Żona policjanta kontra kierowca autobusu. Spór o wypadek

Kobieta ruszająca spod komendy w Radomiu uderza w bok miejskiego autobusu. Sprawa wydaje się prosta. Do momentu, gdy okazuje się, że jest żoną policjanta z tej komendy, a jego koledzy zaczynają wmawiać kierowcy autobusu, że jest winny, mimo nagrania dokumentującego zajście. Kierowca autobusu walczy o sprawiedliwość.

Pan Jarosław Kozicki jest kierowcą autobusu miejskiego w Radomiu. W MPK pracuje dwa lata, jako zawodowy kierowca - ponad dekadę. 21 października w godzinach porannych przed jednym z komisariatów policji doszło do kolizji. W bok autobusu, który prowadził, uderzył samochód osobowy.

- Skręcałem w ulicę Traugutta, ona idzie lewoskrętem takim. Po skręcie w lewo, zacząłem skręcać w prawo, bo tam są dwa pasy ruchu i od razu zjazd na przystanek. I wtedy doszło do kolizji. Wjechała we mnie kobieta SUV-em. Stwierdziła twardo, że nie poczuwa się do odpowiedzialności - opowiada Jarosław Kozicki.

ZOBACZ: Szokujący los 32-latka. Musi mieszkać w kurniku

Okazało się, że kierująca SUV-em to żona jednego z policjantów z pobliskiego komisariatu. Funkcjonariusz miał wyjść z propozycją spisania oświadczenia, ale dyspozytor kierowcy autobusu polecił mu wezwać policję. Pan Jarosław był pewien, że to nie on zostanie obwiniony o spowodowanie kolizji.

- Później zaczął mnie policjant powoli uświadamiać w tym kierunku, że dla niego to ja jestem winny. Ja mówię: proszę pana, jest kamera na budynku, można zobaczyć monitoring - opowiada pan Jarosław.

Na monitoringu widać, jak kobieta wsiada do samochodu i próbuje włączyć się do ruchu. W tym samym czasie kierowca autobusu zjeżdża na przystanek. Dochodzi do kolizji. Ale dla policjantów zajmujących się tym zdarzeniem to nagranie okazało się być niewystarczające, by zdjąć winę z pana Jarosława.

- Policjant stwierdził, że kieruje sprawę do sądu, ze skierowaniem winy na mnie. To go pytam, od kiedy zmieniły się przepisy ruchu drogowego, gdy pojazd w ruchu musi ustępować pojazdowi włączającemu się do ruchu. Mówię, że chyba od wtedy, od kiedy za kierownicą siedzi żona policjanta - opowiada pan Jarosław.

- Na miejscu policjanci nie byli w stanie zapoznać się ze wszystkimi nagraniami w tej sprawie. Policjanci zapoznali się jedynie z nagraniem z kamery umieszczonej na pobliskim komisariacie, który zarejestrował jedynie końcowy moment tego zdarzenia. Nie widzimy zachowania kierującego autobusem - twierdzi Kamil Warda z Komendy Miejskiej Policji w Radomiu.

ZOBACZ: Mieszkaniowy horror. Sąsiadka całe noce wali w ściany

Ale jeżeli dokładnie przyjrzymy się nagraniu, to w lewym górnym rogu dostrzeżemy, że kierowca autobusu jeszcze przed zmianą pasa włączył kierunkowskaz. W tym czasie kobieta kierująca samochodem nie ustąpiła pierwszeństwa. Według Łukasza Zboralskiego z portalu zajmującego się bezpieczeństwem w ruchu drogowym, który jako pierwszy zajmował się tą sprawą, wina kierującej jest oczywista.

- Prawo w Polsce jest jasne: ten, kto się włącza do ruchu, a kobieta, która wyjeżdżała spod tej komendy, włączała się do ruchu, musi ustąpić wszystkim, którzy są na drodze. Nie można powiedzieć, że tam nie ma jej winy, to jest zdumiewające. Przede wszystkim policja w odpowiedzi do mediów, do mnie, napisała kłamstwo, że oni jeszcze nie orzekli o winie, bo nie było możliwości obejrzenia monitoringu. To jest kłamstwo, mamy dowód na to, że ten monitoring był obejrzany i to obejrzany razem z jednym z uczestników tej kolizji - mówi Łukasz Zboralski z portalu brd24.pl.

ZOBACZ: Tak zajęli auta złodzieja, że je… sprzedał

Zapytaliśmy mundurowych, czy fakt, że osobą kierującą jest żona jednego z policjantów z tej komendy, miał wpływ na ocenę sytuacji.

- Dotychczas policjanci nie wskazali, kto zawinił w tej sytuacji. Policjanci pracujący na miejscu opierali się jedynie na przepisach prawa o ruchu drogowym. Żeby zachować pełen obiektywizm, Komendant Miejski Policji w Radomiu złożył wniosek do Komendanta Wojewódzkiego o wyłączenie naszej jednostki z tej sprawy - odparł Kamil Warda z Komendy Miejskiej Policji w Radomiu.

Pan Jarosław wolałby, żeby sprawa nie trafiła do sądu, bo to kolejny stres, którego w pracy kierowcy i tak jest sporo. Ale jak twierdzi, ten wyrok będzie istotny też dla jego kolegów po fachu, dla których podobne sytuacje to codzienność.

Oglądaj inne reportaże tego reportera

XXXX XXXXXXX XXXXXX XX XXX XXX XXXX XXXX XXXXX

 

XXX XXXX X XXXXXXX XXXXXXXX XXXXXXX X XXXXX

 

XXXX XXXXXXX XXXXXX XX XXX XXX XXXX XXXX XXXXX

 

XXX XXXX X XXXXXXX XXXXXXXX XXXXXXX X XXXXX

 

XXXX XXXXXXX XXXXXX XX XXX XXX XXXX XXXX XXXXX

 

XXX XXXX X XXXXXXX XXXXXXXX XXXXXXX X XXXXX

 

XXXX XXXXXXX XXXXXX XX XXX XXX XXXX XXXX XXXXX

 

XXX XXXX X XXXXXXX XXXXXXXX XXXXXXX X XXXXX