Córka nie wiedziała, co podpisuje. Teraz musi spłacać kredyty

Matka i ojczym wykorzystali niepełnosprawność umysłową córki Karoliny i zaciągnęli na nią kredyty. Matka zmarła, a ojczym pije i wyrzucił pasierbicę z mieszkania. Co więcej, zabrał jej dowód osobisty, by pobierać jej rentę. Teraz babcia z dziadkiem dziewczyny ponoszą tego konsekwencje.

24-letnia Karolina jest ukochaną i jedyną wnuczką państwa Radlińskich z Namysłowa w województwie opolskim. W dzieciństwie można było już zauważyć, że dziewczynka mentalnie rożni się od rówieśników. Z czasem lekarze postawili diagnozę.

- Mam schizofrenię paranoidalną. To jest takie coś, że wpadam w paranoje i w schizy, przeklinam. Mam rożne takie urojenia w stosunku do ludzi - mówi 24-latka.

- Atakuje, wyzywa mnie, bije. Ostatnio mi dużo włosów wyrwała z głowy i pobiła mnie - mówi pani Irena, babcia dziewczyny.

Reporter: Babcia mówi, że była pobita niejednokrotnie.

Pan Kazimierz, dziadek: Tak, to prawda.

Reporter: Pan musi rozdzielać?  Czy Karolina odchodzi sama?

Dziadek: Czasami muszę rozdzielać. Ona się uspokoi, przyjdzie i przeprosi. No i tak to trwa.

Jeszcze dwa lata temu pani Karolina mieszkała ze swoją mamą i jej drugim mężem. Biologiczny ojciec nigdy córką się nie interesował. Niestety matka pani Karoliny nagle zmarła, a ojczym wyrzucił ją z domu. 

- Kupiliśmy to mieszkanie niby dla siebie, ale przekazaliśmy aktem darowizny córce Agnieszce. A ona w 2015 roku przekazała to mieszkanie własnej córce, Karolinie - mówi pan Kazimierz.

Reporter: Pani po mamie odziedziczyła mieszkanie.

Karolina: Tak, odziedziczyłam mieszkanie, ale wujek Zbyszek niszczy to mieszkanie. Mnie wygonił z domu, zabrał mi klucze.

- Wszystko sprzedał, wszystko. Nawet umywalkę. Nie ma nic w domu - mówi pani Irena.

- On na dodatek jeszcze nie płaci za to mieszkanie, więc spada to wszystko na niepełnosprawna wnuczkę - dodaje dziadek 24-latki.

Reporter: Ciemno ma pan. Nie ma światła, odcięte?

Ojczym pani Karoliny: Niestety...

Reporter: To mieszkanie jest Karoliny, czyli pana pasierbicy.

Ojczym pani Karoliny: Nie, stoi na mnie.

Reporter: Nie, nie stoi na pana. Dlaczego teraz nie ma prądu, nie ma nic w mieszkaniu? Posprzedawał pan to?

Ojczym pani Karoliny: Bo się załamałem po żony śmierci. Nie mogę tego zapomnieć. 

Reporter: I troszkę alkohol pomaga ukoić ten ból, prawda?

Ojczym pani Karoliny: No, szczerze - tak.

- Pracą się on nie zhańbił, nie pracował nigdzie, pił, lał ją. Po prostu bił ją, to fakt. Myśmy go znali, nasza opinia była już o nim ukształtowana. Myśmy wiedzieli, że nic z tego dobrego nie będzie - mówi pan Kazimierz.

To, że ojczym zdewastował mieszkanie, nie jest największym problemem. Na jaw wyszedł bardziej szokujący fakt. Okazało się, że na panią Karolinę zostały zaciągnięte kredyty. 

- Mama jak jeszcze żyła, to z wujkiem Zbyszkiem ciągali mnie po tych bankach. Mama zawsze mówiła do mnie: Karola, podpisz. Ja mamie uwierzyłam, myślałam, że ona chce dla mnie dobrze - mówi pani Karolina.

Babcia: Pojechałam z dzieckiem, żeby oddał nam dowód.

Reporter: Zabrał Karolinie dowód?

Babcia: Tak. Wyrabialiśmy drugi, bo on zabrał dowód i pobierał jej rentę.

- Przecież ona ma bardzo wysoki stopień niepełnosprawności. Ja się dziwię, że urzędniczka dała kredyt... To nie jest do zrobienia w ciągu dwóch minut. Kredyt to jest załatwianie, to są papierki składane. Ona by tego w życiu nie wypełniła - mówi dziadek 24-latki.

- Tym bardziej jest dziwne w całej tej sytuacji, że osoba zaciągająca kredyt miała tylko rentę. No i powinien przedstawiciel banku zastanowić się, z jakiego jest tytułu ta renta, czy ta osoba właśnie nie jest chora i czy dlatego właśnie ta renta jest wypłacana - twierdzi adwokat Bartosz Graś.

Reporter: Wzięliście na Karolinę kredyty z żoną Agnieszką, matką Karoliny, prawda?

Ojczym pani Karoliny: Tak, ale tylko 20 tysięcy.

Reporter: Karolina miała pojęcie? Przecież ona nie zna się na pieniądzach.

Ojczym pani Karoliny: Nie.

- Nie wiemy, jak duży jest ten kredyt, nie mamy umowy. Pojechaliśmy do Wrocławia. Pani powiedziała, że nam nie powie, pomimo tego, że Karolinka była z nami. Kredyt jest sprzedany - mówi babcia 24-latki.

Dziadkowie do tej pory nie wiedzą, jaka jest kwota do spłacania. Bank poinformował, że teraz już firma windykacyjna zajmuje się odzyskaniem długu.

- Dziadkowie powinni postarać się o ubezwłasnowolnienie tej pani i wystąpić w roli opiekunów. Wtedy nie będzie najmniejszego problemu z uzyskaniem wszelkich informacji - twierdzi adwokat Bartosz Graś.

- Trzeba będzie sobie od ust odjąć i będzie trzeba spłacać. Kochamy tego dzieciaka nad życie. Co mamy zrobić innego? - pyta dziadek pani Karoliny.

Oglądaj inne reportaże tego reportera

XXXX XXXXXXX XXXXXX XX XXX XXX XXXX XXXX XXXXX

 

XXX XXXX X XXXXXXX XXXXXXXX XXXXXXX X XXXXX

 

XXXX XXXXXXX XXXXXX XX XXX XXX XXXX XXXX XXXXX

 

XXX XXXX X XXXXXXX XXXXXXXX XXXXXXX X XXXXX

 

XXXX XXXXXXX XXXXXX XX XXX XXX XXXX XXXX XXXXX

 

XXX XXXX X XXXXXXX XXXXXXXX XXXXXXX X XXXXX

 

XXXX XXXXXXX XXXXXX XX XXX XXX XXXX XXXX XXXXX

 

XXX XXXX X XXXXXXX XXXXXXXX XXXXXXX X XXXXX