Mieli oszukać na co najmniej 10 mln zł. Pozostają wolni

Władze spółki Netogród z Opola skupowały plony od rolników i nie płaciły. Zbiory sprzedawały dalej, a pieniądze przelewały na swoje prywatne konta - to szokujące ustalenia prokuratury ws. nazywanej przez rolników opolską aferą Amber Gold. Z szacunków policji wynika, że zdefraudowano co najmniej 10 mln zł, pozostawiając rolników na skraju bankructwa.

Setki poszkodowanych rolników to efekt działalności spółki Netogród. Skupowała ona plony rolne i gwarantowała, iż zapłaci w ciągu kilkunastu dni. Jednak tego nie robiła. Spółka oferowała również do sprzedaży nawozy sztuczne po konkurencyjnych cenach. Z oferty skorzystali m.in. rolnicy z miejscowości Kadłub Wolny w województwie opolskim.

- Straciliśmy 22700 zł. Była przedpłata na cały transport nawozu.  Zajmujemy się produkcją rośliną i nic nie dostaliśmy. Firma Netogród zrobiła promocję na nawozy, trzeba było zamówić i zrobić przedpłatę. Wystawili nam fakturę, umowę. Po firmie nie ma śladu, nie ma nic – opowiadają Małgorzata i Piotr Tararowie.

- Opolska spółka Netogród znana była z działalności rolniczej. Była, bo ogłosiła upadłość. Istniała 2 lata. Opolscy rolnicy nazywają ją opolską aferą Amber Gold. I nie ma tu nieprawdy, bo to była piramida finansowa – mówi Mirosław Dragon, dziennikarz Nowej Trybuny Opolskiej.

Na spotkanie z nami przyjechali poszkodowani rolnicy ze Śląska, z Małopolski, Mazowsza, Podkarpacia, województwa świętokrzyskiego, a nawet z Pomorza Zachodniego. Małżeństwo spod Gryfic straciło ponad 150 tysięcy złotych. Firmie Netogród oddali rzepak. Zostali oszukani w bardzo ciężkim dla nich okresie. Pieniędzy potrzebowali na leczenie syna.

- Zrobiliśmy umowę na 100 ton rzepaku, oddałem im 4 samochody. Mieli zapłacić do 14 dni. Nie zapłacili do dziś. Żeby wyprodukować, musieliśmy wziąć kredyt, mieliśmy zawirowania w rodzinie i te pieniądze były nam potrzebne – mówi małżeństwo rolników.

Netogród skupował różne płody rolne. Kiedy okazało się, że spółka nie wywiązuje się z zawartych umów, oszukani rolnicy powiadomili organy ścigania.

- Te oszustwa dotyczą rolników na terenie całego kraju, już w czerwcu tego roku zatrzymaliśmy pierwsze trzy osoby.  Policjanci dotarli do 150 osób pokrzywdzonych tym oszustwem. Straty na tym etapie to blisko 10 milionów – opowiada Marzena Grzegorczyk z Komendy Wojewódzkiej Policji w Opolu.

- Zarzuty polegają na oszustwie na szkodę rolników oraz podmiotów zajmujących się dystrybucją nawozów sztucznych. Podejrzani nie przyznali się do czynów. Prokurent przerzuca winę na prezesa, prezes na prokurenta. Wszystkie te transakcje miały miejsce w 2018 roku. Z operacji z rachunku firmy wiemy, że pieniądze od rolników z miejsca były wyprowadzane na prywatne rachunki podejrzanych. Można powiedzieć, że zostały przejedzone przez podejrzanych – informuje Stanisław Bar z Prokuratury Okręgowej w Opolu.

- Prezesem spółki był Stanisław G., który jest jednym z radnych powiatowych w Oleśnie.  Stanisław G. jest radnym teoretycznym, bo w tym roku dwa razy był na sesjach. Nie odbiera telefonu – tłumaczy Mirosław Dragon, dziennikarz Nowej Trybuny Opolskiej.

- Na portalach ogłoszeniowych zacząłem śledzić te zawirowania. Od nas rzepak brali za 1700 zł za tonę, a ten sam rzepak sprzedawali za 1450 zł, o wiele taniej. Pszenicę kupowali za 840 zł, a sprzedawali za 740 - mówi jeden z rolników.

Prokuratura nie miała wątpliwości, że radnego, a zarazem prezesa spółki, prokurenta i przedstawiciela handlowego Netogrodu należy aresztować. Sąd rejonowy przychylił się do wniosku śledczych, jednak Sąd Okręgowy w Opolu zmienił tą decyzję. Podejrzani przebywają więc na wolności.

- Sąd uznał, że kaucja i inne środki wystarczą i areszt nie jest potrzebny – informuje Daniel Kliś z Sądu Okręgowego w Opolu.

- Jak ktoś oszukuje na takie miliony i chodzi wolny po świecie, to coś nienormalnego. To jest oszustwo zorganizowane, nie odbierali telefonów, z innego numeru jak żona zadzwoniła, było można się dodzwonić, jak się przedstawiłem, to się rozłączali - komentują rolnicy.

Razem z poszkodowanym małżeństwem rolników jedziemy do domu, gdzie zameldowany jest prezes spółki Stanisław G. Tam też znajdowały się magazyny spółki. Drzwi otwiera nam ojciec mężczyzny.

Reporter: Jesteśmy z TV Polsat, szukamy pana Stanisława, tu jest zameldowany.

Ojciec Stanisława G.: Nie mieszka.

- A gdzie go można znaleźć?

- W Lublińcu.

- A pod jaki adresem?

- Nie znam.

- Nie zna pan adresu syna?

- Nie.

Rolnik: Kiedy pieniądze odda?

- Nie jestem stroną, numer telefonu zmienił, nie mogę podać.

Reporter: Jest pan dumny z syna?

(zamyka drzwi).*

 * skrót materiału

aborzęcki@polsat.com.pl

 

Oglądaj inne reportaże tego reportera

XXXX XXXXXXX XXXXXX XX XXX XXX XXXX XXXX XXXXX

 

XXX XXXX X XXXXXXX XXXXXXXX XXXXXXX X XXXXX

 

XXXX XXXXXXX XXXXXX XX XXX XXX XXXX XXXX XXXXX

 

XXX XXXX X XXXXXXX XXXXXXXX XXXXXXX X XXXXX

 

XXXX XXXXXXX XXXXXX XX XXX XXX XXXX XXXX XXXXX

 

XXX XXXX X XXXXXXX XXXXXXXX XXXXXXX X XXXXX

 

XXXX XXXXXXX XXXXXX XX XXX XXX XXXX XXXX XXXXX

 

XXX XXXX X XXXXXXX XXXXXXXX XXXXXXX X XXXXX