Wielka woda zabrała im wszystko. Co się zmieniło?
Powodzianie z Kłodzka, Lądku-Zdroju czy Stronia Śląskiego powoli wracają do normalnego funkcjonowania. W niektórych przypadkach pomogła Interwencja. Tegoroczne święta i sylwester powodzian były zupełnie inne. W większości mają już odbudowane domy, firmy, pensjonaty lub swoje przedsiębiorstwa. Niestety są też tacy, którzy dalej borykają się z odbudową.
Odwiedzamy osoby poszkodowane przez zeszłoroczną powódź na Dolnym Śląsku. Pani Marzenie kataklizm doszczętnie zniszczył mieszkanie w Stroniu Śląskim i miejsce pracy: Atelier fotograficzne w Lądku-Zdroju. Lokal, w którym przed powodzią działał zakład, należy do gminy i trwa tam remont. Kobieta tymczasowo przeniosła go w inne miejsce.
- Przygotowuję się do przeprowadzki, myślę, że mieszkanie będzie wkrótce gotowe. Moje studio też remontuje się. To, o czym myślę, to wejść w miejsce, które będzie suche i nie będę ponosić gigantycznych kosztów osuszania – mówi Marzena Zawal.
Życie po kataklizmie. Powodzianie odbudowują region
Pani Maria i jej siostra Anna kilka lat temu przeniosły się ze Szczecina i prowadzą rodzinny pensjonat w zabytkowej willi w Lądku-Zdroju. Powódź we wrześniu 2024 roku zniszczyła praktycznie wszystko. Dziś obiekt jest już wyremontowany.
- Na wszystkich frontach trwają prace remontowe, są na finiszu, udało nam się odbudować pokoje, zagospodarować teren. Nie jest tak, jak było, ale wygląda przyzwoicie – przyznaje Maria Łukaszewska.
- Jak ten remont wyszedł z poziomu instalacji, to ja się śmieję w rozmowach z ludźmi, że jak nastolatka zaczynam się zakochiwać w tym projekcie. Po tych krzywdach, które nas dotknęły, po tym kataklizmie. Być może trzeba mieć dystans i tonować emocje, ale się nie da, gdy widać, jak to jest piękne i powstaje na nowo – dodaje Anna Staciwa.
ZOBACZ: Były pięściarz został bez wsparcia. Reportaż zmienił wszystko
Wieczerza wigilijna odbyła się w pensjonacie. I ta rodzinna, i ta zorganizowana dla pracowników. Wszyscy w remont budynku włożyli nie tylko dużo energii, ale i serca.
- Była tradycyjna Wigilia z pracownikami: karp, barszcz, sałatki, prezenty, Mikołaj, bo wszyscy byli grzeczni. Życzyliśmy sobie, żebyśmy się spotkali za rok w tym samym składzie i wszystko zaczęło się normować. Wielkie podziękowania dla państwa, z państwa pomocą udało się uzyskać godziwe odszkodowanie i też państwo polskie stanęło na wysokości zadania i otrzymaliśmy pomoc. Interwencja pomogła niesamowicie, odbył się program i ubezpieczyciel, który pominął lwią część szkód, właściwie następnego dnia zadzwonił, że „podobno czegoś nie zauważyliśmy” - opowiada Maria Łukaszewska.
Pan Mateusz w Stroniu Śląskim prowadzi pokoje gościnne oraz pizzerię. Budynek znajduje się przy samej rzece. Remont zakończył tuż przed powodzią: 9 września. 15 września woda wszystko zniszczyła.
- My nie byliśmy w stanie na to patrzeć, bo wszystko co zrobiliśmy, co wyremontowaliśmy, pomalowaliśmy, zostało zniszczone. Musiało przyjechać 300 wywrotek ziemi i gruzu, żeby nasypać to, co zabrała woda – wspomina Mateusz Chmurzyński.
Zniszczenia w rejonie były ogromne. Pomoc przyszła z całej Polski od ludzi dobrej woli. Teraz wszyscy czekają na turystów.
"Na początku były problemy z odszkodowaniem"
Pod koniec października w Stroniu Śląskim otwarto osiedle. Zamieszkali tam ci, których budynki mieszkalne zniszczyła woda lub trzeba było je po powodzi zburzyć. Po solidnej kamienicy pana Erwina, która stała w centrum Stronia, nie ma śladu.
Reporter: Pan mieszkał w zabytkowej kamienicy w centrum miasta.
Erwin Stasiak: Tak. Na początku były problemy z odszkodowaniem.
Reporter: Interweniowaliśmy w waszej sprawie.
Erwin Stasiak: Tak. Jak jest telewizja, to ludzie też inaczej podchodzą.
Reporter: Mówi pan o urzędnikach?
Erwin Stasiak: Tak.
ZOBACZ: Odprowadziła dzieci i zaginęła. Tropem pani Beaty
- Dzięki wsparciu przedsiębiorców z Polski i z zagranicy udało nam się wybudować domki dla powodzian. Gmina przekazała grunt w miejscu bezpiecznym, oddalonym od rzeki. Wybudowano 14 bliźniaczych budynków, 28 bliźniaczych mieszkań, 70 metrów z wyposażeniem. Budynki zostaną przekazane za przysłowiową złotówkę, oni wykupią grunt i rozliczą dotację, którą otrzymali od państwa – informuje Dariusz Chromiec, burmistrz Stronia Śląskiego.
- Domek się składa z salonu z kuchnią i dwóch pokoi. I zostaje poddasze do użytku własnego. Tam, gdzie mieliśmy mieszkanie, mieliśmy 56 metrów. Tu jest o 14 metrów więcej. Mamy swój kąt, wiemy, co nas czeka. W zeszłym roku to była jedna wielka niewiadoma. Jestem sam z synem, muszę dbać o niego, a potem o siebie – dodaje Erwin Stasiak.
Niestety nie wszystkim udało się odbudować po kataklizmie. U pana Janusza w Kłodzku byliśmy w styczniu. Do tego czasu wyremontowano tylko piętro. Problem jest z firmą ubezpieczeniową, która komplikuje wypłatę odszkodowania. Mimo wszystko mężczyzna parzy optymistycznie na 2026 rok.
- Firmy ubezpieczeniowe mają ograniczony kontakt z osobami ubezpieczeniowymi. Kontakt polega na tym, że odpowiedź jest raz w miesiącu na maila, co powoduje opóźnianie spraw i wypłat. Mam nadzieję, że na sezon majowy obiekt ruszy – podsumowuje Janusz Wawryka.