Zmarł po wyjściu od znachora z Nowego Sącza

Pan Aleksander z Krosna, tak jak rodzice zagłodzonej, półrocznej Magdy, ślepo wierzył w nadprzyrodzoną moc znachora z Nowego Sącza. Zapłacił za to najwyższą cenę. W 2005 roku Marek H. zdiagnozował u mężczyzny nowotwór, zabronił kontaktów z lekarzami i "leczył" ziołami. Pan Aleksander zmarł wracając z kolejnej wizyty. Okazało się, że nie cierpiał na nowotwór, ale na tętniaka aorty brzusznej, który pękł.

W tym roku pan Aleksander obchodziłby swoje 65. urodziny. Mężczyzna miał uraz do lekarzy, więc oddał się w ręce popularnego znachora. Kiedy w 2005 roku, Marek H. - znachor z Nowego Sącza, stwierdził u niego raka, przeżył szok.

- Mój tato był na rencie. W wieku 26 lat pan Aleksander miał bardzo ciężki wypadek, wpadł pod motor. Bardzo dużo czasu spędził w szpitalach, miał uraz do lekarzy - opowiada pani Aleksandra, córka pana Aleksandra.

- On miał problemy z nogą, gniła mu – dodaje kolega mężczyzny.

Pan Aleksander dowiedział się od kolegów, że w Nowym Sączu przyjmuje mężczyzna znany z tego, że pomaga ludziom. Postanowił udać się do niego. Niestety, terapia była dość kosztowna.

- Przez pierwsze pół roku tato płacił po 100 zł. Podobno to było tylko za zioła, które otrzymywał. Marek H. twierdził, że to są bardzo drogie zioła, sprowadzane z zagranicy. Miały mieć specyficzny skład, który uśmierza ból - mówi pani Aleksandra.

- Brał pieniądze, a sianem leczył. Z tego co wiem, to tutaj każda trawa taka podobna – dodaje kolega zmarłego pana Aleksandra.

Znachor z Nowego Sącza zdiagnozował u pana Aleksandra raka. Obiecał go uzdrowić pod warunkiem zerwania kontaktu z lekarzami.

- Wręcz zakazywał mu kontaktu z lekarzami, straszył tatę, że jak tylko pojawi się u lekarza, to on będzie o tym wiedział i go więcej nie przyjmie. Marek H. wmówił mojemu tacie, że ma raka, którego leczył ziołami i swoją pozytywną energią. A tak naprawdę tata miał tętniaka aorty brzusznej – mówi pani Aleksandra, córka zmarłego pana Aleksandra.

4 grudnia 2005 roku pan Aleksander gorzej się poczuł. Zgodnie z zaleceniami znachora, przyjechał najszybciej jak to było możliwe do Nowego Sącza.

- Mama chciała zadzwonić na pogotowie, ale tato się bardzo zdenerwował. Powiedział, że do żadnego szpitala nie pojedzie. Mówił, że Marek H. kazał mu w takich przypadkach do niego przyjeżdżać. Znachor położył tatę na jakimś stole, zapalił nad nim lampę i po prostu zniknął. A on był już tam w takim stanie, że tam konał w cierpieniu – opowiada pani Aleksandra. 

- To była chyba niedziela, zadzwonił, czy bym nie pojechał z nim do Nowego Sącza – mówi pan Jan, który zawiózł pana Aleksandra do znachora.
Reporterka: A Marek H. był z nim wtedy w pokoju czy wyszedł?
Pan Jan: Nie było go. Poszedł na górę.
Reporterka: Zostawił pana Aleksandra cierpiącego?
Pan Jan: Tak. A ja byłem w poczekalni. Wracając, ujechaliśmy może ze 2 kilometry, gdy nagle skończyła się rozmowa. Zaczął charczeć. Myślałem, że śpi. Trąciłem go, a on nie zareagował.
 
Pan Aleksander zmarł z powodu pęknięcia tętniaka aorty brzusznej. Córka od razu powiązała śmierć taty z osobą znachora Marka H. Zwróciła się do prokuratury, żeby wyjaśnić okoliczności zgonu ojca.
 
- Postępowanie zakończyło się umorzeniem śledztwa – informuje Ludwik Huzior z Prokuratury Rejonowej w Muszynie.

- Po otrzymaniu pisma zawiadamiającego mnie, że śledztwo zostało umorzone napisałam zażalenie – mów pani Aleksandra.
Kobieta zauważyła pewne nieścisłości w zeznaniach Marka H.  Zwróciła się też do prokuratury o zbadanie składu ziół, którymi znachor leczył jej tatę.

- Marek H. w pierwszych zdaniach swoich zeznań zeznał, że nie pamięta taty, nie pamiętał, żeby się u niego leczył. Natomiast po kilu następnych zdaniach wypowiadał się, że on doskonale pamięta, z jakimi dolegliwościami mój tato do niego jeździł – opowiada pani Aleksandra.

- Biegli uznali, że Mark H. nie był lekarzem i potraktowali go, jak zwykłego obywatela. Taką opinię uzyskaliśmy, na jej podstawie postępowanie zostało umorzone. Mieszanka ziół, które otrzymał w ostatnim dniu pokrzywdzony nie zaszkodziła mu – informuje Ludwik Huzior z Prokuratury Rejonowej w Muszynie.

- Analiza wykazała, że tego typu zioła są na schorzenia sercowe oraz górnych dróg oddechowych, a Marek H. leczył tatę na chorobę nowotworową – mówi pani Aleksandra.*

* skrót materiału

Reporterka: Dominika Grabowska

interwencja@polsat.com.pl