Wypadek na warszawskich Bielanach. Kierowca BMW: "Nie jem, nie śpię. Przeszedłem załamanie nerwowe"

20 października, około godziny 13:00 na ul. Sokratesa w Warszawie doszło do tragicznego wypadku. Rozpędzone BMW potrąciło przechodzącego przez pasy Adama G. Mężczyzna był na spacerze ze swoją żoną i dzieckiem. Adam G. nie przeżył.

- Kierowca jadąc ulicą, na której jest ograniczenie do 50 km/h i co chwilę są oznaczenia, że są piesi, jechał piekielnie szybko i zabił mojego przyjaciela na pasach, który szedł na spacer ze swoją żoną oraz synkiem. Po prostu widziałem, jak jedzie samochód, który nie zatrzymał się na pasach z olbrzymią prędkością. Nawet się nie zatrzymywał, nie hamował, po prostu z całym impetem uderzył w mojego przyjaciela. Widziałem jak tylko jeszcze zdążył odepchnąć rodzinę – żonę z synem, żeby się im nic nie stało, odkręcił się żeby uciec, ale niestety już nie zdążył - mówi Witold Peszczyński.

- Tego feralnego dnia, pracując na linii cmentarnej C40, przejeżdżałem ul. Sokratesa, to była godzina gdzieś 13:10 i najechałem na wypadek. Zobaczyłem po swojej stronie na jezdni leżącego mężczyznę, zatrzymałem autobus, wyciągnąłem z mojej torby apteczkę pierwszej pomocy. Podbiegłem do leżącego mężczyzny, na początku sprawdziłem jego parametry życiowe, których niestety nie było. W międzyczasie dobiegło do mnie kilka osób i razem już w 3-4 osoby zaczęliśmy reanimację - mówi Michał Krzysztoszek, kierowca autobusu.

Samochód, który potrącił Adama G., jak wynika ze wstępnych ustaleń – musiał jechać sporo ponad 100 km/h. Uderzenie było tak silne, że pieszy nie miał żadnych szans na przeżycie. Adam G. miał 33 lata. Był ojcem i mężem.

Reporter: Pan jest przyjacielem Adama, jak długo znaliście się?
Witold Peszczyński: Około 12 lat. Ja byłem świadkiem u Adama na ślubie, Adam był świadkiem niedawno u mnie na ślubie. Przyjaźniliśmy się bardzo, przez wiele lat też prowadziliśmy wspólnie, biznes, praktycznie się widywaliśmy codziennie. Adam był fantastycznym człowiekiem. Zawsze uśmiechniętym, pogodnym, zawsze był chętny do pomocy każdemu. Z czym by się do niego nie poszło zawsze pomógł. Nie dociera w ogóle to jeszcze do mnie… Czuje wielką pustkę, ale jeszcze nie dociera do mnie, że Adasia nie ma wśród nas.


Sprawcą wypadku był 31-letni Krystian O. – mechanik samochodowy i fascynat motoryzacji. Trzy dni po zdarzeniu mężczyzna przeszedł załamanie nerwowe i jak twierdzi - usiłował popełnić samobójstwo. W tej chwili grozi mu 8 lat więzienia, ale prokuratorzy rozważają możliwość zakwalifikowania tego co zrobił jako zabójstwa. Wtedy Krystian O. resztę życia może spędzić za kratami.

Reporter: Może warto by było jakąś skruchę wyrazić? Przeprosić?
Krystian O.: Na tą chwilę, jak pan chce cokolwiek wpisać, to pan wpisze, że wczoraj była sprawa popełnienia samobójstwa i to może pan wpisać. Jak pan chce, może pan to wpisać. Ja chciałem sobie wczoraj przez tą całą sytuację odebrać własne życie, a wy robicie z tego k… taką podpuchę i takie bzdury wypisujecie. Ja już, że tak powiem, trzeci dzień nie śpię, trzeci dzień nie jem i wizje mam cały czas przed oczami i wszystko widzę. Ja teraz na tą chwilę jestem już na izbie przyjęć w szpitalu i zaraz mnie po prostu będą zabierali. Jeżeli uznają, że jest ze mną tak źle, jak ja czuje, że jest ze mną źle, no to może się to skończyć jeszcze gorzej, niż ja sobie wyobrażam. A wiem, że ja już mam pętle na szyi, ja już to wiem.

Mieszkańcy osiedla, na którym doszło do tragicznego wypadku od wielu lat alarmowali, że w tym miejscu wreszcie stanie się coś złego. Niestety – bezskutecznie. Dzień po śmierci Adama G. wreszcie wyszli na ulicę po to, żeby wyrazić swój sprzeciw.

- Ja już trzy razy uniknęłam śmierci, przy Lidlu, już nie raz było, że żebym nie zwiała, to już bym piach dawno gryzła. - mówi Irena Zając, mieszkanka ul. Sokratesa.

- Pierwsze jakieś pisma, interwencje, prosili od 2014 roku, żeby tutaj coś po prostu zrobić z tą drogą. Zawsze była decyzja odmowna, że nie widzą przesłanek, żeby cokolwiek zrobić - mówi Witold Peszczyński.

Oglądaj inne reportaże tego reportera

XXXX XXXXXXX XXXXXX XX XXX XXX XXXX XXXX XXXXX

 

XXX XXXX X XXXXXXX XXXXXXXX XXXXXXX X XXXXX

 

XXXX XXXXXXX XXXXXX XX XXX XXX XXXX XXXX XXXXX

 

XXX XXXX X XXXXXXX XXXXXXXX XXXXXXX X XXXXX

 

XXXX XXXXXXX XXXXXX XX XXX XXX XXXX XXXX XXXXX

 

XXX XXXX X XXXXXXX XXXXXXXX XXXXXXX X XXXXX

 

XXXX XXXXXXX XXXXXX XX XXX XXX XXXX XXXX XXXXX

 

XXX XXXX X XXXXXXX XXXXXXXX XXXXXXX X XXXXX