Policjanci sforsowali drzwi i wyciągnęli broń. W środku małżeństwo emerytów

Zwyczajny poranek emerytowanego małżeństwa z Poznania zamienił się w sceny jak z sensacyjnego filmu. Funkcjonariusze wyważyli drzwi ich mieszkania po zgłoszeniu o rzekomej próbie samobójczej. Padły groźby, użyto siły, wyciągnięto broń. Małżeństwo mówi o traumie i przekroczeniu uprawnień, policja o naruszeniu nietykalności cielesnej funkcjonariusza. Nie chce zwrócić pieniędzy za zniszczone drzwi.

W sobotę siedemnastego stycznia kilka minut po godzinie dziesiątej w mieszkaniu pani Lidii i pana Jerzego w Poznaniu rozległo się pukanie do drzwi. Za drzwiami stali policjanci.

- Wpłynęło zgłoszenie od sąsiada, że usłyszał krzyki i hałasy dobiegające z mieszkania, ale co najważniejsze, że usłyszał, że mężczyzna, który przebywa w tym mieszkaniu, miał wyrażać chęci popełnienia samobójstwa przez powieszenie. Policjanci są zobligowani do tego, żeby sprawdzić, jak wygląda sytuacja, czy faktycznie mają do czynienia z zagrożeniem życia, czy ta osoba jest właśnie w trakcie próby zrobienia sobie krzywdy – tłumaczy nadkom. Maciej Święcichowski z policji w Poznaniu.

- Usłyszeliśmy walenie do drzwi, tak można po prostu powiedzieć. Byliśmy w piżamach. „Policja, otworzyć, tu się chce ktoś powiesić” - mówili coś w tym stylu, teraz dokładnie nie potrafię powiedzieć – wspomina pan Jerzy.

- Tyle co obudziliśmy się, przebudziliśmy się i wstawaliśmy z łóżka – dodaje pani Lidia.

A to zapisy fragmentów interwencji policji z kamery nasobnej funkcjonariuszy:

- Policja! Otworzy pani! Według zgłoszenia ktoś sobie chciał coś zrobić, targnąć się na życie. Mam obowiązek sprawdzić, czy nikomu nic nie jest. Jeżeli mi pani nie otworzy, będę musiał wyważyć te drzwi.

- Rozmawialiśmy przez drzwi, proszę mi stąd odejść i dać nam spokój. Rozmawialiśmy przez drzwi.

- Proszę pana, ja bym musiał sprawdzić…

- Nie musi pan sprawdzić, pan musi odejść stąd, bo pan zakłóca mój spokój. A przyjechaliście na fałszywe wezwanie kolejny raz. Już kiedyś też tak było.

ZOBACZ: Kontrole taksówek na aplikację. Tak wożą pasażerów

Podobna sytuacja zdarzyła się już wcześniej. Pan Jerzy mówi, że to efekt wieloletniego sporu z sąsiadem. Tym razem jednak policjanci nie dawali za wygraną.

- Ale ja to muszę sprawdzić, proszę pana.

- Dobrze, to pan sprawdził. Ja z panem rozmawiam, ale nie mam obowiązku otwierać panu drzwi.

- Już nie wytrzymałem. Już mi nerwy puściły. Bo ile razy można powiedzieć, że się nic nie dzieje i ile razy można tłumaczyć, żeby odeszli od drzwi. My byliśmy przerażeni – mówi pan Jerzy.

Dlaczego nie otworzył drzwi?

- Dlatego, że się obawiałem. Ja się po prostu bałem – tłumaczy.

- Sprawdzę czy nic nie jest i sobie idę. Bo ty sobie coś zrobisz i będzie na mnie. Ja nie chcę iść do więzienia, człowieku.

- Razem z mężem baliśmy się po prostu, zwyczajnie. Obawialiśmy się, że jak otworzymy te drzwi, że to nie będzie zwykła interwencja – podkreśla pani Lidia.

- Jest jak najbardziej podstawa do wejścia do mieszkania, jeżeli mi pani ich nie otworzy. Kolejny raz uprzedzam, że będę zmuszony je wyważyć.

- Na jakiej podstawie przyjechaliście tu?

- Na takiej podstawie, że pana sąsiad zgłaszał, że krzyczał pan, że się pan powiesi.

- Że co?

- Że się pan powiesi.

O wydarzenia zapytaliśmy sąsiadów. Twierdzą, iż tego poranka w mieszkaniu pani Lidii i pana Jerzego było dosyć głośno.

- Była taka awantura, krzyki, że nikt nie chciał po prostu zostawać obojętny na to, co działo się w tym mieszkaniu – przekonują.

- Jesteśmy w pełni świadomi, nie jesteśmy ubezwłasnowolnieni, nie mamy żadnych chorób psychicznych. Oczywiście, że tak jak każdy, mamy lepsze i gorsze dni i czasami mamy gorsze przeżycia też. Tego dnia tak nie było – komentuje pani Lidia.

ZOBACZ: Nocny terror przed domem! Petardy, kamienie i strach o życie

Policjanci przekazali małżeństwu, że jeśli nie otworzy drzwi, to zostaną one wyważone. Wezwali straż pożarną.

- Nie chcą nam otworzyć, jest gruba awantura tam, nie?

- Przepraszam, tu straż pożarna, to jest ostatnia okazja, żeby otworzyć drzwi.

- No nie wytrzymam, rozwalili nam drzwi. Dawaj mi siekierę. Zaraz go k… tam.

- Kładź się na ziemię! Kładź się na ziemię! Odsuń się! Kładź się! Kładź się na ziemię!

- Spokojnie, spokojnie.

- Proszę zostawić mojego męża! Proszę zostawić! Proszę zostawić mojego męża!

- W trakcie interwencji  policjanci usłyszeli, jak mężczyzna woła do pani, która również tam przebywała, że ma mu przynieść siekierę. Policjant wyciągnął broń. Została wobec domowników użyta siła fizyczna, na co pozwala ustawa o policji – mówi nadkom. Maciej Święcichowski z poznańskiej policji.

- Uważam, że policjant popełnił tutaj błąd. Nie powinien tak się zachować. Otwierając drzwi widzi starsze osoby, które nie stanowią dla niego zagrożenia. Gdzieś ta broń powinna być lekko schowana, opuszczona, żeby nie wzbudzała emocji większych. To są starsi ludzie, mogą różnie zareagować na taką broń. Może dojść do zawału czy jakiegoś innego niepotrzebnego zdarzenia – ocenia Marcin „Borys” Miksza, były policjant CBŚP.

- On mnie przewrócił, wskoczył mi kolanem na kręgosłup, założył mi klamrę na szyję i zaczął mnie ciągnąć do góry, tak jakby chciał mi złamać kręgosłup. Żonę trzymali w pokoju - wspomina pan Jerzy.

ZOBACZ: Stosował przemoc, więc sąd kazał mu się wyprowadzić. Odegrał się na dzieciach

W mieszkaniu oprócz policjantów pojawili się strażacy i ratownicy medyczni. Jeden z nich miał, jak twierdzi pan Jerzy, zabrać jego telefon i usunąć z niego ostatni z zapisanych filmów.

Małżeństwo złożyło zawiadomienie do prokuratury. Śledczy odmówili wszczęcia dochodzenia. Policjanci zapowiedzieli jednak, że w tej sytuacji oskarżą panią Lidię o naruszenie nietykalności cielesnej funkcjonariusza. Oprócz tego wielkopolska policja odmówiła zwrotu pieniędzy za naprawę drzwi.

- Prokurator nie dopatrzył się tutaj cech żadnych przestępstw, nie dopatrzył się niedopełnienia obowiązków przez policjantów czy też nadużycia ich uprawnień. Nie dopatrzył się również celowego działania polegającego na zniszczeniu mienia. Chodzi tutaj o te wyważone drzwi. Nie dopatrzył się także sytuacji zgłaszanej przez pokrzywdzonych, a dotyczącej grożenia bronią – informuje Łukasz Wawrzyniak z poznańskiej prokuratury okręgowej.

- To jest jakiś dramat. Takie koszmary czasami oglądałam w telewizji, ale nigdy nie sądziłam, że będę bohaterką – komentuje pani Lidia.

Oglądaj inne reportaże tego reportera

XXXX XXXXXXX XXXXXX XX XXX XXX XXXX XXXX XXXXX

 

XXX XXXX X XXXXXXX XXXXXXXX XXXXXXX X XXXXX

 

XXXX XXXXXXX XXXXXX XX XXX XXX XXXX XXXX XXXXX

 

XXX XXXX X XXXXXXX XXXXXXXX XXXXXXX X XXXXX

 

XXXX XXXXXXX XXXXXX XX XXX XXX XXXX XXXX XXXXX

 

XXX XXXX X XXXXXXX XXXXXXXX XXXXXXX X XXXXX

 

XXXX XXXXXXX XXXXXX XX XXX XXX XXXX XXXX XXXXX

 

XXX XXXX X XXXXXXX XXXXXXXX XXXXXXX X XXXXX