Gorsza, bo z Londynu? Szpital kazał płacić za badania

22-letnia Klaudia Paweńska przyjechała z Londynu do Polski, by pokazać rodzinie dwumiesięcznego synka. Gdy dziecko dostało wysypki, udała się do szpitala w Człuchowie. Jak twierdzi, miejscowy personel potraktował ją obcesowo i usłyszała, że jej dziecko jest „inne, nie nasze”. Dostała też rachunek za badania, mimo iż zapewniała, że jest ono ubezpieczone, a dokumenty przedstawi za kilka dni.

- Jest dla mnie szokiem, że przyjechałam do swojego rodzinnego kraju i zostałam tak potraktowana. To jest jakaś kpina, jakiś żart - mówi Klaudia Paweńska.

Klaudia Paweńska od kilkunastu lat mieszka w Londynie. Na początku października tego roku 22-latka urodziła syna. Postanowiła razem z nim odwiedzić Polskę.

- Chciałam pokazać syna rodzinie, przyjaciółkom, wszystkim. Przez cały dzień dziecko jadło, co jakiś czas mu się ulewało, ale to jest normalna rzecz. W wieczór chciałam już położyć się z dzieckiem spać, ale pojawiła się wysypka na całym ciele syna – opowiada pani Klaudia.

Dwumiesięczny Jacob miał coraz większą wysypkę. Za namową cioci oraz po telefonicznej konsultacji z lekarzem pani Klaudii, 22-latka udała się z dzieckiem do człuchowskiego szpitala.

- Od razu zostałyśmy uprzedzone, że to wszystko będzie kosztowało dlatego, że Klaudia nie była w stanie przedstawić dokumentów ubezpieczeniowych, miała paszport brytyjski. Dzieciatko, według pań, było nie z Polski, inne, nie nasze. Dziwnymi słowami to zostało ujęte, zaczęło nam się to nie podobać – relacjonuje Anna Chorzępa, ciocia pani Klaudii.

- Zaaplikowałam o europejską kartę ubezpieczeniową dla dziecka, ale wszystko było procedowane, czekaliśmy, żeby przyszły listem. Niestety, nie zdążyliśmy przed podróżą do Polski. Później karta dotarła do domu w Londynie – opowiada pani Klaudia. 

I dodaje: - W końcu wytłumaczyłam sytuację, że mam brytyjski paszport i na podstawie brytyjskiego paszportu u nas jest ubezpieczenie, to jest tak samo, jak w Polsce PESEL. Pani powiedziała, że nie wie, jak się za to zabrać, ona nie wie, co tu wpisać. Czułam tam jak nie człowiek po prostu, poniżona.
Myślałam, że przyjechałam do szpitala po pomoc, a nie żeby ktoś mnie pognębił, wyzywał, że jestem złą matką.

- Dziecko ma tak zwany numer NHS, przedstawiliśmy go w szpitalu, córka przedstawiła, ale kompletnie nie wiedzieli, co to znaczy – opowiada Dorota Galan, matka pani Klaudii.

Na oddziale pani Klaudia i jej syn spędzili 9 godzin. Za ten pobyt szpital wystawił niemały rachunek, bo na blisko 2,5 tysiąca złotych. Wszystko przez brak karty potwierdzającej ubezpieczenie.

- W końcu przyszła księgowa i pyta, czy chcę zapłacić przelewem, czy gotówką. Wyszło 2362 zł. Ja tam byłam zaledwie 9 godzin, nie wiem, czy skasowali mnie za dobę, za to, że podali igłę, wacik, paracetamol, czy kroplówkę. Mówiłam, że wszystko jest procedowane, że czekam, a oni, że mam odwoływać w Londynie – wspomina pani Klaudia.

- Ojciec dziecka przesyłał nam skany i zdjęcia książeczki zdrowia, myślałyśmy, że może to pomoże, nikt nie chciał na to patrzeć. Zastanawiam się, skąd tak duża kwota, na rachunku wpisany jest kod.
Oczywiście żadna z nas go nie rozgryzła. Myślałam, że na wypisie będzie sprecyzowane, za co jest ta usługa, nie było nic – mówi Anna Chorzępa, ciocia pani Klaudii.

- Kpiły z niej, że jak jest Angielką, to ma z czego zapłacić – relacjonuje Dorota Galan, matka pani Klaudii.

- Czuję się wykorzystana, czuję się pognębiona, wczoraj udałam się tam z mamą, aby donieść kartę ubezpieczenia, ale nie chcieli tych kart – dodaje pani Klaudia. .

Postanowiliśmy zapytać dyrektora szpitala, jakie jest stanowisko placówki w tej sprawie. Na spotkaniu była z nami ciocia pani Klaudii - pani Anna.

Dyrektor Zdzisław Rachubiński: Zakupów w sklepie też pani nie zrobi, chociaż będzie miała pani pieniądze, ale zapomni pani portfela.

- Nie ma takiej możliwości, żeby po kilku dniach dostarczyć taki dowód ubezpieczenia?

- Na ten moment jak otrzymałem informację, że będziemy o tym rozmawiać, nie wiedziałem o deklaracji, że to mogło być dostarczone, pewnie by można było, sprawdzę, porozmawiam.

- Wystarczyło powiedzieć: spokojnie mamy czas, żebyście doniosły dokumenty, myślę że ten problem by się tak nie wyolbrzymił.

- Można podejść do działu rozliczeń i zapytać o możliwość anulowania tego rachunku, bo to jest świeże rozliczenie.

Okazało się, że jednak można dostarczyć kartę ubezpieczeniową w innym terminie. Podczas naszej wizyty w szpitalu rachunek pani Klaudii został anulowany.*

* skrót materiału

Reporter: Angelika Trela

atrela@polsat.com.pl