Karetka nie mogła dojechać do umierającej. Rodzina wskazuje winnych
Na początku roku w jednym z domów w miejscowości Przystawy koło Darłowa zasłabła 79-latka. Rodzina kobiety wezwała służby ratunkowe. Jednak z powodu zaśnieżonej i oblodzonej drogi, z dotarciem na miejsce mieli problemy zarówno ratownicy medyczni, jak i strażacy. Gdy pomoc w końcu nadeszła, życia seniorki nie udało się uratować. Rodzina zmarłej obwinia o całą sytuację starostwo, które ich zdaniem zaniedbało stan dróg. Czy rzeczywiście miało to wpływ na ratunek? To rozstrzygnie sąd.
10 stycznia mieszkanka wsi Przystawy koło Darłowa na Zachodnim Pomorzu nagle straciła przytomność. Rodzina zatelefonowała pod nr alarmowy 112. Siedziba pogotowia ratunkowego mieści się w pobliskim Darłowie.
Z powodu zaśnieżonej i oblodzonej drogi powiatowej karetka miała problemy z dotarciem na miejsce. O pomoc poproszono straż, która ma remizę z drugiej strony miejscowości, ale warunki panujące na drodze, pozwoliły strażakom na jazdę zaledwie 20 km/h.
- Budynek, w którym mieszkała mama, znajduje się przy głównej drodze powiatowej. Najbliższa straż pożarna ma stąd 5 kilometrów, pogotowie 10 km i nie mogli dojechać - mówi Mirosław Tokarczuk, syn zmarłej kobiety.
- W trakcie akcji ratunkowej, kiedy umierała matka mojego klienta, karetka nie mogła dojechać, bo powiat nie odśnieżył na czas drogi - opisuje Aleksander Bolko, pełnomocnik rodziny zmarłej kobiety.
ZOBACZ: To miał być rutynowy zabieg. Dziewczynka walczyła o życie
Gdy służby ratunkowe próbowały dotrzeć do domu 79-latki, jej rodzina cały czas walczyła o jej życie.
- Pan z pogotowia mówił, żeby mamie sztuczne oddychacie robić. I żeśmy to robili. My żeśmy mamę reanimowali 23 minuty - wyjaśnia syn zmarłej kobiety.
- Dyspozytor cały czas mówił, co i jak mamy robić, pilotował nas, aż przyjechali strażacy. Wtedy oni przejęli mamę i jak ją reanimowali to przyjechało pogotowie. Mama dawała oznaki życia, jakby wcześniej przyjechali, to by spokojnie mamę uratowali - dodaje mężczyzna.
- My myśleliśmy, że mam wyjdzie z tego. Jak podłączyli aparaturę, to były oznaki życia. Wszyscy jesteśmy załamani, że pogotowie nie dotarło na czas, ale ja nie winię ich, czy straży, bo oni ratowali. Winny jest powiat i ten pan, który za to odpowiada - twierdzi Beata Tokarczuk, synowa zmarłej kobiety.
Rodzina obwinia starostwo, którego drogi uniemożliwiały szybki dojazd służb. Twierdzi również, że o nieprzejezdnym stanie dróg w powiecie mieszkańcy alarmowali dużo wcześniej. Pokazują to wpisy z lokalnych portali z 5 stycznia. Wówczas rodzina zmarłej kobiety nie mogła dojechać z małym dzieckiem do przychodni zdrowia.
- Dzieciątko zachorowało, trzeba było do lekarza jechać. To łopatami żeśmy odśnieżali. Nie było szans żeby samochodem przejechać. Sami łopatami odśnieżyliśmy drogę - mówi Beata Tokarczuk.
ZOBACZ: Dzieci czekały na Mikołaja. Paczki nigdy nie dotarły
Starostwo, jak i firma odpowiedzialna za odśnieżanie dróg zaprzeczają. Twierdzą, że drogi były przejezdne, a prezentowane przez rodzinę nagrania mogły nie być wykonanie na terenie ich powiatu.
- Jestem zaskoczona, bo nie mieliśmy takiego zgłoszenia. Z kart wynika, że panowie jeździli tu dwa razy, dwa razy na dobę. Mamy 360 km dróg, nie jesteśmy wstanie wszędzie dojechać - wyjaśnia Ewelina Sokołowska, naczelnik wydziału dróg i infrastruktury w Starostwie Powiatowym w Sławnie.
- Było wszystko odśnieżane, proszę dać sobie spokój. Nie mam nic więcej do powiedzenia, nie mam nic sobie do zarzucenia. Jest i było wszystko przejezdne - zapewnia wykonawca odpowiedzialny za odśnieżenie drogi.
Inaczej sprawę widzi pełnomocnik rodziny ofiary. - Absolutnie sobie tutaj nie poradzili. Powinni zapewnić więcej sprzętu. Wynająć dodatkowe firmy odśnieżające. Jeżeli władza samorządowa nie wykonuje obowiązków, to może powinna zacząć się czymś innym - mówi Aleksander Bolko.
Krewni pani Marianny podkreślają, że nawet przejazd kolejowy krzyżujący się z drogą powiatową i znajdujący się tuż obok domu zmarłej kobiety nie był odpowiednio odśnieżony. Postanowiliśmy zapytać pogotowie ratunkowe i straż pożarną o stan drogi w momencie, kiedy jechali do akcji.
ZOBACZ: Budowlaniec bierze pieniądze i znika. Poszkodowanych przybywa
- Niestety z uwagi na trudne warunki w tamtym czasie, było to zarówno oblodzenie jezdni jak i śnieg znajdujący się na jezdni, dojazd był utrudniony. Dlatego nasi ratownicy poprosili o zadysponowanie wsparcia straży pożarnej, bo w takich sytuacjach każda minuta przesądza, czy pacjenta uda się nam uratować - podkreśla Natalia Dorochowicz z Pogotowia Ratunkowego w Szczecinie.
- Zostaliśmy zadysponowani do miejscowości Przystawy. Dotarliśmy w takim czasie, jaki był możliwy ze względu na warunki drogowe - wyjaśnia Damian Krzyżanowski, prezes OSP w Wiekowicach.
Czy drogi rzeczywiście nie były przejezdne i miało to wpływ na ratunek? O tym zdecyduje sąd.
- Pierwszym krokiem będzie wezwanie do zapłaty za śmierć kobiety. Rozważamy również złożenie zawiadomienia o popełnieniu przestępstwa niedopełnia obowiązku przez urzędników - mówi pełnomocnik rodziny ofiary.
- Mam żal, nie ma mamy, co tu powiedzieć więcej. Żyła by dalej, cieszyła by się dziećmi, straciliśmy ważną osobę w życiu - podsumowuje synowa zmarłej kobiety.