Budowlaniec bierze pieniądze i znika. Poszkodowanych przybywa
Miał budować domy, garaże i robić remonty, ale jego klienci mówią, że po pobraniu zaliczek porzucał prace i przestawał odbierać telefony. Poszkodowani z okolic Kołobrzegu, Koszalina czy Szczecina mówią o dziesiątkach tysięcy złotych strat i źle wykonanych pracach, które trzeba było zaczynać od nowa. Śledczy zajęli się sprawą dopiero po naszej interwencji, wcześniej ją umorzono.
Ostrzegamy przed Łukaszem K., pseudobudowlańcem z Zachodniego Pomorza. Mężczyzna pobiera zaliczki, rozpoczyna budowę lub remont i znika. Dotkliwie przekonała się o tym pani Elżbieta z Kołobrzegu, która w marcu 2024 roku podpisała z mężczyzną umowę na budowę domu.
- Miał postawić dom w stanie surowym o powierzchni 67 merów. Z dachem, oknami, elewacją. Zrobił płytę fundamentową, postawił ścianę, obił płytami i tak zostało. Oszukał mnie na 202 tysiące zł, działał tu latem. Teraz jeżdżę i go szukam – opowiada Elżbieta Jętkowska.
Oprócz budowy domu mężczyzna powinien zrobić ogrodzenie i położyć kostkę brukową na podwórku. Jednak Łukasz K. nagle zszedł z placu budowy i zapadł się pod ziemię. Przestał odbierać telefony. Kobieta pieniędzy nie odzyskała. Aby dokończyć budowę, musiała wynająć inną firmę.
- Projekt żył swoim życiem, a realizacja swoim życiem. Budynek był kompletnie niezgodny z planami, odbiegał wymiarami. Cała konstrukcja posiadała bardzo dużo wad. Ściany nie zachodziły na siebie, wystawały poza obrys fundamentów. Kiedy moja ekipa oparła się o pierwszą ścianę, to ta ściana nam się przewróciła. Postanowiliśmy rozebrać budynek ze względów bezpieczeństwa – tłumaczy Szymon Kłysz, prezes firmy budowlanej, która teraz buduje dom.
- To było poprawiane od podstaw, płyta fundamentowa była za mała o dziesięć centymetrów, belki konstrukcyjne były na gwoździkach. Połowę działki ogrodził, kostki brukowej nie położył – dodaje pani Elżbieta.
ZOBACZ: Przerażający smród niszczy restauratorów. „Atak konkurencji”
Kobieta zawiadomiła Prokuraturę Rejonową w Kołobrzegu o oszustwie, ale tamtejsi śledczy nie dopatrzyli się przestępstwa. I umorzyli postępowanie, stwierdzając, że to jest sprawa cywilna o zwrot pieniędzy. Nie przesłuchali nawet Łukasza K. O tej skandalicznej decyzji powiadamiamy Prokuraturę Okręgową w Koszalinie. Później rozmawiamy przed kamerą z jej przedstawicielką Ewa Dziadczyk.
Ewa Dziadczyk: Po analizie akt postepowania przez prokuratora nadrzędnego uznano, że decyzja o umorzeniu postępowania jest przedwczesna, a materiał wymaga uzupełnienia, analizy.
Reporter: Po naszym telefonie.
Ewa Dziadczyk: Po państwa telefonie wiemy, że jest taka sprawa. W toku postepowania przesłuchanko pracowników, którzy na palcu budowy pani Elżbiety pracowali i oni zeznali, że nie zostało im zapłacone. Dodatkowo pokrzywdzona ustaliła innego mężczyznę, który u Łukasza K. zamówił wiatę. Wpłacił zaliczkę, a wiata nie została wybudowana. Został on już przesłuchany
ZOBACZ: Odcięty prąd i spór o ogrzewanie. Dramat matki z sześciorgiem dzieci
Mężczyzna działa w ten sam sposób. Odpowiada na ogłoszenia osób, które w intrenecie szukają fachowców. Pani Anna z Koszalina zamieściła wpis, że potrzebuje dekarza, który na dachu położy papę i zamontuje na budynku rynny.
- Zgłosił się jako chętny do tej pracy. Przyjechał, szybka konsultacja, spisaliśmy umowę, dałam 2900 zł zaliczki. Gdy wykonał pracę, na drugi dzień przekazałam mu 2500 zł i zniknął. Gdy przyszedł wietrzny dzień, okazało się, że cała blacha falowała, nic nie było przykręcone. Panowie, którzy robili ocieplenie, weszli na górę i też katastrofa. To, co osadził, było zrobione źle, wlewało się za styropian – mówi pani Anna.
Kobieta próbowała odzyskać swoje pieniądze.
- Cały czas dzwoniliśmy. Mówił, że jest w szpitalu, chory na serce, że jest w Berlinie... W końcu mu napisałam, żeby mi przyjechał i oddał zaliczkę. Odpowiedział, że przyjedzie wieczorem, później, że nie dojedzie. Numer konta mu wysłałam, ale pieniędzy nie oddał – relacjonuje.
- Mamy do czynienia klasycznym oszustwem, wyłudzeniem. Rzekomy fachowiec ze swojego procederu ustanowił stałe źródło dochodu, to jest dodatkowy element czynów karalnych, które zasługują na szczególne potępienie – komentuje prawnik Aleksander Bolko.
ZOBACZ: Rodzinna masakra w Ustce. Major SOP zaatakował najbliższych
Mężczyzna działa nie tylko w zachodniej Polsce, ale także na terenie Niemiec. Pani Irena zleciła mu dobudowanie piętra w starym domku letniskowym nad morzem. Zrobił to bez planów, pozwoleń i uciekł.
- Straciłam 40 tysięcy złotych. U mnie wyszło, że nie mógł dokończyć, bo sąsiedzi się nie zgadzali, gdyż nie zostały zachowane trzy metry od granicy działki. On powinien to wiedzieć, a zrobił, jak zrobił. Teraz mam kogoś nowego i będą mi to obniżać. To jest do rozbiórki. Partacz, brudas, syfiarz, zgnoił tam wszystko. Rzeczy poginęły. Jak tam mieszkał, to nie sprzątał. Zrobił dach, lała się woda do środka – mówi pani Irena.
- Ten sposób działania, wielość sytuacji przestępczych pokazuje, że ten człowiek uczynił sobie z tego procederu stałe źródło dochodu. To jest celowe działanie i to pokazuje, że od samego początku ten pseudobudowlaniec chce oszukiwać osoby zlecające roboty - dodaje prawnik Aleksander Bolko.
ZOBACZ: Zamiast odrestaurowanych klasyków, długi i wraki
Pani Ewa we wrześniu zleciła Łukaszowi K. budowę dwupostojowego garażu z zapleczem gospodarczym oraz z elewacją. Najpierw dostał 30 tysięcy zaliczki i rozpoczął pracę. Po kilku dniach poprosił o dodatkowe pieniądze. Kiedy je dostał – zniknął.
- W sumie 65 tysięcy od nas dostał. Całość prac miała kosztować 90 tysięcy. Wieczne jakieś nieszczęścia miał: dziadek mu zmarł, a to syn nogę złamał, a to samochód się zepsuł, silnik musi robić. Powiedział, że jak zrobi samochód, to się pokaże. I się nie pokazał – wspomina Ewa Cierzniak.
ZOBACZ: Kotłownia się sypie, a mróz z natarciu. Mają 12 stopni w mieszkaniach!
Dzwoniliśmy kilkukrotnie na dwa numery mężczyzny. Nie odebrał. Pojechaliśmy więc pod kołobrzeski adres, który Łukasz K. podawał w umowach. Drzwi otworzyła nam kobieta i stwierdziła, że w mieszkaniu przebywa przypadkowo.
Ustalaliśmy adres zameldowania mężczyzny. To jego rodzinny dom pod Świdwinem. Nikt nam tam drzwi nie otworzył. Sąsiedzi informują, że Łukasz K. najczęściej mieszka tam, gdzie coś aktualnie buduje lub remontuje.