Przełom po latach. Odnaleziono szczątki zamordowanej Joanny Gibner

Na ten dzień matka uduszonej Joanny Gibner czekała od wielu lat. Szczątki jej córki zostały odnalezione na dnie Jeziora Dywity. Ukrył tam je mąż kobiety. Mimo wielu poszukiwań, nie udało się ich odnaleźć. Aż do 26 maja. Szczątki odkrył Marcel Korkuś, dwukrotny rekordzista świata w nurkowaniu wysokogórskim. Ten sam, który kilka tygodni temu odnalazł w rzece Kwisie ciało 3,5-letniego Kacperka.

Joanna Gibner miała 23 lata. Mieszkała w Olsztynie razem ze swoim mężem 21-letnim Markiem W. Młodzi poznali się w maju 1996 roku. Po trzech miesiącach znajomości postanowili się pobrać.

- Mało oglądam te ślubne zdjęcia, bo uważam ten ślub za pogrzeb. Problemy pojawiły się już w noc w poranek poślubny. Był pijany i bił, chciał Asię udusić – wspominała Danuta Januszewska, matka Joanny w jednym z naszych wcześniejszych reportaży.

Zabójca już nie żyje. Ciała 23-latki nigdy nie odnaleziono

Jest 13 września 1996 roku. Pani Joanna po raz kolejny kłóci się z mężem. Około godziny piętnastej, rzekomo wzburzona miała wyjść z domu. Tak twierdzi Marek W. Nie ma jednak żadnego świadka, który może cokolwiek potwierdzić.

- Policji nie udało się znaleźć żadnych takich twardych dowodów na to, że mamy do czynienia z zabójstwem i kto jest ewentualnym sprawcą – tłumaczył Olgierd Dąbrowski-Żegalski z Sądu Okręgowego w Olsztynie.

Zaginięcie pani Joanny pozostawało tajemnicą przez 7 lat. W tym czasie Marek W. związał się z kolejną kobietą. We wrześniu 2003 roku jego nowa konkubina niespodziewanie zgłosiła się na policję i postanowiła przerwać zmowę milczenia. Stwierdziła, że podczas kłótni zagroził, że zrobi jej to samo, co zrobił ze swoją żoną. Marek W. przyznał się śledczym do zbrodni i ze szczegółami opisał, co zrobił z żoną.

- Zacisnąłem ręce na szyi. Trochę się broniła, tak głową chyba kręciła, wierzgała – mówił podczas wizji lokalnej.

Następnie umieścił jej ciało w wersalce. Przez kilka dni leżało ono w garażu. Później W. zdał sobie sprawę, że musi je ukryć poza domem.

- Zwłoki spakował do torby, ponieważ nogi się nie mieściły, więc połamał je i położył na klatce piersiowej – opowiadała Danuta Januszewska, matka Joanny.

Porzuceni przez miasto. Za kilka dni trafią na ulicę

- Zwłoki miały być poćwiartowane, następnie obciążone złomem albo gruzem, wrzucone do worków, a następnie wrzucone do jeziora – dodał Olgierd Dąbrowski-Żegalski z Sądu Okręgowego w Olsztynie.

Marek W. przekazał, że wypłynął na Jezioro Dywickie pontonem i tam wyrzucił szczątki żony.

- Następnie brat mnie ściągnął po lince, spuściliśmy powietrze z pontonu i do bagażnika zapakowaliśmy i pojechaliśmy sobie na piwo – opowiadał funkcjonariuszom.

Jezioro Dywickie zostało dwukrotnie przeszukane przez płetwonurków z Marynarki Wojennej. Kilkadziesiąt osób usiłowało odnaleźć zwłoki Joanny. Bez skutku. Mimo to Marka W. skazano za zabójstwo na 15 lat więzienia. Był to pierwszy poszlakowy proces w historii Polski.

Po odbyciu kary, we wrześniu 2018 roku Marek W. wyszedł na wolność. Pół roku później niespodziewanie zmarł. Tajemnicę o miejscu ukrycia Joanny zabrał ze sobą do grobu. Matka dziewczyny przez prawie ćwierć wieku nie mogła więc godnie pochować córki.

W czerwcu ubiegłego roku odnalezienia zwłok Joanny podjął się Janusz Szostak – znany dziennikarz śledczy i prezes Fundacji Na Tropie. Grupa płetwonurków przez tydzień przeszukiwała wówczas dno jeziora. Bez skutku. Zagadka po raz kolejny pozostała niewyjaśniona.

- Mimo to wiedzieliśmy, że i tak tutaj wrócimy… i w tym czasie skontaktował się z nami Marcel Korkuś – mówi Janusz Szostak z Fundacji Na Tropie.

Kobieta z USA twierdzi, że jest Moniką z Legnicy. Zaginęła 26 lat temu

- Po prostu, jestem taką osobą, której ciężko chyba usiedzieć w domu, na miejscu i po prostu lubię coś robić, wtedy czuję, że żyję – przyznaje Marcel Korkuś.

26 maja tego roku, w Dzień Matki, wolontariusze Fundacji ponownie pojawili się nad Jeziorem Dywickim. Tym razem towarzyszył im Marcel Korkuś – dwukrotny rekordzista świata w nurkowaniu wysokogórskim. Ten sam, który kilka tygodni temu odnalazł w Kwisie ciało 3,5-letniego Kacperka.

- Marcel uznał, że będzie szukał za pomocą magnesów. Wiadomo było, że w tej torbie znajdują się części samochodowe, części metalowe i inne, różnego rodzaju obciążenia – relacjonuje Janusz Szostak.

Szkodliwe substancje przenikały do domu 

- Magnes zaczepił nam o jakiś podwodny obiekt i ujrzałem pod wodą po prostu torbę. Tam akurat znajdowały się gałęzie drzew wchodzące do wody oraz różnego rodzaju gałęzie pod wodą, rośliny... – opowiadał Marcel Korkuś.

- Dziękuję! Dziękuję, że pan mi oddał Asię na Dzień Matki – uściskała płetwonurka matka Joanny.

Następnego dnia pod nadzorem prokuratora szczątki wydobyto na powierzchnię. Z Dywit przewieziono je do laboratorium kryminalistycznego. Wkrótce przeprowadzone zostaną badania DNA.

- Torebka pasuje, okulary Asi są… Wszystko się zachowało w takiej całości, jakby Asia nie dała… nie wiem, chciała powrócić – powiedziała Danuta Januszewska, która wreszcie będzie mogła pochować córkę w rodzinnym grobie.

"Próbowałam go odepchnąć, ale uderzył mnie w twarz". 16-latka mówi o gwałcie

- Leży pochowany tam Asi ojciec. Tata, za którym bardzo tęskniła. Spocznie tutaj, bo tu jest dla niej miejsce – dodała.                                        

- Mam nadzieję, że jeszcze wiele takich spraw uda mi się wyjaśnić i pomóc innym ludziom, a ci  którzy gdzieś tam się przyczynili do czegoś złego, poniosą karę – stwierdził  płetwonurek Marcel Korkuś.

Janusz Szostak z Fundacji Na Tropie szuka również ciała Iwony Wieczorek. - Jestem pewien, że to się uda – mówi.

Oglądaj inne reportaże tego reportera

XXXX XXXXXXX XXXXXX XX XXX XXX XXXX XXXX XXXXX

 

XXX XXXX X XXXXXXX XXXXXXXX XXXXXXX X XXXXX

 

XXXX XXXXXXX XXXXXX XX XXX XXX XXXX XXXX XXXXX

 

XXX XXXX X XXXXXXX XXXXXXXX XXXXXXX X XXXXX

 

XXXX XXXXXXX XXXXXX XX XXX XXX XXXX XXXX XXXXX

 

XXX XXXX X XXXXXXX XXXXXXXX XXXXXXX X XXXXX

 

XXXX XXXXXXX XXXXXX XX XXX XXX XXXX XXXX XXXXX

 

XXX XXXX X XXXXXXX XXXXXXXX XXXXXXX X XXXXX