XXXXXXXX XXXXXXX X XXXXX