Sąd orzekł eksmisję, ale ciotka zostaje. Właścicielka bezradna

Pani Aleksandra od ponad dwóch lat próbuje odzyskać mieszkanie, które odziedziczyła po dziadkach. Choć sąd orzekł eksmisję ciotki zajmującej lokal, kobieta wciąż nie może wejść do środka, sprzedać nieruchomości ani normalnie z niej korzystać. 30‑latka musi płacić za mieszkanie, do którego nie ma nawet kluczy.

Jak ciężkie są relacje z rodziną, wie doskonale 30-letnia pani Aleksandra ze Świnoujścia. Kobieta od ponad dwóch lat nie może sprzedać mieszkania w centrum miasta, bo lokal bezumownie zajmuje jej 62-letnia ciotka.

- Zmarli moi dziadkowie, z którymi wychowywałam się od dziecka. Oboje przepisali na mnie swój spadek – mówi Aleksandra Cedro.

ZOBACZ: Dzieci czekały na Mikołaja. Paczki nigdy nie dotarły

Dziadkowie zapisali mieszkanie w spadku w 2018 roku. Wiosną 2023 roku zmarł dziadek, wówczas do lokalu wprowadziła się ciotka, która przez całe dorosłe życie mieszkała w innym miejscu. Jesienią tego samego roku zmarła babcia. Jednak ciotka nie wyprowadziła się do dziś. 

- To niesprawiedliwe, że Aleksandra, mimo że dostała spadek, nie może z niego korzystać. Lokal zajmuje ciocia, ale to ona musi za wszystko płacić – komentuje pan Tomasz, przyjaciel pani Aleksandry.

- Babcia zmarła i przestały nam się układać relacje z ciocią. Ja odczułam totalny brak szacunku, zostałam wyrzucona z domu przez ciocię. Moja ciocia mentalnie jest właścicielem mieszkania, to ona mnie wpuszcza, zaprasza do niego. Ja nie mam kluczy – wskazuje Aleksandra Cedro.

Pani Aleksandra sądownie potwierdziła prawa do spadku. Ale musiała spłacić długi, które zaciągnęła jej ciotka.

- Po stwierdzeniu nabycia spadku poszłam do banku, bo wiedziałam, że babcia posiadała konto. Dowiedziałam się o długu 4800 zł. Poprosiłam o wyciągi z karty, widniały tam operacje już po śmierci babci – mówi Aleksandra Cedro.

- Konto zostało zablokowane, to była kropla, która przelała czarę goryczy – mówi Przemysław Augustynek.

ZOBACZ: Z dachu nad głową niewiele zostało. Małżeństwo walczy o byt

Znajomy pani Aleksandry wspomina również o walce o odzyskanie mieszkania:  - Jak zmarła babcia, Ola dwa razy tam przyjechała. Pewnego wieczoru pokłóciły się i pani Katarzyna wyrzuciła Olę w środku nocy, w grudniu z mieszkania. Były rożnego rodzaju propozycje, np. że pani Katarzyna nieodpłatnie zajmie jeden pokój, a Ola będzie miała z reszty jakiś zysk. Jednak pani Katarzyna chce mieć trzy pokoje.

Pani Aleksandra nie ma nawet kluczy do mieszkania. Ma obawy, że jej ciotka może wyprzedawać z niego rodzinne pamiątki i cenne rzeczy.

Razem z panią Aleksandrą udajemy się do spółdzielni mieszkaniowej. Okazuje się, że ciotka przestała nawet płacić czynsz, ostatnia wpłata miała miejsce w październiku.

Ciotka żąda wypłaty zachowku w kwocie około 100 tysięcy złotych. Pani Aleksandra chce to zrobić, ale nie ma żadnych oszczędności. Jedynym majątkiem jest odziedziczone mieszkanie. Aby wypłacić pieniądze, musi wcześniej sprzedać lokal.

- Mieszkanie z lokatorem można sprzedać, ale za połowę wartości. Gdyby więc nasza klientka sprzedała z lokatorem i miała zachowek, to obawiam się, że nic by jej nie zostało – komentuje Małgorzata Marczulewska, właścicielka biura detektywistycznego.

- Z tego, co wiem, ciocia ma długi, to w sądzie wyszło – uważa Aleksandra Cedro.

ZOBACZ: Kotłownia się sypie, a mróz z natarciu. Mają 12 stopni w mieszkaniach!

Sprawa o mieszkanie trafiła do sądu w Świnoujściu. Ciotka pani Aleksandry argumentowała, że jest osobą schorowaną i nie może pracować. Co innego udowodnili detektywi, których o pomoc poprosiła 30-latka.

- Był to etap pozwu, w którym ciotka wskazywała, że nie może pójść do pracy, ponieważ nie pozwala jej na to stan zdrowia, że utrzymuje się z niewielkiej emerytury, nie ma gdzie się wyprowadzić. Okazało się, że ciocia jednak chodzi do pracy i to ciężkiej, bo w gastronomii. Dojeżdżała do niej godzinę w jedną stronę i godzinę w drugą – opowiada Małgorzata Marczulewska, właścicielka biura detektywistycznego.

- Ciotka podczas postępowania argumentowała, że orzeczenie o eksmisji będzie sprzeczne z zasadami współżycia społecznego. Sąd orzekł jednak o eksmisji, stwierdził, że jednym właścicielem mieszkania pozostaje pani Aleksandra. Sąd orzekł jednocześnie o przyznaniu lokalu socjalnego dla pani Katarzyny. Wziął pod uwagę, że jest emerytką, ma niskie dochody, dochody są ograniczone na skutek zajęć komorniczych z emerytury - informuje Konrad Kujawa z Sądu Okręgowego w Szczecinie.

Próbujemy porozmawiać z ciotką pani Aleksandry:

- Dlaczego pani mieszka w mieszkaniu, które należy do pani Oli i czemu pani nie płaci za czynsz? Byliśmy w spółdzielni, od października pani nie płaci.

- No mam eksmisję od 13 listopada.

- Dlaczego mieszka pani w mieszaniu, które nie należy do pani?

- Stosuję się do wyroku sądu, wyprowadzę się, jak podpiszę umowę z miastem.

- Czy wpuści pani do środka właścicielkę?

- Jak najbardziej. Wchodź, Olu. Zapraszam cię serdecznie.

- Pani Olu, możemy wejść?

- Tak.

- Nie. (Ciotka wypycha panią Olę i zamyka drzwi).

ZOBACZ: Parkowali przed blokiem za darmo przez 20 lat. Teraz muszą płacić

- Niestety do momentu przekazania lokalu socjalnego przez gminę pani Aleksandra musi znosić, że ciotka zamieszkuje jej lokal. Ona  absolutnie wykorzystuje sytuację, można powiedzieć, że sąd „pomógł” tej pani, bo przyznał jej lokal socjalny. Na lokal czeka się w zależności od gminy od roku do pięciu lat – tłumaczy prawnik Aleksander Bolko.

 

Oglądaj inne reportaże tego reportera

XXXX XXXXXXX XXXXXX XX XXX XXX XXXX XXXX XXXXX

 

XXX XXXX X XXXXXXX XXXXXXXX XXXXXXX X XXXXX

 

XXXX XXXXXXX XXXXXX XX XXX XXX XXXX XXXX XXXXX

 

XXX XXXX X XXXXXXX XXXXXXXX XXXXXXX X XXXXX

 

XXXX XXXXXXX XXXXXX XX XXX XXX XXXX XXXX XXXXX

 

XXX XXXX X XXXXXXX XXXXXXXX XXXXXXX X XXXXX

 

XXXX XXXXXXX XXXXXX XX XXX XXX XXXX XXXX XXXXX

 

XXX XXXX X XXXXXXX XXXXXXXX XXXXXXX X XXXXX