Oszukani. Zwolnienia bez odpraw

Około 350 osób, które straciły pracę w Przedsiębiorstwie Napraw Infrastruktury w Dęblinie walczy o należne im pieniądze. Zgodnie z umową zwalniane osoby powinny dostać 24-krotność pensji. Właściciel przedsiębiorstwa pieniądze wypłacał. W końcu jednak ogłosił upadłość i firmę przejął zarządca sądowy. A ten losem ludzi zupełnie się nie przejmuje.

Byłym pracownikom Przedsiębiorstwa Napraw Infrastruktury w Dęblinie puszczają nerwy. Wielu z nich przepracowało w zakładzie po trzydzieści lat. Do 2011 roku pracowali, regularnie otrzymywali pensje i byli zadowoleni. Pod koniec 2011 roku Przedsiębiorstwo zostało kupione przez firmę Budimex SA z Warszawy. Częścią umowy sprzedaży był pakiet gwarancji dla pracowników.

- Mieliśmy zagwarantowane zatrudnienie do 2016 roku, a w przypadku wcześniejszego rozwiązania umowy, każdy pracownik miał dostać trzydziestokrotność pensji - mówi Barbara Starnawska, była pracownica Przedsiębiorstwa Napraw Infrastruktury.

Pracownicy twierdzą, że w momencie sprzedaży firma była w bardzo dobrej kondycji i przynosiła ogromne zyski, ale wraz z nastaniem nowego właściciela zaczęły się zwolnienia.

- Nowy właściciel stwierdził, że tak duże zatrudnienie nie jest mu potrzebne, że trzeba dostosować liczbę pracowników do liczby zamówień, dlatego zaproponowano zwolnienia pracowników z przyczyn ekonomicznych. Wyraziliśmy zgodę mając zapewnienie, że zostaną nam wypłacone pieniądze – mówi Barbara Starnawska, była pracownica.

Początkowo pieniądze były wypłacane tak, jak obiecano. Ale po dziewięciu miesiącach Budimex SA złożył do sądu wniosek o upadłość. I tu zaczęły się problemy. Sąd ustanowił zarządcę, a ten wstrzymał wypłatę pieniędzy dla pracowników.

- Od 1 marca jestem bez środków do życia. Nogi mam niewładne, żonę chorą. Byłem w pomocy społecznej – opowiada Kazimierz Morlo, były pracownik Przedsiębiorstwa Napraw Infrastruktury.

- Pracowałem w firmie 38 lat. Mam nakaz zapłaty, bo wygrałem sprawę w postępowaniu upominawczym. Teraz się okazuje, że z tym dokumentem z pieczęciami urzędowymi mogę sobie iść do toalety – mówi Ryszard Pieracha, były pracownik.

Ale Budimex SA odpiera zarzuty. Twierdzi, że dokąd miał kontrolę nad firmą, pieniądze wypłacał, a teraz nie ma na to żadnego wpływu.

- Kierowanie do nas pretensji wynika prawdopodobnie z nieznajomości kilku faktów. Poza zakupem firmy za 220 milionów złotych, dodatkowo dofinansowaliśmy ją kwotą 100 milionów, która służyła ratowaniu firmy. Po zakupie okazało się, że sytuacja na kilku czołowych kontraktach jest bardzo zła. czego nie wiedzieliśmy kupując firmę – twierdzi Krzysztof Kozioł, rzecznik prasowy Budimexu SA.

Zarządca sądowy, który obecnie kieruje Przedsiębiorstwem Napraw Infrastruktury nie zgodził się na rozmowę przed kamerą. Twierdzi, że firma jest bankrutem,

- Zarządca im współczuje. Jednak wypłata pieniędzy wszystkim pracownikom spowodowałaby, że dla pozostałych wierzycieli nie starczyłoby środków – powiedział pełnomocnik zarządcy sądowego.

- Tutaj są pracownicy, który mają powyżej pięćdziesięciu lat. Gdzie oni teraz znajdą pracę? Wszędzie potrzebują młodych, sprawnych, a starych to nawet na stróża nie chcą, bo nie mamy uprawnień, żeby pistolet nosić. Gdyby nam dali takie uprawnienia, to byśmy porządek tu zrobili – mówi Krzysztof Błachnio, były pracownik Przedsiębiorstwa Napraw Infrastruktury.*

* skrót materiału

Reporterka: Paulina Bąk

pbak@polsat.com.pl